
Kapitan Edward Graczyk - to on, zdaniem historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, miał pozyskać do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa młodego robotnika Lecha Wałęsę. Poświadcza to dokumentacja z tzw. Szafy Kiszczaka. Co ciekawe, sam Graczyk, "uśmiercony" przez autorów głośnej książki "SB a Lech Wałęsa", w 2008 roku zaprzeczał, jakoby zwerbował Wałęsę.
Kpt. Graczyk pamiętał jeszcze czasy UB i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Służył w aparacie represji od 1953 roku, na rok przed zamianą MBP na resort spraw wewnętrznych. Przepracował w tym fachu dwie dekady, odchodząc ze służby w 1973 roku. Wcześniej był żołnierzem Wojsk Ochrony Pogranicza w Nowym Sączu oraz oficerem MO w Olsztynie.
Rozmowa z Wałęsą 14 grudnia 1970 roku, jak notują wspomniani badacze, kpt. Graczyk wyjechał służbowo do Gdańska, gdzie miały miejsce strajki robotników, zakończone krwawym stłumieniem manifestacji. Pięć dni później spotkał się z Lechem Wałęsą, aresztowanym członkiem Komitetu Strajkowego. Miał wtedy przekonać robotnika do płatnej współpracy z SB. "Jak wiemy, fakt zwerbowania TW ps. „Bolek” odnotowano w dzienniku rejestracyjnym gdańskiej SB w dniu 29 grudnia 1970 r." - czytamy w książce Cenckiewicza i Gontarczyka.
Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk
Ustalenia te potwierdzają przedstawione opinii publicznej akta TW "Bolka" z tzw. Szafy Kiszczaka, które trafiły niedawno do zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej. Wśród dokumentów jest spisany przez kpt. Graczyka raport, w którym informuje on o pozyskaniu do współpracy Wałęsy. Widnieje na nim data 21 grudnia 1970 roku.
"Wałęsa pozyskany" "Ja st.insp. Wydz. II-go K.W.M.O w Olsztynie melduję, że w dniu 21.XII.1970 r. w związku z akcją ‚Jesień 1970” dokonałem doraźnego pozyskania ob. Lech Wałęsa s. Bolesława i Feliksy z d. Kamińska ur. 29.09.1943 w Popowie pow. Lipno woj. Bydgoszcz" - napisał kpt. Graczyk.
Raport kpt. Graczyka
Funkcjonariusz SB prawdopodobnie był oficerem prowadzącym TW "Bolka" do końca marca 1971 roku. Później agentem "opiekowali" się: kpt. Henryk Rapczyński (prawdopodobnie w okresie: kwiecień-wrzesień 1971) i kpt. Zenon Ratkiewicz (wrzesień 1971 - luty 1976). Pomagał mu inny esbek - kpt. Józef Dąbek ("Madziar"). Ten z kolei pozostawał w stałym kontakcie z ppor. Januszem Stachowiakiem. Zaangażowany w sprawę "Bolka" był też kpt. Czesław Wojtalik.
Co ciekawe, w 2008 roku - już po wydaniu książki Cenckiewicza i Gontarczyka (opublikowana w tym samym roku) - prokuratorzy pionu śledczego IPN w Białymstoku, prowadzący śledztwo dotyczące fałszowania przez SB akt ws. Wałęsy, odnaleźli w Gdańsku... kpt. Graczyka. Autorzy napisali natomiast, że oficer werbujący "Bolka" nie żyje. To właśnie jego śmierć miała przeszkodzić w przesłuchania świadka przez sąd lustracyjny.
Zeznania "po śmierci" Po odnalezieniu dzięki bazie numerów PESEL, były esbek, jak pisała "Gazeta Wyborcza", złożył obszerne zeznania.
Zeznanie kpt. Graczyka, 2008
Do ówczesnych rewelacji odniósł się także Wałęsa uznając uśmiercenie "kluczowego świadka" na działanie celowe, złą wolę i manipulację historyczną. – To nadużycie warsztatowe potwierdza złą wolę autorów książki i kierownictwa IPN, którzy odrzucili kluczowe źródło informacji, aby udowodnić zaplanowaną tezę. Zeznania świadka podważyłyby oskarżenie zawarte w ww. książce – stwierdził wówczas były prezydent.
Nie wiadomo, do kogo apelował Wałęsa w jednym ze swoich wpisów na mikroblogu.
Lech Wałęsa na mikroblogu, wykop.pl
Czy prawdą było, że Pan zgubił pieniądze na kupno samochodu i dodatkowo kontrolowano Panu wydawanie pieniądzy w pracach operacyjnych? Ja się na Pana płaczącą prośbę zgodziłem, podpisałem papiery, ale Pan obiecał, że wszystkie te papiery wrócą do mnie, a na pewno będą zniszczone. Pan zdobył moje zaufanie pewnymi Pańskimi zachowaniami, które uznałem za sympatyzujące z moją walką. Ja Panu pomogłem i dotrzymałem słowa, jednak dziś Pan musi powiedzieć prawdę.
Zawarta we wpisie informacja o "podpisaniu papierach" może przesądzać, że adresat tej wypowiedzi był oficerem werbunkowym. Na razie trudno oczekiwać, że Wałęsa wyjawi personalia. Przekonuje, że nie może postąpić inaczej, bo "dał słowo". – Jeszcze żyje człowiek sprawca, który powinien ujawnić prawdę i na to liczę – podkreślił były prezydent.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
