Koniec z "cichą desperacją". Spodobała mi się ta metoda 3 kroków, by lepiej ogarniać życie zawodowe

Dzięki 3-stopniowej metodzie każdy będzie mógł zmienić swój stosunek do pracy?
Dzięki 3-stopniowej metodzie każdy będzie mógł zmienić swój stosunek do pracy? Fot. irstone / 123rf
Poniedziałek jest najgorszy, ale skażona jest już niedziela. Przez cały dzień myślisz: "o nie, to już jutro, cały tydzień… jak ja wytrzymam?!". A potem, wiadomo, najgorsze: nieprzytomne poranki, niedouczeni współpracownicy, stres i korki. I tak aż do piątku, jedynego jasnego punktu na horyzoncie. David Gallen, publicysta związany z CNN przekonuje, że w tym koszmarze czy, jak powtarza za H. D. Thoreau, "cichej desperacji", tkwimy właściwie na własne życzenie. I podaje 3-stopniowy plan, jak się od niej uwolnić.


Henry David Thoreau

Masy ludzi żyją w cichej desperacji.

I choć porady w stylu "tylko ty możesz uczynić siebie szczęśliwym" i "wszystko zależy od ciebie" pachnie New Agem i tanim coachingem, metoda przedstawiona przez Gallena ma jednak pewną wartość - mianowicie podstawy naukowe. Opiera się na badaniach opracowanych przez psycholog z Yale Amy Wrześniewski i zajmującą się psychologią biznesu na uniwersytecie w Michigan Jane Dutton.

Zdaniem naukowców realizacja w pracy jest ściśle skorelowana z trzema podstawowymi ludzkimi potrzebami - kontroli nad życiem, budowania więzi oraz nadawania znaczenia temu, czym się zajmujemy. Jeśli te trzy potrzeby nie są zaspokojone - nasze poczucie szczęścia podupada.

Trzy kroki do zakochania się w swojej pracy będą zatem trzema krokami do realizacji tych potrzeb. I nie, nie chodzi o to, żeby zmienić miejsce zatrudnienia. To, czym się zajmujemy w ogóle nie ma tu znaczenia. Ani to, ile godzin spędzamy w pracy, nawet jeśli Polacy przy średniej 42,5 godzin tygodniowo należą do europejskich rekordzistów. Nawet wysokość wynagrodzenia zdaniem publicysty nie jest przeszkodą nie do przekroczenia (mimo badań potwierdzających, że ponad połowa Polaków jest z niego niezadowolona). Trzeba pracować nad tym, na co mamy wpływ, zamiast fantazjować o nierealnym.

PO PIERWSZE, KONTROLA

W wydaniu Wrzesniewski i Dutton przywrócić kontrolę w pracy możemy za pomocą pewnej gry w dodawanie do niej tego, co lubimy i usuwanie tego, czego nie lubimy. To niewykonalne? Naukowcy proponują zacząć od stworzenie trzech list. Na dwóch pierwszych umieśćmy zalety naszej pracy (choćby to były drobiazgi) oraz to, za co jej nie znosimy. Najważniejsza jest lista trzecia - tam zapisujemy, co chcielibyśmy robić w swojej pracy, ale aktualnie nie możemy, niezależnie od tego, czy to akurat należy do naszych obowiązków zawodowych, czy nie.


Mając już pewien obraz sytuacji, zacznij przekształcać swoją pracę w oparciu o wszystkie trzy listy. Zacznij od drobnostek. Rzeczy, które lubisz w pracy, zarówno tych z nią związanych jak i całkiem pobocznych, ma być coraz więcej. Nawet jeśli progres będzie bardzo powolny. Nawet, kiedy twój szef za nic w świecie nie będzie chciał współpracować. Każda pozytywna zmiana będzie cię cieszyć i poprawiać twoje samopoczucie.


Lubisz pływać? Może w twoim biurze lub okolicy jest basen, do którego będziesz mógł zaglądać w przerwie na lunch? A może zaproponujesz w swojej firmie projekt, który bardziej będzie odpowiadał twoim zainteresowaniom? Może pierwszy nie przejdzie, drugi też nie, ale któryś tam z kolei - czemu nie? W miarę jak miejsce twojej pracy będzie się zmieniać, dodawaj lub wykreślaj punkty ze swoich list. Zdaniem psychologów w ten sposób nie tylko spotęgujesz pozytywne nastawienie, ale też zwiększy się twoje poczucie kontroli.

PO DRUGIE, RELACJE

To prawda, że niektórych współpracowników po prostu nie da się polubić. Ale kolejną prawdą jest, że często oceniamy innych zbyt pochopnie. Ten punkt "kuracji" jest zatem prosty - postaraj się lepiej poznać ludzi, z którymi przebywasz ciągu dnia dłużej, niż z własną rodziną. Czas działa na twoją korzyść. Badania psychologów potwierdzają - im częstszy mamy z kimś kontakt, tym bardziej go lubimy. Im więcej komuś pomagamy, tym silniejszą tworzymy z nim więź.

PO TRZECIE, WARTOŚĆ

Granice mojego języka są granicami mojego świata, pisał Wittgenstein. Nie zagłębiając się za bardzo w filozofię, podskórnie czujemy, że coś w tym jest - nazwa czynności lub rzeczy, jaką mamy w swojej głowie, modyfikuje nasz do stosunek do niej.


Mając to na uwadze, Wrzesniewski i Dutton przeprowadzili ciekawe badanie nad satysfakcją z pracy osób wykonujących zawód powszechnie uważany za ciężki - sprzątaczy szpitali. Okazało się, że ocena różniła się w zależności od tego, czy w swojej głowie pracownicy obdarzali wykonywane przez siebie zajęcie szacunkiem, czy też je deprecjonowali. Jedna z osób myślała nawet o sobie, że jest swojego rodzaju "ambasadorem" szpitala. Mniej lub bardziej świadomie starając się dorównać temu mianu, wykonywała swoje obowiązki z większym profesjonalizmem.

Jak nadać swojej pracy właściwe znaczenie? Zdaniem psychologów pomocne będzie spojrzenie na to, co robimy, z nieco odleglejszej perspektywy, mając świadomość wpływu, jaki każdego dnia mamy na innych.

Wróćmy na własne podwórko. Czy Polacy są gotowi zmienić swoje nastawienie do pracy? Według Diagnozy Społecznej z ubiegłego roku ponad 80% z nas pozytywnie ocenia swoje życie zawodowe. Pomimo wynagrodzeń wciąż dalekich od standardów Zachodu i w większości przypadków braku szansy na krótszy tydzień pracy. Oczywiście dane statystyczne danymi statystycznymi, a na pytanie o gorące uczucie do własnego miejsca zatrudnienia niech szczerze każdy odpowie sobie sam.

Źródło: CNN

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl