Afera w warszawskim ZOO to wierzchołek góry lodowej. W każdym ogrodzie zoologicznym zwierzęta cierpią

Zwierzęta mieszkające w ZOO nie należą do najszczęśliwszych.
Zwierzęta mieszkające w ZOO nie należą do najszczęśliwszych. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Ogrody zoologiczne mają spełniać funkcję edukacyjną, rozrywkową oraz chronić zagrożone gatunki. W rzeczywistości gatunki zagrożone w polskich ZOO stanowią raptem 14 proc. Pozostałe 86 proc. to zwierzęta zamknięte dla przyjemności człowieka.


W zeszłym tygodniu rozpętała się burza dotycząca warszawskiego ZOO. Była pracownica ogrodu Barbara Zalewska opowiedziała blogerce, że zwierzęta są zaniedbane, nie zapewnia się im odpowiedniej opieki, właściwego pożywienia, a na terenie ogrodu dochodzi do nieszczęśliwych wypadków. Po powyższych rewelacjach, na stronie internetowej ZOO pojawiło się oświadczenie dyrektora placówki Andrzeja Kruszewicza, który punkt po punkcie zbija zarzuty Barbary Zalewskiej. Dodaje też, że cała sprawa ma charakter personalny, a oskarżenia byłej pracownicy są wyssane z palca.

Warszawski Ratusz zobowiązał się do wyjaśnienia sprawy i na tym można byłoby dyskusję zakończyć, gdyby nie kolejna awantura. W poniedziałek, na blogu animalus.blog.pl pojawiła się notka, w której autor opisuje koszmarne warunki, jakie panują w ZOO, tym razem łódzkim. Bloger pracował w tym miejscu w ramach wolontariatu prawie rok i to doświadczenie uświadomiło mu, że idea ogrodu zoologicznego jest wypaczona. Natomiast osoby, które pracują ze zwierzętami robią to nie z pasji, ale z konieczności. I szczerze tego nienawidzą.

Relacja Animalusa jest o tyle wiarygodna, że obszerny wpis został uzupełniony licznymi zdjęciami, na których widać zamknięte zwierzęta. I z pewnością nie są one szczęśliwe.

Niekompetetni ludzie
animalus.blog.pl

W łódzkim ZOO większość opiekunów zwierząt to przypadkowi ludzie, którym bym nie powierzył pod opiekę chomika. Mimo że w samej Łodzi zapewne znalazłby się tysiąc osób które dałyby sobie ręce uciąć za możliwość pracy z tymi zwierzętami. Z pasji i dla doświadczenia. Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby z tego ZOO, które się faktycznie nadają do pracy ze zwierzętami. Pasja to podstawa, ale potrzeba też wiedzy i pewnego zestawu cech, który u ludzi jest rzadki. I parę takich osób się tam znajdzie, ale dla dyrekcji tego ZOO znaczą tyle, co pracownicy Biedronki dla zarządu Biedronki.

W Głównym Inspektoracie Weterynarii próbowałam się dowiedzieć, czy są jakieś normy, które muszą być spełnione przez osoby pracujące w ZOO. Przez telefon odpowiedzi nie można uzyskać, na mail brak odpowiedzi. – Z tego co wiem, osoby zatrudniane do opieki nad zwierzętami nie muszą spełniać żadnych norm, niewymagane też jest żadne konkretne wykształcenie – mówi mi Anna Szwapczyńska z fundacji Viva! – Wiem, że na pewno musi być zatrudniony lekarz weterynarii. On powinien zajmować się m.in. podawaniem leków zwierzętom, jednak dochodzą mnie słuchy, że zwykle tak się nie dzieje – dodaje. W łódzkim ZOO dominowali ludzie z pośredniaków. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby nie fakt, że większość z nich szczerze nienawidziła swojej pracy i podopiecznych.
animalus.blog.pl

1. Były kucharz, którego po 3 miesiącach przerzucono na ten dział z ptaków. Skąd usunięto go za karmienie papug mięsem a orłów owocami. Który potrafił postawić pieniek do rąbania mięsa naprzeciwko klatki samca lwa, który jak widział mięso to dostawał szału. „Bo przynajmniej ma rozrywkę”.

2. Były ślusarz, który nie przyjmował do wiadomości, że istnieją inne metody nakłonienia zwierzęcia do przemieszczenia się niż stosowane przez niego darcie na koty ryja o treści „no idże ty sku*wysynie” przy jednoczesnym nawalaniu kijem w kraty. Który pewnego dnia bez oporów opowiedział o zamiarze porzucenia swojego domowego kota. W sensie wywiezienia gdzieś do lasu i zostawienia. „Bo jest nieznośny, skurwy*yn*”.

