
Czy promowanie chorobliwie grubych dwudziestoparolatek jest dobre? Zdecydowanie nie. Zwłaszcza w wydaniu, w którym przekonuje się, że tusza jest powodem do dumy. Trzeba jasno powiedzieć, że tak nie jest. I chociaż modne ostatnio kampanie z udziałem modelek plus-size teoretycznie walczą z wykluczeniem grubych osób, w praktyce lansują ideę "zdrowej otyłości". Otyłość nie jest jednak zdrowa i jak się ostatnio okazało, nie jest też sexy.
Szanse w modelingu miała żadne. A jednak. Włosi okrzyknęli, że zrewolucjonizuje świat mody, co z początku wydawało się niemożliwie, znając standardy branży, w której modelka równa się chuda. Jednak "szczupła" to ostatnie co można powiedzieć o Candice Huffin. W wieku 31 lat, waży prawie 100 kilogramów i przeliczając na polską rozmiarówkę nosi rozmiar dostępny w sklepach dla "puszystych". A jednak : "grube jest piękne" – pisały gazety.
Ładna buzia reszta fotoszop – Nie chcę, aby to zabrzmiało tak, że szczupłe dziewczyny mają straszne życie. Ale ja nie wyobrażam sobie zmagania się z wagą i obliczonej na lata walki z własnym ciałem, stałabym się wrakiem człowieka – mówiła w wywiadzie sama zainteresowana. I rzeczywiście piękne, apetyczne zdjęcia napawały optymizmem. Można być otyłym i pięknym! Wiele kobiet z nadprogramowymi kilogramami odetchnęły z ulgą: mój tłuszcz jest sexy.

Candice szybko trafiła do kalendarza Pirelli. "Brawo!", "Nareszcie coś dla ludzi!" – zachwytom nie było końca. I trzeba przyznać, że modelka plus-size prezentowała się wyjątkowo apetycznie. Niestety, gdy tydzień temu prasa bulwarowa opublikowała zdjęcia modelki z plaży, okazało się, że rzeczywistość prezentuje się zdecydowanie mniej apetycznie i wcale niejędrnie.
Gdzieś zniknęło piękne wcięcie w talii, brzuch nie był już sprężysty, a sama Candice wydawała się o 2 rozmiary większa niż na zdjęciach w modowych magazynach. Jak się okazało, duże, ale piękne ciało modelki, było w dużej mierze zasługą grafika, który na fotografiach nieco podrasował jej sylwetkę.
Nie ulega wątpliwości, że samoakceptacja i dobre samopoczucie to jeden z najważniejszych czynników warunkujących pewność siebie, ale dlaczego mamy uwierzyć, że grube jest fajne, skoro rozmiar 44 na zdjęciu i w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej? Czy warto sobie wmawiać, że wszystko jest ok, jeśli swoje przekonanie opieramy na "odchudzonych grubaskach"?
– W praktyce wybieranie modelki plus-size wygląda tak, że szuka się kobiety o pięknej twarzy, z niewydatnym podgardlem, czyli niewielkim otłuszczeniem podbródka i ładnym owalem twarzy. Resztę, jak na przykład talię i nogi, robi się w Photoshopie, często odchudzając modelkę do rozmiaru 40. To, co taka dziewczyna pokazuje i reklamuje, to oszustwo – mówi w rozmowie z naTemat Tomasz Jacyków, stylista gwiazd.

Rzeczywistość jest zupełnie inna od tej, którą kreują magazyny. – Modelki w reklamach plus size wyglądają tak, jakby tylko przybyło im w każdym miejscu po parę centymetrów tłuszczyku. Tak nie jest! – twierdzi Jacyków. I dodaje, że problem z nadwagą, a potem otyłością jest taki, że tłuszcz rozkłada się nierównomiernie i to niekoniecznie w miejscach, w których byśmy sobie tego życzyli. Jak podkreśla stylista, nadwaga to nie jest tylko powiększenie rozmiaru, lecz także deformacja sylwetki. – Dlatego bardzo trudno jest unifikować odzież powyżej rozmiaru 40, bo tu się zaczynają schody. Nie wiadomo, gdzie ten tłuszcz spadnie i jak się odłoży. To bardzo indywidualne – dodaje.
Wtóruje mu Agnieszka Czerwińska, szefowa agencji modelek XXL, która sama była otyła i jak mówi "kłamała, że duże jest piękne". – Jeżeli widzę osobę otyłą, to wiem, że z taką sylwetką wiąże się wiele mankamentów i problemów. Jak oglądam zdjęcia wyretuszowanych modelek, które mają powyżej 100 kg, to wiem, że te zdjęcia kłamią. Nie ma się co oszukiwać – ciało osoby otyłej nie jest super estetyczne. To, co widzimy na zdjęciach, na okładkach to jest bajeczka, którą ludzie kupują – mówi w rozmowie z naTemat.
Świat tonie w tłuszczu Statystyki dotyczące otyłości nie pozostawiają złudzeń: osób otyłych jest coraz więcej, tak samo jak związanych z tym chorób. Dotyczy ponad połowy dorosłych Polaków, WHO mówi nawet o epidemii otyłości. Świat mody, chcąc dotrzeć do przeciętnych odbiorców, a więc osób o niedoskonałej figurze, przy jednoczesnym promowaniu odmiennej skrajności jaką są wychudzone anorektyczne modelki, wpadł na drugi kraniec skali.
Agnieszka Czerwińska
właścicielka agencji modelek XX
A co czeka nas na tym drugim końcu skali? W najlepszym wypadku ciężka zadyszką w połowie schodów i podwójny podbródek. Potem wchodzimy w obszar poważniejszych problemów. Jak twierdzą w wypowiedzi dla naszej redakcji specjaliści z Centrum Leczenia Otyłości, takie osoby są obarczone negatywnymi konsekwencjami zdrowotnymi.
– Począwszy od większej męczliwości, osłabienia, bóli stawów, mniejszą tolerancję wysiłku, po zwiększone ryzyko wystąpienia wielu chorób takich jak: cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, chorób układu krążenia, zaburzeń gospodarki lipidowej, dny moczanowej, chorób układu krążenia (np. bezdech senny), niektórych nowotworów, zwyrodnienia stawów – czytamy w przesłanej wypowiedzi.
Zespół Centrum Leczenia Otyłości

Niestety, okładki z modelkami plus-size pokazują to, co osoby otyłe chcą zobaczyć, czyli akceptację ich ciała i kreowanie wizji, że piękno nie ma jednego rozmiaru. Ale to wszystko "fotoszopka". – Gdyby pokazali taką modelkę bez poprawek, tak jak naprawdę wygląda, to odzew byłby negatywny, bo wady są widoczne gołym okiem. Wszystkie kampanie promujące duże rozmiary, muszą to jakoś ubrać w jakiś papierek, żeby wyszedł z tego cukierek – twierdzi Czerwińska.
Tomasz Jacyków
stylista
Nadczłowiek w modzie –Dlaczego nie ma nic po środku? Albo grubasy albo suche patyki! Gdzie są normalne kobiety? – pyta Adam na jednym z for internetowych. Niestety, moda ma to do siebie, że kreuje rzeczywistość, która normalnie jest trudna do osiągnięcia. Chude modelki, które obrabia się na okładkę, są niczym Frankenstein. Czasami zostaje z nich tylko głowa. W dodatku i tak wygładzona.
Tomasz Jacyków
stylista
Dlaczego w modzie przebijają się skrajności, zamiast normalnych kobiet? Może dlatego, że byłyby zbyt "niedoskonałe". Na szczęście poza głównym, snobistycznym rynkiem mody, mamy też kampanie pokazujące naturalność i piękno kobiecego ciała bez ulepszaczy. To wpuściło do zakłamanego przez Photoshopa obrazu idealnych barbie i "grubasek" zew nadziei, że jednak jest też miejsce dla normalnych ludzi. Z ich wadami i zaletami, bez retuszu.

Kilka lat temu taką kampanię zrobiła m.in. firma Dove, do której zaaranżowała modelki o różnych kształtach, pozbawionych cienkich jak osy talii, lub nienaturalnie zafałszowanej sylwetce plus size. Kampania „For real beauty” pokazała zwyczajne i autentyczne kobiety, których największym atutem jest naturalność i uśmiech. Ostatnio zdjęcia w podobnej koncepcji opublikował "Sports Illustrated", który promuje linię kostiumów dla wszystkich. Dowód? Piękne zdjęcia naturalnej 56-letniej Nicole Griffin. Niestety trend pomimo dużego aplauzu odbiorów nie przebił się na prestiżowe wybiegi.
– Nie popieram akcji promujących takie działania. "Zobacz jak dobrze się czuję, jak można fajnie wyglądać" w sytuacji, kiedy zdjęcia są tak wyretuszowane, że te kobiety są odrealnione. Jeżeli walczymy z wykluczeniem ludzi otyłych, pokazujmy prawdę nie mydlmy oczu – podsumowuje Czerwińska.
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
