13 obrazów Edwarda Hoppera ożyło w kinie: poznajcie Shirley i jej wizje rzeczywistości

Obok jego obrazów trudno przejść obojętnie, bo chociaż portretował przede wszystkim amerykańską klasę średnią: urzędników i sekretarki, bywalców knajp, klientów sklepów i hotelowych gości – nad każdą z tych wyobcowanych postaci wisiał ciężar historii: wojny i kryzysu. W filmie „Shirley - wizje rzeczywistości”, który właśnie wszedł na nasze ekrany, reżyser Gustav Deutsch ożywił 13 obrazów Hoppera i połączył je w historię jednej kobiety. Wyszło arcydzieło.

Hopper
Edward Hopper (1882-1967) jest jednym z najważniejszych amerykańskich twórców XX wieku. Kształcił się w Correspondance School of Illustraiting w Nowym Jorku, następnie uczęszczał do New York School of Art. Po zakończeniu nauki pracował w agencji reklamowej, gdzie tworzył okładki magazynów, a także trzykrotnie podróżował do Europy, której kulturę bardzo cenił, a największy wpływ na jego rozwój jako artysty miała twórczość Edgara Degasa.



Hopper dużo czasu spędził Paryżu, gdzie samodzielnie studiował malarstwo. Ostatecznie w 1908 roku osiadł w Nowym Jorku i przez ponad 50 lat, czyli do końca życia, pozostał wierny swojej pracowni przy Washington Square North 3. Wyjątkiem były miesiące letnie, które spędzał w swoim domu na półwyspie Cape Cod.

Tu stworzył wiele niezapomnianych pejzaży m.in. "Październik w Cape Cod" – obraz, który w 2012 roku na aukcji internetowej Christie's osiągnął zawrotną cenę prawie 10 mln dolarów.

Swoje prace Hopper po raz pierwszy wystawił w Whitney Studio Club w 1922 roku. Pierwszą retrospektywną wystawę otworzył w 1933 roku. Jego najsłynniejsze obrazy to: "Soir Bleu", "Nowojorskie biuro", "Nocni włóczędzy", "Poranne słońce", "Wczesny niedzielny poranek", "Automat", "Autoportret", "Pokój w Nowym Jorku", "Dom przy torach kolejowych" i "Dziewczyna przy maszynie do szycia". Te prace to zagadki pełne psychologicznego napięcia: nigdy nie wiemy, czy to, co miało się w zobrazowanych scenach rozegrać już się wydarzyło, czy dopiero się wydarzy. Hopper do mistrzostwa opanował moment zawieszania swoich bohaterów – i nas jako widzów – w czasie.

Najsłynniejszym obrazem Hoppera jest płótno "Nighthawks" (znane w różnych tłumaczeniach jako "Nocne jastrzębie", "Nocni włóczędzy", "Nocne marki"), które przedstawia scenę rozgrywającą się w barze wzorowanym na prawdziwym lokalu z Greenwich Avenue w Nowym Jorku.


Na obrazie znajdują się cztery postacie: ubrany na biało, pochylony pracownik baru, samotny, ukazany od tyłu mężczyzna oraz nachylona nad barem para: rudowłosa kobieta w czerwonej sukience i palący papierosa mężczyzna. Postacie wydają się pogrążone w melancholii – Hopper rozpoczął pracę nad płótnem wkrótce po ataku na Pearl Harbor.

Żółta ściana baru jest najjaśniejszym motywem obrazu, światło wychodzi też na ulice. Co ciekawe, nie widać nigdzie drzwi, którymi wyjść mogliby goście. Hopper tłumaczył, że nie było to jego świadomą intencją, ale "podświadomie prawdopodobnie malował samotność w dużym mieście". Samotność, z której nie sposób wyjść.

"Nocne jastrzębie" to w historii amerykańskiego malarstwa obraz-ikona, nic dziwnego więc że doczekał się nieliczonej ilości odwołań zarówno w kulturze wysokiej, jak i niskiej. Powstała nawet strona Nighthawks Forever, na której można się o popularności tego obrazu przekonać.

Deutsch
Edward Hopper fascynował twórców kina, ale żaden nie poszedł tak daleko jak Gustav Deutsch – zaangażowany w interdyscyplinarne projekty reżyser, architekt, muzyk i fotograf. Deutsch nieprzypadkowo wybrał Hoppera, bo to jeden z najczęściej cytowanych w filmach malarzy. Inspirował Alfreda Hitchcocka, Jima Jarmuscha, Martina Scorsese, Wima Wendersa, Terrence'a Malicka, Sama Mendesa czy Andrzeja Wajdę.


Sam artysta znajdował się pod wpływem kina noir – w wyborze tematu, kompozycji kadru i oświetlenia, o czym świadczą obrazy takie jak: "Night Windows" (1938), "Office at Night" (1940), "Room in New York" (1932) czy "New York Movie" (1939).


Autorem zdjęć do filmu jest pochodzący z Polski operator, Jerzy Palacz.
– Pięć lat temu odebrałem telefon od Jerzego Palacza. Powiedział, że przeczytał na mojej stronie internetowej, że planuję projekt dotyczący malarstwa Edwarda Hoppera. Powiedział: „Jak tylko będzie możliwość nakręcenia tego filmu, jak tylko będą na niego środki, to bardzo chciałbym w tym przedsięwzięciu uczestniczyć. Trudnością dla operatora podczas pracy z obrazem jest to, że musi filmować z jednej, konkretnie ustalonej pozycji. Jeśli kamera przesunęłaby się nawet o dziesięć centymetrów, perspektywa zmieniłaby się. Ujęcie by nie wyszło. Trzeba być bardzo precyzyjnym. Nie tylko ze względu na samo ustawienie kamery, ale na przykład jeśli chodzi o światło, które było najważniejsze w filmie. Należy pracować z ogromną precyzją” – wspomina reżyser Gustav Deutsch.

Opiekę nad koncepcją koloru sprawowała stała współpracowniczka Deutscha, malarka Hanna Schimek, która jest też autorką wykorzystanych w filmie iluzjonistycznych obrazów.

Kim jest Shirley?
Gustav Deutsch wyszedł od 13 obrazów Hoppera i udowodnił, że w każdym z nich jest ogromny potencjał narracyjny. Reżyser wchodzi tam, gdzie Hopper robi ostatnie pociągnięcie pędzlem i uwiecznia scenę na płótnie, ożywiając obraz i pokazując, co mogło być dalej. Kolejne sekwencje łączy postać Shirley.


– Tytułowa Shirley to atrakcyjna, charyzmatyczna i wyemancypowana aktorka, która jest wierna swoim zasadom. Chce wpływać na bieg historii. Nie akceptuje rzeczywistości Wielkiego Kryzysu, nienawiści na tle rasowym i ery McCarthy'ego – mówił o bohaterce Deutscha – w tej roli Stephanie Cumming, kanadyjska tancerka i choreografka, związana z austriacką grupą tańca współczesnego Liquid Loft – Roman Gutek.


Shirley za sprawą strumienia świadomości przez cały czas "mówi" do widza , dzieli się swoimi wątpliwościami i niepokojami. Krytykuje czasy, w których przyszło jej żyć, popada w coraz większe przygnębienie z powodu nierentowności teatrów – jej miejsca pracy i jednocześnie wielkiej miłości. Cytuje Emily Dickinson i Platona, nie może spać, a z drugiej strony mamy wrażenie jakby nie żyła na jawie. W tle nie milknie radio, "gazety nie śpią", a historia zbiera swoje żniwo.


Shirley hipnotyzuje nie tylko głosem, uroku dodają jej także piękne kreacje i zgrabne pantofle – stroje, do których zdążyli nas już przyzwyczaić twórcy "Mad Mena". Ale nie zapominajmy, że to Hopper był pierwszy w portretowaniu uwodzicielskich, owianych nutką tajemniczości kobiet z nieodłącznym papierosem w ręku. Dotychczas anonimowych.

Jeśli wierzyć Deutschowi, amerykańskie "everygirl" nie były wcale takie przeciętne i dużo w nich było dążenia do emancypacji. Choć podróż z Shirley (film otwiera i zamyka scena w pociągu) pozwala oderwać się od rzeczywistości i przenieść w czasie, wciąż wiele kobiet będzie mogło się z nią utożsamić.
Trwa ładowanie komentarzy...