Polacy jakby nigdy nic wchodzili do wody zakażonej bakterią E.coli. Nie rób tego, to nie jest katar! Sam to przeszedłem

Turyści często łamią zakazy kąpielowe wprowadzone przez służby sanitarne
Turyści często łamią zakazy kąpielowe wprowadzone przez służby sanitarne Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
W czwartek 10 lipca w czterech nadmorskich kąpieliskach w Mielnie, Unieściu, Sarbinowie i Ustroniu Morskim, stwierdzono zanieczyszczenie wody bakteriami E.coli. W wyniku tego Zachodniopomorski Państwowy Wojewódzki Inspektorat Sanitarny w Szczecinie wprowadził zakaz wchodzenia do morza w obrębie czterech wymienionych kąpielisk. Co prawda zakaz zniesiono już w poniedziałek popołudniu, jednak ja wciąż nie zaryzykowałbym nawet brodzenia po kostki w Bałtyku, o pełnym zanurzeniu nie wspominając.


Lekkomyślni turyści
Zasadniczy problem polega jednak na tym, że mimo iż zakaz kąpieli obowiązywał przez bite trzy i pół dnia, ludzie zdawali się pozostawać ślepi na krwistoczerwoną flagę, powiewającą na wietrze przy stanowisku ratowników oraz na ostrzeżenia ze strony Sanepidu. Nie znam dokładnych przyczyn, dla których spora część spośród z plażowiczów wykazywała się wprost niewiargodną ignorancją. Strzelam jedynie, że, tak jak w przypadku lekceważenia innych zakazów, była to ignorancja spowodowana nieświadomością albo zwyczajną lekkomyślnością, żeby nie powiedzieć głupotą.


Dlatego też postanowiłem unaocznić tym lekkomyślnym „śmiałkom”, co w praktyce oznacza zakażenie bakterią e.coli. To na pewno nie katar, ani nie jakieś tam przeziębienie. Podejrzewam, że nawet ropień w gardle brzmi przyjemniej w porównaniu z tym, ile problemów przynosi bakteria e.coli. Pozwolę sobie zacząć zatem od (pseudo)naukowego wyjaśnienia czym jest rzeczona bakteria.

Bakterie Escherichia, inaczej zwane pałeczkami okrężnicy, występują naturalnie we florze bakteryjnej jelita grubego człowieka oraz zwierząt zmiennocieplnych. Jeśli znajdują się w organizmie w sposób naturalny, pełnią pożyteczną funkcję, jako że są jednym z uczestników rozkładu zawartości żołądka.

Do wody i gleby natomiast, dostają się wraz z fekaliami, głównie zwierząt. W tym momencie powinna się już zaświecić w naszych mózgach mała, czerwona ostrzegawcza lampka, informująca o tym, że źródło e.coli w zbiornikach wodnych, eufemistycznie mówiąc, nie jest najciekawsze. Ktoś może powiedzieć, że to nic, bo przecież pewnie i tak większość turystów choć raz w życiu załatwiała swoje potrzeby w morzu. Zgadza się, jednak zdaje mi się, że to także powinien być powód wystarczająco odstręczający od morskiej wody. Ale jeśli kogoś to nie przekonuje – bez obaw, będzie tych powodów więcej.
Choroby wywoływane
Jak wspomniałem, pałeczki okrężnicy, gdy są elementem flory bakteryjnej jelita są niegroźne. Jednak gdy przypadkiem dostaną się do innych części organizmu mogą powodować bardzo poważne choroby, począwszy od ogólnego zakażenia układu moczowego, poprzez zapalenie opon mózgowych, zatrucie pokarmowe a na sepsie skończywszy.

Bakterie e.coli mogą być także przyczyną biegunki i wymiotów. Brzmi poważnie? Moim zdaniem bardzo, zwłaszcza, że niektóre z tych chorób mogą być śmiertelne, a nawet jeśli nie, to powodują długotrwałe powikłania. A proszę mi wierzyć, wiem co mówię.

Chłopiec zarażony bakterią
Zaczęło się niewinnie, od zwykłej, wakacyjnej kąpieli kilkuletniego chłopca w jednym z podwarszawskich sztucznych zalewów. Jednak, gdy pół godziny po wyjściu z wody jego policzki stały się czerwone, a czoło zrosiły krople potu wywołane trzydziestodziewięciostopniową gorączką, było już wiadomo że coś jest nie tak. Z każdą kolejną godziną było tylko gorzej – gorączka wzrosła o półtora, dwa stopnie, a chłopiec był na granicy przytomności.


Tak wysoka temperatura nie mogła być potraktowana obojętnie, toteż chłopiec niezwłocznie został zabrany do szpitala. Diagnoza: poważne zakażenie bakterią e.coli. Z początku rokowania były różne, niezbyt optymistyczne, jednak po kilku tygodniach hospitalizacji udało się przywrócić chłopakowi jako takie zdrowie. Piszę „jako takie”, gdyż po zwalczeniu pierwszej infekcji i zażegnaniu niebezpieczeństwa, musiał zostać poddany długotrwałemu leczeniu skutków zakażenia. Wiązało się to z licznymi wizytami w szpitalach i przechodzeniem przez nieprzyjemne zabiegi. Całe szczęście po kilku latach od wystąpienia choroby, wszystko wróciło do normy.
Tak naprawdę jednak chłopiec nigdy by nie zachorował i nigdy nie musiałby tułać się miesiącami po szpitalach, gdyby została podana jakakolwiek informacja, że zalew w którym się kąpał jest niebezpieczny. Gdyby było jakiekolwiek ostrzeżenie, czy to w mediach, czy w okolicach zalewu. Dlatego też zupełnie nie jestem w stanie pojąć postępowania plażowiczów lekceważących wyraźny i widoczny zakaz. Nikt by go bowiem bez powodu nie wprowadzał, gdyby bakterie faktycznie nie stanowiły realnego zagrożenia dla zdrowia.

Po to też powstał ten tekst. Po to by ukazać jak dużym zagrożeniem mogą być bakterie e.coli. A zwłaszcza po to by nieświadomych poinformować, a lekkomyślnym otworzyć oczy na ryzyko jakiego się podejmują wchodząc do wody zakażonej bakterią e.coli. Proszę mi wierzyć, bo wiem co mówię – kiedyś byłem tamtym chłopcem.

Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl