
Zastanawialiście się kiedyś jakie to uczucie coś ukraść? Czy jest to trudne i jak to w praktyce wygląda? Co się czuje mając w kieszeni coś, co nie jest naszą własnością i czy łatwo jest skonczyc z tym procederem. Rozmawiam z drobnym sklepowym złodziejem.
REKLAMA
Od dawna kradniesz?
To już dla mnie przeszłość, już tego nie robię od jakiegoś czasu.
Jak długo się w to "bawiłeś" i co padało twoim łupem?
Przez kilka lat. Zacząłem gdzieś w połowie liceum, skończyłem pod koniec studiów, gdy dostałem pierwszą prawdziwą pracę. Nie okradałem nigdy ludzi na ulicy, czy domów. Zwijałem tylko czasem coś ze sklepów.
Na przykład?
Ciuchy, kosmetyki, jedzenie. Różnie.
Łatwo jest coś ukraść?
To zależy od konkretnego sklepu i jego zabezpieczeń. Ale generalnie tak.
Jakie to uczucie? Jak wyglądał twój pierwszy raz?
Na samym początku nietypowe, człowiek jest dość nerwowy i czasami trudno to ukryć. Ale potem kradzież staje się czymś rutynowym. Choć zdarza się, że człowiek się dalej denerwuje. Pierwszy raz zabrałem okulary przeciwsłoneczne ze sklepu, nie płacąc za nie. Normalnie podszedłem do półki z nimi, wziąłem upatrzoną parę do ręki, włożyłem za koszulkę u szyi (były widoczne) i wyszedłem. Było to o tyle proste, że nie miały żadnych zabezpieczeń. Czułem się dziwnie, miałem wrażenie, że wszyscy ludzie w sklepie na mnie patrzą i tak jakby okulary parzyły mnie – to jest charakterystyczne dla pierwszego razu. A potem euforia – że się udało i że to takie proste.
Co było dalej?
Regularne, na wpół darmowe zakupy w spożywczaku (połowę rzeczy kupowałem, reszta szła do plecaka), kosmetyki w drogeriach lądujące w kieszeniach bądź rękawach, no i ciuchy.
To nie rzuca się w oczy – gdy wkładasz coś do plecaka?
Spożywkę kradłem z małymi wyjątkami z jednego konkretnego sklepu. Był przestronny, a ruch zazwyczaj nie był duży. Inni klienci zazwyczaj nie przyglądają się kupującym tylko produktom, więc tak się nie rzuca w oczy jeśli coś się włoży do torby w obecności drugiej osoby. Ale zazwyczaj się tego unika lub przynajmniej patrzysz, czy dana osoba stoi tyłem. Sklep miał kamery, ale były punkty nieobjęte monitoringiem. Wtedy konkretna rzecz trafiała z koszyka do torby.
Nie bałeś się przy kasie?
Jasne, że tak. Tym bardziej, że stał za nimi ochroniarz, któremu inny przez krótkofalówkę przekazywał komunikaty o tym co się dzieje na monitoringu.
Co się kradnie najłatwiej?
Zdecydowanie ubrania z dużych sklepów sieciowych. Praktycznie nikt tego nie pilnuje. Możesz jedynie wpaść na bramkach o ile nie usuniesz zabezpieczenia, ale pozbycie się go jest właśnie bardzo łatwe.
Jak się je usuwa?
W przymierzalni. Podejrzewam, że niektórzy mają profesjonalne urządzenia do pozbywania się ich, ja osobiście zdałem się na "domowe sposoby".
Co to właściwie znaczy?
Posługiwałem się nożyczkami ogrodniczymi. To takie trochę grubsze od normalnych, ale na tyle nieduże, że mieszczą się w większej kieszeni. Rozcinałem plastik klipsa i potem zabezpieczenia łatwo już było w całości odpiąć. Ubranie zakładałem na siebie pod swoje ciuchy lub obwiązywałem się nim w pasie pod koszulką czy swetrem. Potem wystarczyło już tylko wyjść ze sklepu. Gdy wyprawiałem się "na łowy" po ubrania nigdy nie brałem z sobą plecaka, czy jakiejś innej torby. To się rzuca w oczy i łatwiej wtedy o kontrolę. Bramki nie zawsze "pikają" tylko wtedy, gdy wykryją klips z zabezpieczeniem.
Jak to?
Pracownicy w większości tego typu sklepów mają obowiązek zatrzymać codziennie ileś tam osób. Mają wytyczoną normę. Daje im się zwykle piloty, którymi mogą włączyć bramki. Czym więcej pakunków, tym większa szansa, że padnie na ciebie.
Zawsze ci się udawało? Zdarzały się wpadki?
W odzieżowym nigdy, ale generalnie tak. Wpadki są nieuniknione, w pewnym momencie człowiek robi się strasznie nieostrożny. Za dużo razy i za łatwo mu się udaje, więc w pewnym momencie zaczyna zaniedbywać podstawowe środki ostrożności. Pierwszy raz wpadłem w drogerii. Kręciłem się strasznie długo przy kosmetykach (to błąd – generalnie w takim miejscu rzecz powinno się załatwiać szybko), bo nie mogłem się zdecydować i za dużo ludzi się kręciło bezpośrednio przy mnie. Trzeba było odpuścić i wyjść, ale tak nie zrobiłem. I nagle metr za kasą poczułem jak ktoś mi kładzie rękę na ramieniu. Jak można się domyślić był to ochroniarz. Zaprosił mnie na tyły sklepu.
I co dalej? Skończyło się pobiciem? Policją?
Nic z tych rzeczy – łapówką. Zagroził, że zadzwoni na policję, powiedziałem, żeby poczekał, może się jakoś dogadamy. Sam zaproponował sumę. Nie miałem przy sobie tyle, ile chciał, więc się zgodził na to, co miałem w portfelu. 130 zł. Tyle mnie kosztowała ta wtopa. No i zabronił mi się w tym sklepie pokazywać, "bo mi zrobi najazd ze znajomymi" (zapisał sobie moje dane z dowodu osobistego).
Nie myślałeś po tej przygodzie, żeby przestać?
Oczywiście zacząłem się bardziej bać. Ale w tym momencie nie mogłem po prostu przestać.
Dlaczego?
Zwyczajnie czułbym się tchórzem.
To dlaczego w końcu przestałeś kraść?
Z tym w którymś momencie trzeba po prostu skończyć. Czułem to. Uznałem, że nadeszła właściwa chwila, gdy dostałem pierwszą prawdziwą pracę. W końcu z wypłaty mogłem sobie pozwolić na kupno rzeczy, na które wcześniej nie było mnie stać.
I tak po prostu, z dnia na dzień przestałeś?
Generalnie tak, choć to nie było łatwe. Człowiek się przyzwyczaja, że wiele rzeczy ma za darmo, a tu nagle musi za nie płacić. No ale pierwszy raz w życiu miałem na nie pieniądze. To pomogło.
Zdarzyło ci się jeszcze potem coś ukraść?
Nie, choć nieraz mocno mnie korciło. Trochę brakuje mi też adrenaliny z tym związanej, ale zwyczajnie nie chcę do tego wracać. Zawsze już chyba też będę czuł się jakoś nieprzyjemnie przechodząc koło ochroniarzy. Cóż, taka cena...
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