3. Długoletni pracownik działu, do którego wyczynów należało wypuszczenie pantery chińskiej na drugiego pracownika. Skończyło się szczęśliwie, bo tylko na naderwaniu ucha i bliznach na szyi. Ale wdała się infekcja i „ofiara” prawie się przekręciła. Nie wyrzucono go jednak ani przy tym zdarzeniu, ani gdy później zostawił otwarte drzwi na wybiegu panter gdy pantery na nim były. Drzwi prowadzące na ścieżkę dla zwiedzających. Oba wydarzenia zostały zmiecione pod dywan.



Niewłaściwe warunki

– 59 proc. wybiegów i pomieszczeń w polskich ZOO nie spełnia warunków, które są wymagane przez polskie prawo. Boksy za małe. A dodam, że są to warunki dużo mniej restrykcyjne niż te w Unii Europejskiej – opowiada Łukasz Musiał, aktywista z inicjatywy BASTA!. – Zupełnym absurdem jest to, że w 2004 roku weszło rozporządzenie Ministra Środowiska, które jeszcze pomniejszyło przestrzeń życia dzikich zwierząt – dodaje. Organizacja od pewnego czasu filmuje warunki, jakie panują w polskich ZOO i wrzuca na swoją stronę.


Lwy i tygrysy gnieżdżą się w pomieszczeniach po kilka metrów kwadratowych. Latem mogą jeszcze wyjść na wybieg, zimą są zamknięte w ciasnych betonowych boksach. To skutkuje zachowaniami patologicznymi, tłuczeniem łbami o kratę, wylizywaniem sierści, łysieniem i problemami z potencją.

Łódzkie ZOO chwaliło się jakiś czas temu udanym zabiegiem inseminacji lwic. Animalus zżyma się jednak, że nikt nie zastanawia się dlaczego zwierzęta musiały być sztucznie zapładniane. Okazuje się, że lew jest tak zestresowanym zwierzęciem, iż najzwyczajniej nie chciał kryć samicy.

Będzie lepiej?
Po pojawieniu się notatki Animalusa łódzkie ZOO zorganizowało konferencję prasową, na której odpierało zarzuty blogera. Dyrekcja ogrodu uznała, że bloger mści się dlatego, że został z placówki wyrzucony.

– Sam się zdziwiłem szumem, jaki wywołała moja notka. Wrzuciłem ją w poniedziałek wieczorem, a rano miałem już pełną skrzynkę maili – mówi Maciej Bielak, autor bloga Animalus.

– Wcale nie zostałem wyrzucony, sam złożyłem rezygnację. Co ciekawe, dyrektorka stwierdziła, że pozbawiono mnie pracy po moim stażu na dziale zwierząt drapieżnych. Zapomniała o tym, po zajmowaniu się tygrysami zostałem jeszcze wysłany do małpiarni – śmieje się bloger.

Okazuje się, że cała sytuacja może mieć jednak szczęśliwy finał. – Zostałem zaproszony na konfrontację z dyrektorką i jej zastępczynią. Mimo że na oficjalnej rozmowie, w obecności mediów, atmosfera była nieprzyjemna, to potem spotkaliśmy się w węższym gronie. Myślę, że mogą z tego wyniknąć jakieś pozytywne zmiany. Zwłaszcza dla zwierząt – dodaje.

Można się zastanawiać czy byłymi pracownikami kierują względy osobiste. Wystarczy jednak obejrzeć filmiki zamieszczane na stronie polskiezoo.info. Zwierzęta pokazane na nagraniach nie wyglądają, jak wesołe postaci z filmu „Madagaskar”. I można się zżymać, że w polskich więzieniach osadzeni też nie mają wystarczającej przestrzeni. Tylko, że oni siedzą tam za karę. Zwierzęta w klatkach, dla naszej przyjemności.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc
POLECAMY 0 0"Watchmen" to telewizyjne wydarzenie na miarę "Czarnobyla". Ale serial HBO wkurzył Amerykę
MamaDu 0 0Szkolne konkursy plastyczne to farsa. Psycholożka opisała jeden z nich i się zaczęło...
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
0 0O pracy w tym miejscu marzą tysiące. Właśnie ruszyła rekrutacja dla Polaków
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Przebranie Tosi na szkolny konkurs na ustach wielu Polaków. Zareagowała sama Tokarczuk
FELIETON LIBERSKIEGO 0 0Co po Tusku? Jeśli opozycja nie wyłoni jednego kandydata, przegra po raz kolejny
0 0"Niewykluczone, że będzie to Senat trudny". Tak Duda otworzył posiedzenie izby wyższej
0 0101 lat polskiej muzyki w 7 minut. Film uczniów z Dąbrowy Górniczej trzeba zobaczyć!
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem