
Oficjalnie ich nie znosimy. Oczerniamy je w komentarzach na portalach plotkarskich, wyśmiewamy ze znajomymi kolejne stylizacje i to nawet, jeśli z pogardą deklarujemy, że „nie interesujemy się takimi rzeczami”. A siostry Kardashian „takich rzeczy” są kwintesencją. Wbrew pozorom sporo można się jednak od nich nauczyć, o ile oczywiście porzuci się sztafaż taniego blichtru, na którego tle występują zazwyczaj najsłynniejsze siostry świata.
Kariera tej szkocko-holendersko-ormiańsko-amerykańskiej rodziny zaczęła się niewinnie. Kim była przyjaciółką Paris Hilton, a że asystowała słynnej dziedziczce w wypadach do klubów L.A., jej twarz od czasu do czasu pojawiała się na portalach plotkarskich. Pamiętam nawet, jak po raz pierwszy sprawdzałam w internecie, jak wygląda Kim Kardashian, a raczej (wstyd się przyznać) jej pośladki, po przeczytaniu dość oryginalnej wypowiedzi Paris, że pupa koleżanki przypomina „serek wiejski zapakowany w torbę na śmieci”.
Trudno stwierdzić, które z zachowań czy nawet związków sióstr, są jedynie medialnymi zagrywkami (casus małżeństwa Kim z Krisem Humprisem unieważnionego zaledwie po 72 dniach, ale wyemitowanego w dwóch specjalnych odcinkach przez jedną ze stacji). Jedynym, co naprawdę ciężko byłoby podważyć, są więzi między samymi siostrami. Kardashianki nie tylko spędzają ze sobą mnóstwo czasu, niemal wspólnie wychowują dzieci i razem pracują, ale też zawsze stają za sobą murem i wzajemnie się wspierają. Towarzyszyły Kendall, kiedy stawiała pierwsze kroki w modelingu i do tej pory z dumą repostują zdjęcia 20-latki ze światowych wybiegów. W przypadającą niedawno rocznicę urodzin zmarłego na raka Roberta Kardashiana, wziętego prawnika i ojca trzech z pięciu sióstr, wszystkie wrzuciły na swoje konta na Instagramie jego zdjęcia opatrzone życzeniami.
Zaledwie kilka dni temu Kim wrzuciła do sieci zdjęcie, gdzie za cały strój służą jej dwa cienkie, czarne paski, dodane w programie graficznym.
Mamy rok 2016. Nazywanie kogoś "szmatą" i piętnowanie takiego czy innego rodzaju figury...serio, już wystarczy. Żyjcie i pozwólcie żyć mnie. Jestem matką, jestem żoną, siostrą, córką, bizneswoman i mam prawo być seksowna.
Jak dużo trzeba mieć dystansu do siebie, żeby współtworzyć serię emoji przedstawiającą własne pośladki w różnych wariantach kolorystycznych, nie wie nikt, kto nie był w skórze Kim. Czego jak czego, ale poczucia humoru i umiejętności żartowania z siebie Kardashiankom akurat nie brakuje. W tweecie komentującym zamieszanie wokół wspomnianego, nagiego selfie, Kim obśmiewa za jednym zamachem milionowe długi męża i fakt, że swój majątek zawdzięcza głównie grze na smartfony.

Kiedy świat obiegła decyzja Bruce'a Jennera o zmianie płci, a pierwsze fotografie Caitlyn funkcjonowały w sieci na prawach virali, siostry nie ociągały się z udzieleniem medialnego wsparcia. – Najważniejsze to znaleźć w życiu wewnętrzny spokój. Wyobrażam sobie, że ciągła świadomość, że nie jest się sobą, musi być straszna. Nie wydaje mi się, że to coś, co można całkowicie zrozumieć, nie przeżywszy tego, ale nie sądzę też, żeby zrozumienie było niezbędne. Wspieram go w 100 proc. – powiedziała Kim, w jednym z wywiadów o zmianie płci jej ojczyma. Los osób LGBT leżał celebrytce na sercu na długo przed osobistymi doświadczeniami – osiem lat temu wzięła udział w kampanii przeciw wprowadzaniu poprawki do prawa stanowego, która uniemożliwiała zawieranie małżeństw parom jednopłciowym, a potem w video-kampanii "Give a damn" ("Obchodzi mnie") walczącej z dyskryminacją osób homo– i transseksualnych. Kardashianki są bezwzględnie tolerancyjne i nie jest to w ich ustach popularne hasło, lecz raczej cecha charakteru.
Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl
