"A jednak to seksbomba jest" i Maradona zamiast Messiego. Szpakowski i spółka antybohaterami mundialu

Jacek Jońca, Dariusz Szpakowski i Tomasz Wołek są jednymi z antybohaterów mundialu
Jacek Jońca, Dariusz Szpakowski i Tomasz Wołek są jednymi z antybohaterów mundialu Fot: Michał Lepecki/AG; zrzut z ekranu sports.pl i sport.tvp.pl
Mamy dobrą i złą wiadomość. Zła jest taka, że kończy się mundial. Dobra to fakt, że z mundialem kończy się konieczność słuchania Dariusza Szpakowskiego i jego kolegów, którzy zaliczają w tym sezonie wyjątkowo dużo wpadek.


Mundial dobiega końca, w związku z czym na jakiś czas piłka nożna żegna się z TVP. Dla fanów futbolu to chyba jednak dobra wiadomość, bo niektórzy mają już serdecznie dosyć poziomu prezentowanego przez „ekspertów” ekipy z Woronicza. Oczywiście jest kilku, którym należą się pochwały. To z pewnością Jacek Laskowski, Kamil Kosowski czy Grzegorz Mielcarski. Są jednak i tacy - z Dariuszem Szpakowskim na czele - którzy w Brazylii odnotowywał liczne gafy.


Lista grzechów popełnionych przez specjalistów z TVP na tym mundialu jest całkiem spora, aż trudno było wybrać te najlepsze.

„A jednak to seksbomba jest”

TVP tłumaczyło się, że nie pokazano relacji z ceremonii otwarcia mistrzostw świata, bo nikt w Europie jej nie pokazywał. To oczywiście nie było prawdą i wszyscy wyśmiali wyjaśnienia. Co zatem obejrzeli Polscy widzowie? „Studio Plaża” to jedno, drugie to panel publicystyczny złożony m.in. z Jacka Gmocha i Jerzego Engela. Pierwszy z dwóch panów już na wstępie uruchomił ciężką artylerię.

Komentatorzy w studiu TVP spekulowali jakie będą te mistrzostwa. Tymczasem Jacek Gmoch z zainteresowaniem patrzył na ekran, na którym widać było ceremonię otwarcia. W tle pojawiła się ubrana w skąpy strój Jennifer Lopez. Były selekcjoner podekscytowany krzyczał, by wszyscy się obrócili. Nie zdążyli, nie zobaczyli tego, co Gmoch. Słynny ekspert od taktyki i tak na (nie)szczęście zdążył to podsumować: „A jednak to seksbomba jest!”.

Wołek uważa, że Van Gaal ma prymitywną twarz

Gmoch nie jest jedynym „wielkim” ekspertem w studiu TVP. Na czas mundialu zaproszono także Tomasza Wołka. Dziennikarz ma wiedzę na temat południowoamerykańskiej piłki, jednak zatrzymał się z jej zgłębianiem jakieś 40 lat temu. Dziś myli piłkarzy, historie i powtarza te same banały. Jednak jego największa wpadka na tegorocznej imprezie nie tyczy się wydarzenia na wizji, tylko wypowiedzi dla pewnego portalu.


Wołek zapytany o trenera Holendrów Luisa van Gaala, który dziś jest wychwalany pod niebiosa za geniusz taktyczny w meczu z Kostaryką (wprowadził na rzuty karne rezerwowego bramkarza) stwierdził, że to jednak słaby trener. Zamiast wyjaśnić dokładnie, dlaczego tak uważa, wypowiedział się po prostu o twarzy van Gaala. Rzeczywiście, uroda to najważniejszy element bycia trenerem...

I see Maradona walking

Panu Szpakowskiemu poświęciliśmy co prawda cały tekst, ale trzeba go odgrzewać non-stop, dlatego kilka #szpaków wyciągniemy. W meczu z Belgami pan Dariusz jako jedyny zauważył, że po boisku biega nie Lionel Messi, ale Diego Armando Maradona. Jednak na tym się nie kończy. Oprócz tego Szpakowski wielokrotnie mylił innych zawodników i źle wymieniał nazwiska piłkarzy. Oto jak czytał skład reprezentacji Iranu:
Od siebie dodam, że Szpakowski mógł się do tego przedsięwzięcia przygotować, bo każdy dziennikarz otrzymuje listę składów na kilka godzin przed meczem. Pan Dariusz postawił na żywioł. Na dodatek odniósł się do krytyki wielu dziennikarzy i fanów piłki nożnej, którzy zarzucają mu źle wymawianie niektórych nazwisk:
To wideo powinno jednak rozwiać wszelkie wątpliwości. Jose Mourinho na pewno by nie przekręcał nazwisk swoich piłkarzy...

Koledzy Szpakowskiego

Szpakowski jest jedyny w swoim rodzaju, ale pojawili się inni konkurenci, którzy też co chwilę odnotowali wtopy. To choćby Jacek Jońca. Należy wyrazić ubolewanie, że jedynie wpadki Szpakowskiego powszechnie nagrywa się i wrzuca do internetu. Błędy Jońcy wychwycili tylko dziennikarze na Twitterze. Poniżej tweet wicenaczelnego "Przeglądu Sportowego" Przemysława Rudzkiego:
Od razu rozwiejmy wątpliwości. Ten drugi nawet nie był na testach w jakimkolwiek polskim klubie. Z polską piłką łączy go wyłącznie to, że... drugie imię otrzymał na cześć Zbigniewa Bońka, ale Jońca wie lepiej. Za to przeoczył Carlo Costly'ego, który swego czasu występował w PGE GKS Bełchatów.

Rudzki także zauważył, że Jońca zaczyna opowiadać historie, by przed końcem się zaśmiać.
Co ciekawe, Jońca także stwierdził, że „Wojna Futbolowa”, którą opisał Ryszard Kapuściński odbyła się pomiędzy Hondurasem a Kostaryką (tak naprawdę Honduranie walczyli z Salwadorem). Pouczał jak się mówi na mieszkańców Hondurasu, czyli Honduranie, by za chwilę samemu powiedzieć Hondurańczycy. I jeszcze wykazał się znajomością geografii, co wychwycił jeden z komentatorów niezwiązanych z TVP Marcin Grzywacz.
Może lekcji geografii powinien mu udzielić inny komentator, Maciej Iwański, który często zamiast skupiać się na meczach, dzieli się z widzami różnymi ciekawostkami geograficznymi. Przez tych komentatorów wielu kibiców po cichu modli się, aby finał komentował najlepszy z spikerów TVP, czyli Jacek Laskowski.

Studio Plaża

Nie wiadomo jak nazwać ten twór telewizyjny, który wygląda jak narzędzie reklamowe TVP. Niestety program nie ma nic wspólnego z piłką nożną, choć w taki sposób jest przedstawiany. Wystarczy włączyć o dowolnej porze między meczami, by się o tym przekonać.

Goście w studiu jakby się zmówili twierdzą, że nie lubią bądź nie interesują się piłką nożną. Jeden stwierdził, że w przypadku wprowadzenia technologii bramkowej może obejrzy jakiś mecz. Ktoś inny typował że królem strzelców zostanie Robert Lewandowski. Poziom ignorancji nadzwyczaj wysoki. Nie wiadomo, jaki był cel programu. Chyba miał służyć do pokazywania lub promowania różnych osób związanych z TVP. Jeśli jest inaczej, to dlaczego TVP w ciągu miesiąca opublikowało zaledwie jeden program "Studio Plaża" na YouTube?