To oświadczenie PiS mówi o Polsce więcej, niż wszystko inne. Prezes: Opozycja podlega prawu, także prawu karnemu

Jarosław Kaczyński pogroził opozycji prawem karnym.
Jarosław Kaczyński pogroził opozycji prawem karnym. Fot. PiS
W PiS zrozumieli powagę sytuacji i do kontrataku ruszyli Prezes i jego najważniejsi podwładni: premier Szydło, marszałkowie Kuchciński i Terlecki. Jarosław Kaczyński ogłosił, że PiS chce dać więcej praw opozycji, po czym.... stwierdził, że opozycja łamie prawo.


Przeciągający się kryzys parlamentarny to dla Prawa i Sprawiedliwości poważny problem, bo nieuchronnie zbliża się czas rodzinnych rozmów przy świątecznym stole. Dlatego natchnieni przez Matkę Boską Częstochowską politycy partii postanowili zabrać głos.

Prezes


Z 20-minutowym opóźnieniem weszli na salę, choć Beata Szydło została bez mikrofonu. Zastanawiające, że najpierw powitano Prezesa, dopiero później szefową rządu i marszałków. Podobnie było z zabieraniem głosu: zaczął Jarosław Kaczyński. Złożył kondolencje rodzinie zabitego w Berlinie kierowcy, po czym płynnie przeszedł do polityki. Mówił, że to dzięki jego partii Polska nie otworzyła się na uchodźców.


– Jesteśmy przed świętami, chcielibyśmy, żeby ten czas przyniósł spokój, żeby przyniósł pozytywną perspektywę – mówił Prezes. Stwierdził, że aktualne są propozycje zmiany sposobu działania opozycji w Sejmie na wzór brytyjski, z instytucją szefa opozycji. Kaczyński wskazywał, że tam opozycja może decydować o porządku obrad niektórych posiedzeń.

To kuriozum, bo przy systemie wielopartyjnym, jaki mamy w Polsce, nie można na siłę wprowadzać takich rozwiązań. To może wprowadźmy też kierownice po prawej stronie, choć mamy ruch prawostronny?!

Po tych obietnicach Jarosław Kaczyński przeszedł do ataku, obwiniając opozycję o łamanie prawa i porównał do Samoobrony. Dodał, że politycy opozycji podlegają prawu, także prawu karnemu. – Mamy do czynienia z oczywistym akceptowaniem łamania prawa – mówił. Skrytykował też media za sposób relacjonowania wydarzeń.

Premier

Po Prezesie głos zabrała Beata Szydło, której pierwsze słowa brzmiały tak: – Szanowni Państwo, ja przede wszystkim chciałam podkreślić to, co mówił pan premier Kaczyński.

Kurtyna
Później szefowa rządu de facto powtórzyła swoje orędzie z soboty, tym razem na siedząco i z inną broszką: realizujemy obietnice, jest 500+, obniżyliśmy wiek emerytalny, a w przyszłym roku "najbardziej będziemy się skupiać na gospodarce". Po czym zaczęła mówić o planie Morawieckiego. Zaapelowała do opozycji, by poparła jego wprowadzanie.

Marszałek Sejmu

Najbardziej oczekiwane było przemówienie Marszałka Sejmu, który ograniczył się (i to nie bez licznych potknięć) do odczytania swojej wersji wydarzeń. Mówił, że politycy opozycji mówili nie na temat, a później zablokowali mównicę. – Miałem dwa wyjścia: albo poprosić Straż Marszałkowską o zaprowadzenie porządku, albo przenieść obrady do Sali Kolumnowej – mówił Marek Kuchciński.


Kuchciński szedł w zaparte, bo przecież Michał Szczerba z PO chciał złożyć poprawkę do ustawy budżetowej, więc mówił na temat. Poza tym wyraził opinię o tym, że "zapewniono pełną jawność obrad". Słabym żartem jest twierdzenie, że "dziennikarze mogli rejestrować przebieg obrad przez główne wejście do Sali Kolumnowej". W sumie przez dziurkę do klucza też byłoby okej.

Marszałek Senatu

Stanisław Karczewski próbował przekonywać dziennikarzy, że klatka, w której chcą nas zamknąć jest złota. – W Centrum Medialnym będzie dostęp do internetu, do komputerów, będzie pokój socjalny dla dziennikarzy, którego nie było – mówił. NO DZIĘKI!

Szef klubu PiS

Ryszard Terlecki próbował rozbić jedność opozycji. Przekonywał, że jest "otwarty na rozmowy i współpracę z parlamentarzystami, którzy nie chcą uczestniczyć w awanturach, którzy chcą pracować".

Kiedy rzecznik rządu zaczął żegnać się z dziennikarzami, przerwał mu Prezes. – Jeśli pan pozwoli, panie rzeczniku. Ja chciałem złożyć życzenia. Miłych, zdrowych, wesołych świąt i dobrego nowego roku wszystkim Polakom. Niezależnie od tego, jakie mają poglądy polityczne – mówił Kaczyński. – Jesteśmy przekonani, że to co dzisiaj się dzieje, to co zakłóca spokój Polakom, jest chwilowe – mówił.

Samo wystąpienie polityków PiS poprzedziła groteskowa sytuacja, bo dziennikarzy najpierw wpuszczono do sali konferencyjnej, by tuż przed godz. 10 ich z niej wyprosić. BOR odwrócił też kamery poza jedną, należącą do TVN. Dzięki niej było widać, jak pracownicy Centrum Informacyjnego Rządu przestawiają flagi i ustawiają stoły. To pozwalało sądzić, że zamiast oświadczenia będzie konferencja z pytaniami. Ale pytań nie było. Bo i po co?

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl