
''Znam ludzi, którzy nie mają czasu, aby raz w tygodniu spędzić w kościele trzy kwadranse, za to wstają codziennie przed świtem, aby pobiegać sobie przez dwie godziny. (…) W ostatnich latach bieganie zostało wyniesione do poziomu religii. To już raczej ‚biegactwo’, którego uprawianie nie jest sportem, ale wyznaniem wiary'' – przekonuje na łamach „Plus Minus” Dominik Zdort.
Znam niezmiernie zapracowanych ludzi, którzy nie mają czasu, aby raz w tygodniu spędzić w kościele trzy kwadranse, za to wstają codziennie przed świtem, aby pobiegać sobie przez dwie godziny. I choć nie są w stanie spotkać się raz w miesiącu z rodziną czy przyjaciółmi, to zawsze wygospodarują parę dni, aby wyskoczyć z podobnymi sobie wyznawcami na maraton do Berlina. CZYTAJ WIĘCEJ
Zdort zna też przypadki, gdzie przynależność do "sekty biegaczy" wpływała na karierę zawodową.
RT @Dominik_Zdort was out running. He tracked 6.23 km in 37m:14s #ASZdziennik
— ASZdziennik (@ASZdziennik) kwiecień 6, 2014

