Gabinety stomatologiczne powrócą do szkół – obiecywała premier. Tymczasem mogą zniknąć nawet te, które są od lat

Gabinet stomatologiczny powinien być w każdej szkole.
Gabinet stomatologiczny powinien być w każdej szkole. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Podczas kampanii wyborczej PiS jesienią ubiegłego roku, premier Beata Szydło zapewniała, że gabinety lekarskie i stomatologiczne wrócą do szkół. Niestety, ta obietnica, może zostać niespełniona. Gorzej – gabinety, które są w szkołach mogą przestać istnieć. Eksperci wskazują, że nowe kryteria kontraktowania świadczeń w stomatologii nie dadzą szansy tym gabinetom na zdobycie kontraktu potrzebnego, by leczyć dzieci w szkole.


Nie będzie taryfy ulgowej
Tak uważa też posłanka Joanna Mucha (PO), która mówi na łamachKuriera Lubelskiego, że w resorcie zdrowia powstaje nowelizacja ustawy, która skutecznie zmniejszy szanse szkolnych gabinetów na zdobycie kontraktu na leczenie. W ubiegłym roku wprowadzono zapis, który dawał takiej placówce dodatkowe punkty za lokalizację, czyli zwiększał jej szansę na wygranie konkursu. Teraz z takiego premiowania zrezygnowano.


Według nowych zapisów większe szanse na kontrakt mają mieć za to gabinety stomatologiczne, które dysponują drogim, profesjonalnym sprzętem i wykonują skomplikowane zabiegi.

Tymczasem szkolne gabinety nastawione są raczej na profilaktykę i leczenie próchnicy, czyli najprostsze zabiegi, do wykonywania których nie potrzeba bardzo drogiego sprzętu. Nowe kryteria kontraktowania świadczeń stomatologicznych mogą więc doprowadzić do sytuacji, w której konkursy na leczenie wygrają duże, dobrze wyposażone centra medyczne.

Gabinety są, ale czy przetrwają?
Beata Szydło obiecywała, że będą powstawać nowe gabinety stomatologiczne w szkołach. Są jednak miasta, w których prawie każda placówka szkolna może się takim gabinetem poszczycić. Problem w tym, żeby ten gabinet mógł funkcjonować a bez kontraktu z NFZ dentyści szkolni właściwie będą mogli zwijać interes.

Kurier Lubelski podaje, że w Lublinie jest obecnie 75 szkolnych gabinetów stomatologicznych, czyli są w prawie każdej szkole w tym mieście. Grunt, żeby miały pieniądze na leczenie swoich pacjentów.

Wątpliwości posłanki Muchy co do pozycji małych gabinetów stomatologicznych w konkursie na świadczenia finansowane przez NFZ podzieliła także Konfederacja Lewiatan, która stwierdziła, że kryterium dotyczące kompleksowości może pogrążyć nieduże gabinety dentystyczne. Zdaniem Konfederacji, w kontrakcie ogólnostomatologicznym za „kompleksowość” można dostać 21 punktów, co jest jedną piątą wszystkich możliwych do zdobycia punktów.


To właściwie przesądza o tym, że duża przychodnia stomatologiczna dostanie kontrakt zamiast np. małego, szkolnego gabinetu. Nie ma najmniejszej potrzeby, żeby gabinet w szkole miał np. wachlarz usług protetycznych, czy z zakresu chirurgii szczękowej. Nie ma potrzeby też, by pracował w soboty lub do 18.00 a to też ma być premiowane. Rzadko wykonuje także leczenie kanałowe, więc i tu straci punkty.

Resort nie widzi problemu
Resort zdrowia tłumaczy co prawda, że stomatologia dziecięcą będzie kontraktowana oddzielnie od stomatologii dla dorosłych i nie będzie musiała z nią konkurować, to trzeba pamiętać, że szczególnie w większych miastach nie brakuje dużych przychodni stomatologicznych dedykowanych właśnie dzieciom i one dostaną finansowanie zamiast małych gabinetów w szkołach.

Może nie byłoby nic złego w leczeniu dziecięcych zębów w dużych przychodniach (oprócz mniejszej wygody dla dzieci i rodziców), gdyby nie fakt, że nawet te duże przychodnie mają ograniczone kadry a co za tym idzie ustawią kolejki pacjentów do leczenia. W takiej przychodni leczą się ci, którzy nie tylko mają problem z próchnicą ale też tacy, którzy potrzebują poważniejszych zabiegów stomatologicznych więc trzeba będzie czekać dłużej.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl