Chorzy i niepełnosprawni Polacy nie obronią swojego kraju. Zdrowie to podstawa, żeby było bezpiecznie

Bez dobrego systemu ochrony zdrowia nie możemy czuć się bezpiecznie
Bez dobrego systemu ochrony zdrowia nie możemy czuć się bezpiecznie Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Bezpieczeństwo narodowe większości z nas kojarzy się z dużą, silną armią i nowoczesnym uzbrojeniem. Mało kto dostrzega znaczenie bezpieczeństwa narodowego w zdrowym społeczeństwie i sprawnie działającym systemie opieki zdrowotnej.


Jeśli komuś trudno to sobie wyobrazić, niech sięgnie pamięcią do fabuły popularnej gry strategicznej „Twierdza”, w której twórcy pokazali, że w walce z wrogiem na nic szwadrony świetnego wojska i pełne zapasów spichlerze, kiedy lud trapią epidemie.


To oczywiście uproszczenie, rodem z gry, której akcja dzieje się w Średniowieczu. W realnym świecie trudno jednak wyobrazić sobie, że kraj jest w stanie się obronić przed wrogiem, jeśli jego obywateli trapią choroby i epidemie. Nie mówiąc już o tym, że chore i kalekie wojsko raczej nie obroni kraju.


Już w Średniowieczu o to dbali
Tak jak we wspomnianej grze, w dawnych czasach wytrawni stratedzy wojskowi planowali nie tylko ruchy swoich wojsk, ale również pamiętali o kwestiach zabezpieczenia zdrowotnego ludności np. w sytuacji oblężenia miasta. Dzisiaj kwestia zdrowia rozpatrywana w ramach bezpieczeństwa narodowego jest dużo szersza i bardziej skomplikowana. Od zdrowia społeczeństwa zależy też jego sytuacja gospodarcza, co z kolei przekłada się na pozycję kraju w danym regionie świata i jego potencjał obronny.


– Według Banku Światowego 50 proc. różnicy w tempie wzrostu gospodarczego między krajami bogatymi a biednymi przypisać można różnicom w stanie zdrowia ich obywateli i długości życia mieszkańców. Czym zdrowsze jest społeczeństwo, tym bardziej efektywna jest praca , większy jest odsetek pracujących, mniejsze kłopoty z dbałością o wychowanie dzieci. Uwaga – choroby cywilizacyjne bogatych społeczeństw mogą niebawem zniwelować te przewagi – już dzisiaj więcej osób na świecie umiera z nadmiernej otyłości niż z głodu! – mówił prof. Michał Kleiber podczas debaty „Zdrowie i bezpieczeństwo narodowe” zorganizowanej przez Polską Unię Onkologii oraz Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Na świecie o związku zdrowia z bezpieczeństwem narodowym dyskutowano już dawno, w Polsce to dopiero początek, ale specjaliści i decydenci są zgodni, że trzeba działać, stąd pomysł na wspomnianą debatę.

– Rok temu, podczas dorocznej konferencji organizowanej przez prestiżowy francuski think-tank IFRI World Policy Conference w Montreux, ważną rolę odgrywały dyskusje o zdrowiu. Podobnie było w tym roku w Doha, gdzie jedną z ważniejszych prezentacji przedstawił Instytut Pasteura – mówi podczas debaty Paweł Kowal z ISP PAN.

Eksperci uważają, że nie wolno nam bagatelizować żadnego z zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa kraju. Ale też nie wolno zapominać o tym, że każdego dnia swoją prywatną wojnę z rakiem, zawałem, chorobami neurodegeneracyjnymi, psychiatrycznymi, metabolicznymi, rzadkimi schorzeniami genetycznymi przegrywa tysiące osób. Brakuje nam lekarzy, pielęgniarek i pieniędzy.

Coraz bardziej niepokojące dane epidemiologiczne dotyczące chorób cywilizacyjnych, szczególnie w kontekście kryzysu ekonomicznego i zmian demograficznych, to wyzwania nie tylko dla organizatorów systemu ochrony zdrowia, ale dla całej klasy politycznej UE.
Na skali wartości najważniejszych dla Europejczyków, badanych przez ekspertów Komitetu Regionów Komisji Europejskiej i WHO, najwyższą pozycję zajmuje zdrowie, a dopiero za nim są: miłość, rodzina, praca czy pieniądze.

– Nie możemy rozdawać miłości i zagwarantować pieniędzy dla wszystkich, ale możemy robić, co w naszej mocy, by kształtować politykę i promować praktyki, które sprzyjają zdrowemu trybowi życia i zapewniają racjonalne pod względem kosztów i dostępne dla wszystkich usługi zdrowotne – twierdzą europejscy eksperci.

Resorty muszą współpracować
Tyle europejscy eksperci, natomiast uczestnicy wspomnianej debaty, nie mieli wątpliwości, że i w Polsce najwyższy czas, by decydenci zaczęli traktować jako warunek konieczny, w zapewnieniu bezpieczeństwa narodowego i rozwoju gospodarczego, właśnie zdrowie społeczeństwa.

Tej dbałości o zdrowie Polaków nie jest w stanie zapewnić jeden resort, np. zdrowia. Tu potrzebna jest współpraca wielu ministerstw, a także współdziałanie polityków ponad politycznymi podziałami. W końcu niezależnie od opcji politycznej wszyscy chcą, żeby system ochrony zdrowia był w Polsce jak najlepszy. Jednak żeby taki tworzyć, potrzebne są w Polsce większe nakłady na ochronę zdrowia i edukację zdrowotną.

Wiceminister zdrowia dr Krzysztof Łanda zapewnił, że nakłady na ochronę zdrowia w Polsce będą coraz większe, jednak być może nie nastąpi to w tak szybkim tempie, jak byśmy tego oczekiwali.

Stwierdził również, że już teraz resort zdrowia ściśle współpracuje z innymi resortami, np. z Ministerstwem Rozwoju.
Dr Krzysztof Łanda
Wiceminister zdrowia

Takim rozwiązaniem, które wprowadziliśmy, a które pomoże racjonalniej wydawać pieniądze, a tym samym poprawi funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia jest np. Instrument Oceny Wniosków Inwestycyjnych w Sektorze Zdrowia (IOWISZ). Nie będziemy wydawać pieniędzy na niepotrzebne inwestycje, a to z kolei pozwoli na realizowanie tych, które są Polakom bardzo potrzebne. Przykładowo, nie będziemy budować kolejnego szpitala, jeśli w okolicy są już dwa o podobnym profilu. Za to możemy zbudować szpital, tam gdzie chorzy w promieniu wielu kilometrów nie mają dostępu do opieki szpitalnej.

Za mało pieniędzy
Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że kwestia finansowania w ochronie zdrowia jest kluczowa.

– Bez zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia nie da się nic zrobić – mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

W podobnym tonie wypowiadał się również dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

– Bez zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia nie da się poprawić zdrowia Polaków. Trzeba też racjonalizować wydatki, nie zapominając jednak o zagwarantowaniu pacjentom dostępu do nowoczesnych terapii.
Z kolei wiceminister zdrowia dr Jarosław Pinkas podkreślał, że największym wkładem obywateli w bezpieczeństwo państwa jest „moda na zdrowie”, która oznacza m.in. szczepienie się, zgodne z kalendarzem szczepień.

– Nie będzie szczepień, nie będzie nas. Zdziesiątkowany epidemią naród bardzo łatwo pokonać – mówił minister Pinkas.

Z kolei były minister zdrowia, członek Sekcji Zdrowia Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP dr Marek Balicki podkreślał, że w Polsce sytuacja zdrowotna obywateli państwa zależy od ich statusu społeczno-ekonomicznego, a ten w Polsce jest bardziej zróżnicowany niż w innych krajach UE.

– W Polsce 30-letni mężczyzna z wykształceniem zawodowym żyje o 12 lat krócej niż jego rówieśnik z wykształceniem wyższym – mówił Balicki.

Dodał, że aby zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne, państwo musi działać na rzecz niwelowania różnic statusu ekonomicznego Polaków.

Inwestycja w zdrowie jest opłacalna
Podczas debaty Wojciech Jakóbik z Biznes Alert, współautor raportu pt. „Bezpieczeństwo zdrowotne jako zadanie nowoczesnego państwa”, poinformował, że analiza danych z raportu wskazuje na dużą zależność między bezpieczeństwem zdrowotnym państwa a rozwojem gospodarczym, bezpieczeństwem narodowym i siłą społeczeństwa. Raport po raz pierwszy został zaprezentowany podczas debaty.

– Epidemie i pogorszenie stanu zdrowia populacji przyczyniają się do ekonomicznego osłabienia państwa. Dlatego konieczne jest zwiększenie nakładów na profilaktykę zdrowotną i badania. Inwestycje w zdrowie są istotne, bo badania epidemiologiczne, prowadzenie profilaktyki pozwalają np. zwiększyć odporność społeczeństwa na epidemie i choroby cywilizacyjne – wyjaśniał Jakóbik.

Dodał, że w UE na ochronę zdrowia przeznacza się średnio 10 proc. PKB. Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że w 2015 r. Polska przeznaczyła na ochronę zdrowia tylko 4,3 proc. PKB. Oznacza to, że nakłady nie wzrosły w ciągu ostatnich 15 lat. W UE mniej od nas na opiekę zdrowotną wydają tylko Rumunia, Chorwacja, Bułgaria i Łotwa.

Specjalista tłumaczył, że pieniądze wydawane na zdrowie nie są pieniędzmi „wyrzuconymi w błoto”, a wręcz przeciwnie – wydane na ten cel przynoszą zyski. Fogarty International Center twierdzi, że każdy dolar wydany na świecie na badania dotyczące zdrowia zwraca się w postaci 64 centów, które zasilają gospodarkę krajową. Dodatkowo rozwiązania prawne, które sprzyjają inwestowaniu w badania zdrowotne, powodują większą innowacyjność gospodarki.

Uczestnicy debaty zaapelowali do polskich władz o zainicjowanie na forum UE prac nad powołaniem Unii Zdrowia, na wzór istniejącej już Unii Energetycznej, jako wyrazu troski o zdrowie wszystkich Europejczyków.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl