Jak wycinek z wywiadu sprawił, że lekarze zwątpili w nowego ministra zdrowia. Co dalej z prof. Zembalą?

Prof. Marian Zembala nie ma doświadczenia politycznego
Prof. Marian Zembala nie ma doświadczenia politycznego Jan Kowalski / Agencja Gazeta
Nowy minister zdrowia prof. Marian Zembala jest atakowany przez „Solidarność” za wypowiedzi dotyczące strajków pracowników ochrony zdrowia. Związek zawodowy żąda jego dymisji. Czy to zwykły atak opozycji, czy może niechęć środowiska medycznego sprawia, że minister ma kłopoty?


Dla opozycji prof. Zembala to zapewne łatwy przeciwnik polityczny. Lekarz, bardzo utalentowany, wielokrotnie wyróżniany specjalista, ale tylko lekarz, który z polityką niewiele miał wspólnego. Można powiedzieć, że jest łatwym celem, a jednocześnie celem, w który opozycja chce uderzyć, ponieważ profesor miał być pozytywną twarzą rządu Ewy Kopacz.


W środowisku lekarskim prof. Zembala jest raczej lubiany. Lekarze uważają jednak, że brak politycznego doświadczenia powoduje, że minister zalicza wpadki. Twierdzą, że to nie jest ostatni atak na niego, a opozycja będzie go podgryzać go do samych wyborów. Wskazują, że może się okazać obciążeniem dla Platformy.


Ostatnia wypowiedź ministra dotycząca strajku pracowników ochrony zdrowia trochę zmieniła nastawienie lekarzy do niego. Wcześniej bardzo się cieszyli, że zastąpił na tym stanowisku Bartosza Arłukowicza.

Lekarze zmienią zdanie?
„Zmianę na stanowisku ministra zdrowia przyjąłem z pewną nadzieją. Nie na radykalną poprawę sytuacji w ochronie zdrowia, bo do tego trzeba by więcej czasu i innego rządu, ale na zmianę „charakterologiczną” ministra. Poprzedni minister dał się bowiem poznać jako osoba szczególnie arogancka i  nastawiona wrogo do lekarzy i innych pracowników opieki zdrowotnej, która za wszelkie niedogodności systemu publicznego lecznictwa chętnie obwiniłaby zdemoralizowany personel medyczny. Pomyliłem się. Nie minęły jeszcze trzy dni od objęcia stanowiska, a nowy minister zapowiedział, że jako dyrektor zwolniłby natychmiast każdą osobę, która przystąpiłaby do strajku w „jego” szpitalu. Zrobiłby to – oczywiście – w trosce o pacjentów, którzy nie mogą być szantażowani” – napisał na swoim blogu dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.   


Może jednak dr Bukiel nie pomylił się i powinien mieć nadzieję na pozytywne zmiany? Jak wyjaśnia nam Krzysztof Bąk, rzecznik ministerstwa zdrowia, słowa ministra o wyrzucaniu z pracy strajkujących pracowników szpitala były tylko niewielkim wycinkiem długiego wywiadu telewizyjnego.

– Trzeba wiedzieć, że minister Zembala mówił tu w kontekście sytuacji pacjenta. Zwracał uwagę, że dobro pacjenta jest sprawą nadrzędną. Właśnie to chciał zakomunikować minister. Wypowiedź o strajkujących została wyrwana z kontekstu i skrzętnie wykorzystana przez przeciwników politycznych – mówi nam Krzysztof Bąk.

Przez media nie ma co rozmawiać
Rzecznik zwraca też uwagę, że w ostatnim czasie pojawia się bardzo niekorzystne zjawisko, jakim jest prowadzenie rozmów przez telewizję, a nie przy stole. Choć jednocześnie informuje, że z pielęgniarkami, które od jakiegoś czasu zapowiadają strajk, resort cały czas prowadzi bardzo konstruktywne rozmowy, bez udziału kamer, które w swoim finale mają doprowadzić do podwyżek ich wynagrodzeń.
Krzysztof Bąk
rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia

Ustaliliśmy, że nie będziemy rozmawiać przez media. Wiadomo, że te podwyżki będą. Teraz rozmawiamy o szczegółach. Pracują nad tym dwie grupy robocze. To co się dzieje w mediach po tej wyrwanej z kontekstu wypowiedzi ministra, to zwykły atak polityczny. Z pielęgniarkami cały czas konstruktywnie pracujemy nad rozwiązaniem ich problemów.

Czy dojdzie do strajku generalnego pielęgniarek, mimo prowadzonych rozmów z resortem zdrowia? Część środowiska medycznego uważa, że zostanie on przeprowadzony mimo wszystko… ze względów politycznych. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych planuje strajk generalny we wrześniu.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl