Zakończył się strajk, nie skończyły się problemy. Festiwal mebli ogrodowych dawno powinien zniknąć z CZD

Potrzeba rozwiązań systemowych, żeby CZD przestało mieć długi.
Potrzeba rozwiązań systemowych, żeby CZD przestało mieć długi. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Zakończył się strajk pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka. Rządzący zapewne odetchnęli z ulgą. Jednak porozumienie pomiędzy dyrekcją szpitala a pielęgniarkami nie zmieniło smutnej bieda-rzeczywistości szpitala. Potrzebne są zmiany systemowe, żeby personel tego i innych szpitali pediatrycznych zarabiał przyzwoicie a dzieci były leczone w dobrych warunkach.


To jest też Twój szpital
Centrum Zdrowia Dziecka to szpital podległy bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia, jednak tak naprawdę jest własnością nas wszystkich, bo wszyscy wrzucamy pieniądze do puszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy innych organizacji charytatywnych, które w dużej mierze wyposażyły ten szpital i pomagają mu funkcjonować na co dzień.


W trakcie strajku pielęgniarek, minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, straszył, że zadłużone CZD trzeba będzie zamknąć, jeśli pielęgniarki nie wrócą do pracy. Szefom wszystkich organizacji charytatywnych, które kupowały sprzęt do tego szpitala zapewne włos zjeżył się na głowie po takim komunikacie.


Zamknięcie CZD oznaczałoby bowiem wejście do szpitala komornika, który zlicytowałby wszystko co było kupione za pieniądze ludzi o dobrym sercu. Szefowie fundacji i stowarzyszeń zapewne sami stanęliby do licytacji, żeby odkupić sprzęt i właściwie zapłacić za niego jeszcze raz. Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło. Jednak może należałoby pomyśleć nad takimi rozwiązaniami prawnymi, które nie pozwalałyby na licytację tego w szpitalu, na co złożyli się dobrzy ludzie.


Trudne chwile na kardiochirurgii
Oczywiście strajk w CZD to był przede wszystkim problem dla chorych dzieci i ich rodziców, którzy nie zostali bez pomocy, ale swoje przeżyli. Razem z nimi często przeżywały też organizacje, które im pomagają.

Fundacja Serce Dziecka od lat działa na rzecz dzieci z wadami serca, które są pacjentami Klinik Kardiochirurgii i Kardiologii CZD. To był bardzo trudny czas dla tych pacjentów, tym bardziej, że warszawska klinika jest jedną z trzech klinik w Polsce, które operują wszystkie poważne wady serca u dzieci. Szefowe Fundacji Serce Dziecka podkreślają, że wyłączenie jednego z tych trzech szpitali jest katastrofą dla tych dzieci. Ich zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby do takich sytuacji nie dochodziło, czyli wprowadzić konkretne zmiany systemowe w pediatrii.

– Operacje pilne odbywały się. Natomiast dzieci na oddziale nie było. Zostały przewiezione do innych szpitali, łącznie z dzieckiem na sztucznych komorach. Dzieci po operacjach nie wracały z Oddziału Intensywnej Terapii. Widok na Oddziale Kardiochirurgii był dramatyczny – pozakładane krzesła, przygaszone światła, cicho i pusto – mówi nam wiceprezes zarządu Fundacji Serce Dziecka Katarzyna Parafianowicz.

Na Oddziale Kardiologii zostało jedno dziecko, którego stan był na tyle ciężki, że nie można go było przewieźć do innej placówki, bo nigdzie poza CZD nie ma takich specjalistów, którzy byliby w stanie nim zająć.

Z kolei Beata Kulesza, prezes Fundacji Serce Dziecka przypomina, że nie odbywały się też operacje planowe a wiadomo, że leczenie wad serca jest wieloetapowe.

– Te wszystkie dzieci czekające na kolejne zabiegi wypadły z kolejki. Te, które miały w tym czasie termin nie były przyjmowane, a te które już zostały przyjęte na oddział a nie były zoperowane przed strajkiem zostały wypisane do domu bez informacji kiedy będzie kolejny termin. Wiele z tych dzieci to już nie są maluchy, przeżywają okropny stres w związku z taką sytuacją – mówi Beata Kulesza.

Podkreśla, że to bardzo trudna sytuacja dla dziecka i rodziców, bo dziecko zostało zabrane ze szkoły, przedszkola, miało mieć operację, a zostało odesłane. Teraz nie wiadomo, czy do tego przedszkola, szkoły ma wrócić, bo jeśli złapie infekcję to z operacji nici.
Beata Kulesza
Prezes Fundacji Serce Dziecka

Dla rodziców i dzieci to ogromny stres. Druga sprawa, że mimo iż z racjonalnego punktu widzenia wielu tym dzieciom można przesunąć termin operacji, to jeśli wcześniej został wyznaczony, rodzice nie myślą racjonalnie, wiedzą że minął termin i boją się, że ich dziecku może stać się krzywda. W Polsce są trzy ośrodki kardiochirurgiczne, które leczą wszystkie, również te najcięższe wady serca. Jeśli jeden zostanie wyłączony, to sytuacja jest dramatyczna. Przed strajkiem była już dość duża kolejka, teraz sytuacja robi się niepokojąca.

Na Mazowszu operuje się ok. 600 dzieci rocznie, z czego 450 w CZD. Wyłączenie Centrum Zdrowia Dziecka jest zwyczajnie katastrofą. Nie ma ośrodka, który przyjmie dzieci z CZD, bo te pozostałe ośrodki też pękają w szwach.

– Nie wykonywano również nieinwazyjnych interwencyjnych zabiegów kardiochirurgicznych, które są możliwe dzięki bardzo nowoczesnemu sprzętowi, fachowości lekarzy. Są przeprowadzane bez otwierania klatki piersiowej. To dużo bezpieczniejsze dla dziecka. W CZD otwarto ostatnio nowoczesną pracownię diagnostyki i interwencji kardiologicznej. Tam jest sprzęt wysokiej klasy, który stał nieużywany, a wtedy NFZ nie płaci szpitalowi – mówi Katarzyna Parafianowicz.

Na kardiochirurgii słabe zarobki
Szefowe Fundacji nie dziwią się jednak, że pielęgniarki zdecydowały się na protest. Ich zdaniem potrzebne są zmiany systemowe, które zatrzymają zadłużanie się szpitali pediatrycznych i jednocześnie pozwolą na podniesienie zarobków pracownikom choćby takiego unikalnego szpitala jakim jest CZD.

– Procedury pediatryczne są za nisko wycenione w Polsce, a już te wysokospecjalistyczne procedury dramatycznie nisko. Szpital dziecka nie odeśle. Długi narastają. Bez systemowego rozwiązania, problem długów szpitala czy zarobków pielęgniarek jest na dłuższą metę nierozwiązywalny. Ministerstwo Zdrowia, rząd mówili, że to nie jest ich problem a to jest ich problem, bo tylko oni mogą doprowadzić do systemowych rozwiązań. To co się dzieje teraz w systemie, to jest lekka schizofrenia, która może np. doprowadzić do prywatyzacji szpitala poprzez przejęcie go za długi. Ta sytuacja CZD spowodowana jednocześnie niedofinansowaniem i strajkiem pielęgniarskim była z jednej strony trudna, a z drugiej bardzo niebezpieczna dla tego szpitala – tłumaczy Katarzyna Parafianowicz.

I dodaje, że rozumie pielęgniarki, bo są rzeczywiście słabo opłacane i trudno im się dziwić, że protestują.

– To co mówiło się w mediach o ich zarobkach, to nie do końca jest prawda. Wiem ile zarabiały pielęgniarki na kardiochirurgii – średnio 2,5 tys. zł na rękę – tłumaczy.

Nasze rozmówczynie podkreślają, że trzeba też pamiętać, że pielęgniarki w CZD zarabiały mniej niż w innych warszawskich szpitalach i przejście do innych szpitali nie byłoby dla nich problemem. Ich żądania były jak najbardziej uzasadnione, ale nie do przyjęcia była forma pielęgniarskiego strajku.

