
Około godziny 13.00 dziennikarz Michał Majewski teetuje: "Do @LatkowskiS, do redakcji właśnie przyszło ABW". Nikt wówczas nie spodziewał się, że sprawy przyjmą dramatyczny obrót. W środku nocy naczelny tygodnika Sylwester Latkowski pisał już: "Funkcjonariusz ABW wyłamywał mi palce". Przedstawiamy chronologię zdarzeń.
Zaczęło się "niewinnie", choć już sam fakt wejścia ABW do redakcji bulwersował dziennikarzy. Około godziny 13.00 Michał Majewski poinformował o tym na swoim Twitterze – wtedy trzech funkcjonariuszy Agencji przyszło i żądało wydania nośników, na których dziennikarze przechowują nagrania z afery taśmowej. Agenci tłumaczyli, że robią to na polecenie prokuratury i podpierali się poniższym pismem.
Z tym pismem. pic.twitter.com/tCpNXrz1kk
— Michał Majewski (@MajewskiMichal) czerwiec 18, 2014
Dosłownie minutę później dziennikarz zaznacza, że redakcja nie wydała funkcjonariuszom żadnych materiałów, bo "nie mają pewności, czy ich wydanie nie ułatwi odkrycia źródła, które zastrzegło anonimowość".
Pod tym, jak redakcja odmówiła wydawania jakichkolwiek materiałów, sprawa cichnie na około trzy godziny. Tuż przed 17.00 Sylwester Latkowski na konferencji prasowej wyjaśnia całe zajście. Nic jeszcze nie wskazuje na to, że wieczorem i w nocy ABW będzie próbowało siłą odebrać Latkowskiemu jego laptopa.
O 17.23 Majewski pisze: "Większa ekipa. Wrócili." Tym razem, jak poinformował dziennikarz, z prokuratorem Józefem Gackiem, z którym rozmawiał redaktor naczelny. Jednocześnie przed biurem AWR Wprost zbiera się więcej "smutnych panów w ciemnych autach". Majewski podkreśla, że w redakcji toczyła się normalna praca – a wizyta ABW kompletnie wszystko dezorganizuje. Dziennikarze czekali wówczas na swojego prawnika.
Po 18.00 w redakcji zaczęli się pojawiać kolejni pracownicy ABW. Tuż przed 19.00 Majewski informuje, że we "Wprost" może nastąpić przeszukanie. Około 19.00 było ich już łącznie dwunastu, jak wynika z relacji Majewskiego. Wszyscy stali w gabinecie Latkowskiego.
Pan prokurator każe siła zabrać laptopa @LatkowskiS. Taki rozkaz wydał pani z ABW. To się nie dzieje!
— Michał Majewski (@MajewskiMichal) czerwiec 18, 2014
Dziennikarze wzywają policję, by zaprowadziła porządek, ale ta stwierdza tylko, że "więcej sił tam nie wyśle". Warszawski prokurator Dariusz Ślepokura stwierdza krótko:
To jakaś groteska !!!
— Dariusz Ślepokura (@DarekSle) czerwiec 18, 2014
Zdjęcie dnia @TygodnikWPROST pic.twitter.com/eIfbnrfxFT
— janpoplawski (@janpoplawski) czerwiec 18, 2014
Naczelny "Wprost" twardo broni swojego laptopa, choć Latkowski umówił się z prokuratorem na przekazanie materiałów w sobotę. W tym czasie policja zaczyna obstawiać dookoła redakcję. Latkowski dzwoni do innych dziennikarzy, by apelowali do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta o zaprzestanie całej tej farsy.
Funkcjonariusz ABW Czechowicz wyłamywał mi palce, przy asyście prokuratorów.. Panie Seremet, na to pan pozwala?
— Latkowski Sylwester (@LatkowskiS) czerwiec 19, 2014
Poniższy filmik ma być dowodem na użycie siły wobec Latkowskiego przez ABW.
W siedzibie redakcji pojawiają się przedstawiciele innych mediów. Policja apeluje o opuszczenie biura, ale nikt tego nie robi – dochodzi do przepychanek. Jak potem zaznaczył Latkowski, cała sytuacja "zdemolowała" redakcję. O 23.35 wygląda już na to, że wszystko się skończyło – funkcjonariuszom nie udało się odebrać ani laptopa, ani pendrive'a Latkowskiego. Funkcjonariusze powoli opuszczają budynek.
Symboliczne jest to zdjęcie z teczką zostawioną przez ABW na stole Latkowskiego. pic.twitter.com/8VtRvxamLE
— Michał Majewski (@MajewskiMichal) czerwiec 18, 2014
Na koniec Sylwester Latkowski i Michał Majewski podziękowali wszystkim za udzielone wsparcie.
