Narcyzm level expert, czyli Kuba Ka – król popu z Polski, o którym mało kto słyszał

Na boskie ciało Jakub z Gdańska musiał ciężko pracować
Na boskie ciało Jakub z Gdańska musiał ciężko pracować Fot. Kuba Ka/facebook
Był biały, teraz jest czarny. Niegdyś chucherko, dziś dumnie pręży naoliwione muskuły na Facebooku. Zamożni rodzice należący do gdańskiej elity bardzo zadbali o to, by syn w pełni rozwinął skrzydła. Na nieszczęście odleciał. Oto historia Jakuba Stępniaka, który postanowił zostać synem Zeusa.


Jego ojciec Andrzej Stępniak, ekonomista i profesor uniwersytecki wraz z matką Krystyną wspierali jego inicjatywę. Rodzina jest elitą w Trójmieście i mogli sobie pozwolić na spełnianie wielkich planów syna. – Był najbarwniejszą postacią w całej szkole. Zawsze robił wokół siebie szopkę. Stępniak był tak wkurzający i wyniosły, że nie jeden chciał mu tę śliczną buźkę obić – mówi w rozmowie z naTemat Piotr, kolega z czasów gimnazjalnych. A jako, że syn Zeusa ma naturę pacyfisty rodzice zadbali o to, żeby do szkoły podwoził go jego własny kierowca.
Jolka, jak mogłaś/
Nie można mu odmówić talentu do zwracania na siebie uwagi. Już kiedy był nastolatkiem usłyszała o nim cała Polska, kiedy zorganizował w Operze Leśnej charytatywny koncert na rzecz zwierząt ze schroniska. Koncert okazał się dużym sukcesem. Na scenie pojawiły się gwiazdy, zebrano 30 tysięcy złotych. Prasa rozpisywała się o skromnym chłopaku z Gdańska ze złotym sercem. Kiedy jednak inni bili brawo, niektórzy widzieli w tym kolejną wykorzystaną szansę w drodze do sławy.
– Działalność charytatywna była tylko sceną na której chciał jak najszybciej zaistnieć. Bardzo się zachłystywał tym, że przebywa wśród sław pokroju Maryli Rodowicz czy Jolanty Kwaśniewskiej – dodaje Piotr. I pomimo że najpierw współpraca układała się świetnie to Kwaśniewska ponoć miała waśnie się ze Stępniakiem, co spowodowało przełom w chłopaku i skłoniło do pomyślenia o zmianie image'u.
Jak wspomina w wywiadzie dla portalu trojmiasto.pl, to właśnie była pierwsza dama usunęła go z showbiznesu. "Z jakichś przyczyn Kwaśniewska kazała nam odwołać koncert dwa tygodnie przed imprezą. Domyślam się, że to dlatego, że nasz koncert kolidował z jej dorocznym balem charytatywnym. Imprezy nie odwołaliśmy. Wprawdzie przekazaliśmy 30 tys. zł na fundację "Porozumienie bez barier" Kwaśniewskiej, ale to jej nie udobruchało. Po tym wydarzeniu już nie mieliśmy z kim pracować" – dodaje rozżalony Kuba Ka. Kwaśniewska miała zapowiedzieć, że nie ma już dla niego miejsca w show biznesie.



Bilet w jedną stronę
Ta groźba odbiła się na psychice młodego filantropa tak silnie, że zapadł na zespół stresu pourazowego PTSD, który najczęściej dotyka weteranów wojennych. Po tak traumatycznych przeżyciach nie pozostało mu nic innego jak rzucić się na głęboką wodę. Z duszą na ramieniu, zawiesiwszy na szyi egipski krzyż ankh, symbol życia i płodności, wyruszył na Zachód szukać szczęścia. A że tam rynek jest bardziej wymagający, Kuba zbudował się od nowa. Zaczął od intensywnych ćwiczeń na ciało, a w ducha tchnął nową filozofię „KA sexual”. Zmienił nie tylko styl, kolor skóry i ubrania, lecz także narodowość. Do Polski nie chce się przyznawać, jak widać nie zagoiły się dawne rany. Dlatego też wywiadów udziela tylko w języku angielskim. A w jednej z naszych rodzimych telewizji śniadaniowych pokazał się w koronie cierniowej, na znak męczeństwa.

Tutaj kariera wspierana przez kibicujących mu rodziców, zachwyconych jego niedocenianym w Polsce talentem, potoczyła się szybko. Zaczął współpracę z byłym managerem Michaela Jacksona (na Facebooku ma nawet zdjęcie z La Toyą Jackson!), wydał kilka singli w których naprawdę śpiewa, ma własne show z ogniem i lataniem nad sceną w stroju gladiatora w samym Las Vegas.
W planach jest też płyta Son of Zeus. Do produkcji swoich klipów zatrudnił firmę Bonch, która szczyci się współpracą z gwiazdami formatu Beyoncé. Ma też swój kanał na vevo.com. Telewizja E!, znana z produkcji serialu "Kardashians" poświęciła mu cały odcinek. Jednak na razie najbardziej Kuba udziela się na swoim Facebooku i dzieli się z fanami wieloma ważnymi chwilami ze swojego życia. I można mu zarzucić wiele, ale na pewno nie brak uporu i fantazji. Pozostaje więc albo go pokochać, albo znienawidzić.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl