
Trend idealny dla leniwych facetów? Prosto z USA przypływają do nas wieści, że najbardziej pożądani mężczyźni nie wyglądają jak David Beckham czy Channing Tatum, ale dzisiejszy Leonardo di Caprio. O większych gabarytach, „zapuszczonej” sylwetce i niezarysowanych mięśniach. Kobiety chętniej z takimi mężczyznami chcą zakładać rodzinę i czują się przy nich bezpiecznie. A co na to Polki?
Dadbod to skrót od daddy's body - ciało tatuśka, o którym ostatnio się zrobiło w Stanach głośno dzięki występom na plaży takich gwiazd jak Leonardo di Caprio. W Wielkiej Brytanii natomiast króluje określenie wok smuggler – czyli ktoś, kto pod koszulką przemyca wok – gigantyczną azjatycką patelnię do smażenia potraw.
Ciało – niezależnie od płci – poddawane jest stałej ocenie i czasami surowej opresji mediów i kultury. Kanony męskiego, jak i kobiecego piękna, już od czasów prehistorycznych warunkowały spojrzenie na ludzką atrakcyjność.
Obecnie kultura, media, środowisko w którym żyjemy, cały czas wskazują nowe modele piękna i atrakcyjności, które zmieniają się bardzo szybko. Ciało i jego wygląd jest ważny dla każdego z nas, niezależnie od płci. Poznając osobę, najpierw zwracamy uwagę na jej powierzchowność, która wydaje się mniej lub bardziej pociągająca i ma bardzo duże znaczenie dla chęci zbudowania relacji seksualnej, czy romantycznej.
Z drugiej strony, patrząc na facetów z idealną – niemal do bólu – rzeźbą, kaloryferem na brzuchu, wstawionymi implantami mięśni klatki piersiowej i bicepsów, można popaść w głęboką zadumę. Owszem, wysportowane męskie ciała są piękne, seksowne, atrakcyjne, bo mężczyźni z natury mają bardziej rozbudowane sylwetki niż kobiety. I właśnie ta różnica w budowie nam się podoba i nas kręci.
Traktowanie męskiego „ciała tatuśka” jako próby poprawienia kobiecego samopoczucia i podniesienia własnej samooceny, może być dla niektórych kobiet krzywdzące.
Media narzucają kobietom kult ciała, zgrabnego, jędrnego, pozbawionego fałdek tłuszczu, czy cellulitu – a w nierównej walce z nierealnym wyobrażeniem ciała, wiele kobiet polega, popada w kompleksy i niezadowolenie, nie mogąc doścignąć ideału.
Czy „ciało tatuśka” może być remedium na zranione poczucie kobiecego bezpieczeństwa? Nie sądzę. Lepsze samopoczucie w obecności osoby, która naturalnie nie czuje potrzeby wyjątkowego dbania o sylwetkę jest lekarstwem tylko na chwilę. Poprawa własnej samooceny i wartości względem swojego ciała nie powinna odbywać się kosztem lansowania nowego spojrzenia na męską atrakcyjność seksualną.
Czy modelowy odpowiednik ciała tatuśka, czyli Leo di Caprio z niezbyt jędrnym ciałem i zaznaczonymi mięśniami nas kręci? Zapytałam koleżanki i znajome z różnych branż, o wspominany już trend na dadbod. I mam wrażenie po tym, co powiedziały, że albo w Polsce taki typ faceta się już znudził – vide: plaże nad Bałtykiem, spacer nad Wisłą - albo jeszcze nie jesteśmy gotowe na to, aby go polubić.
Ciało potencjalnego partnera powinno być jednym z elementów doboru i poczucia atrakcyjności, na pewno nie jedynym. Wpaść w pułapkę nierównej relacji jest łatwo. Jeśli dla mężczyzny jego sylwetka będzie naturalnym elementem niezwiązanym z kompleksami, a dla kobiety odniesieniem do własnej atrakcyjności, taki konflikt dość łatwo wyjdzie na powierzchnię.
A taka relacja, określana jedynie wyglądem partnera, jest z fundamentu, niepartnerska. Samoocena jest wartością, którą warto budować względem siebie i nie uzależniać jej od aspektów, które partnerzy/ki mają „gorsze” lub „lepsze” w indywidualnej ocenie.
Napisz do autorki: maria.kowalczyk@natemat.pl