– My jak najbardziej je popieramy, doceniamy ich fachowość i poświecenie. To nie są zwykłe pielęgniarki. Opieka nad dzieckiem po operacji wygląda zupełnie inaczej niż nad dzieckiem, którego boli brzuszek. Dziecko jest obstawione aparatura medyczną. Trzeba cały czas sprawdzać parametry, leki itd. Trzeba mieć do tego wyjątkową wiedzę.
Beata Kulesza
Prezes Fundacji Serce Dziecka

Te wszystkie kroplówki i maszyny po operacji to jest niewyobrażalne dla człowieka, który się z tym nie zetknął. Moja córka, operowana zaraz po urodzeniu, miała dwa podłączenia w główce, w rękach, nogach, wszędzie miał wkłucia i tak jest z większością noworodków. Jest taka ilość płynów i lekarstw, które trzeba podawać, dojścia się zapychają, że wkłucie się w żyłę dziecka, które waży kilogram, dwa lub trzy jest arcytrudne. Pielęgniarka bez doświadczenia pediatrycznego nie jest w stanie tego robić.

Jej zdaniem musi być wola polityczna, żeby zmienić wyceny procedur. Trzeba też zweryfikować zasady finansowania świadczeń, muszą skończyć się paradoksy w postaci trzymania niepotrzebnie dzieci na oddziałach, tylko dlatego, że szpital inaczej nie dostanie od NFZ zapłaty za wykonane procedury. To podwyższa koszty finansowe placówki, nie mówiąc już o tym, że jest to niekorzystne dla małych pacjentów i ich rodziców.

Więcej pielęgniarek
Szefowe Fundacji popierały też postulat pielęgniarek dotyczący zwiększenia obsady pielęgniarskiej. Mówią jednak, że trzeba podejść do tego racjonalnie i zwiększyć liczbę pielęgniarek tam, gdzie rzeczywiście ich brakuje.

– Co do obsady pielęgniarskiej w CZD, to trzeba pewne rzeczy odróżnić. Nie chodzi o to, żeby w całym Centrum zwiększyć ich ilość ale zrobić to na oddziałach, na których jest to wymagane. Na kardiochirurgii jest ich za mało. Starsze odchodzą, powiedzmy sobie szczerze, wolą pracować gdzieś w poradni niż na oddziale pediatrycznym – uważa Beata Kulesza.

Katarzyna Parafianowicz podkreśla z kolei, że przy takiej małej obsadzie pielęgniarskiej to na rodziców spada opieka nad dzieckiem na oddziale. To właśnie rodzice badają parametry, karmią, przewijają i jak trzeba to rodzice idą po pielęgniarkę, na która zwykle muszą poczekać. Pielęgniarki są też przeciążone papierkową robotą, którą z powodzeniem mogłaby wykonywać sekretarka medyczna ale na to oczywiście potrzeba pieniędzy.

Centrum podupada
Generalnie przez niedofinansowanie pediatrii Centrum podupada mimo pomocy organizacji charytatywnych. Rodzice chorych dzieci śpią na fotelach, brakuje koców, brakuje wielu zwykłych, potrzebnych rzeczy.

– W dzień nie widać tego wszystkiego. Wieczorem możemy za to oglądać festiwal mebli ogrodowych, na których śpią rodzice chorych dzieci. Dla rodziców nie ma miejsca do spania, rozkładają więc wieczorem fotele ogrodowe. Pielęgniarki przynoszą z domu ubranka po swoich dzieciach, żeby były na wszelki wypadek do przebrania chorych dzieci. Kiedyś kupiliśmy składane łóżko z materacem dla matki, która rok czasu była ze swoim dzieckiem na oddziale. Wcześniej spała na łóżku polowym. Jej syn jak zobaczył łóżko, które jej kupiliśmy powiedział, że czuje się jak w domu… Takie historie nie powinny się dziać w najlepszym szpitalu pediatrycznym w Polsce – podsumowuje Beta Kulesza.

Centrum Zdrowia Dziecka powinno być „oczkiem w głowie” resortu zdrowia, bo to szpital nas wszystkich a przede wszystkim szpital, który leczy tych najbardziej chorych i najsłabszych z całej Polski. To tu powinna pracować najlepsza i świetnie wynagradzana kadra medyczna a fotele ogrodowe powinny stać na placu zabaw a nie koło łóżek ciężko chorych dzieci.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl