
"Wybrać życie. Wybrać pracę. Wybrać karierę. Wybrać rodzinę. Wybrać wielki telewizor...". Słynna inwokacja z filmu "Trainspotting" po 20 latach nie zestarzała się i niestety nadal jest aktualna. Grany przez Ewana McGregora bohater w opozycji do narzucanych nam z góry schematów wybrał heroinę. My nie musimy uciekać się do takiej skrajności. Wystarczy wybrać przeciętność.
"To dobrze, że wymagamy od siebie i od innych. Inaczej życie byłoby tylko przetrwalnią. Nie trzeba się zawodzić, można przyjąć do wiadomości, że nie wyszło, zastanowić się dlaczego i jeżeli można poprawić następnym razem. Zawodzenie jest takie, kur*a, romantyczne. I niepotrzebne."
Przeciętność jest czymś niezwykle wstydliwym. Niektórzy prędzej się przyznają do chorobliwej fascynacji kucykami Pony czy tego, że lubią sobie czasem posłuchać Gosi Andrzejewicz lub Nickelback niż do tego, że nic w życiu nie osiągnęli. "Non omnis moriar" – serio będzie cię to obchodzić leżąc martwy w ziemi? No właśnie. "Pieniądze szczęścia nie dają, ale nie widziałem jeszcze nigdy kogoś płaczącego w nowym Porshe" powie śmieszek. Ok, to zapytaj swojego psa czy jest nieszczęśliwy.
"Żyjemy w czasach obnażania swojej prywatności w mediach społecznościowych i kreowania swojego wizerunku za pomocą tanich sztuczek. Jednak mimo, iż nie są one wiele warte to potrafią wzbudzić w nas poczucie bycia gorszym, biedniejszym czy mniej atrakcyjnym. Żeby zdusić w sobie ten ból przeciętności stawiamy sobie wygórowane cele, które mają nas przybliżyć do tych sławnych archetypów sukcesu. Tymczasem bardzo mało ludzi jest świadomym tego, że wierzchołek naszych marzeń jest tylko mitycznym wytworem gry świateł i magii kamer."
Bycie sławnym i bogatym to marzenie wielu. Weźmy jednak na warsztat Dana Bilzeriana. Gość jest królem Instagrama: wrzuca fotki z półnagimi modelkami, śpi na forsie, jeździ super brykami i strzela sobie z karabinu na pustyni. To pozorny cel w życiu każdego mężczyzny. Obnażył to w artykule dziennikarz Vice'a. Tak się nie da żyć. Dan Bilzerian to potwór wykreowany przez doktora Frankensteina marketingu.
"Wszystko fajnie, wszystko piękne, idealna motywacja, tylko pytanie, czy kiedy na takie zdjęcie patrzy normalna kobieta po porodzie, nie ćwicząca od dziecka zaowodowo i nie mająca takich finansowych możliwości, to nie popada we frustracje i kompleksy, a także sama nie sabotuje poczucia własnej wartosci tylko dlatego, ze tak nie wyglada, a chciałaby."
"Media żyją głównie sukcesami. Na przykład prezentują historię człowieka, który sam sobie wydał książkę i został milionerem. Media nie pokazują tysięcy osób, które wydały książkę i nic na tym nie zarobiły i dziesiątek tysięcy, które chciały wydać książkę i im nie wyszło. Przez to do ludzi trafia fałszywy przekaz w stylu „weź coś zrób, a będzie ci dane”. To nierealistyczny obraz świata, przed którym trzeba się bronić."
"Z drugiej strony pragnienie sukcesu często jest po prostu potrzebą zwykłej stabilizacji, o którą w Polsce trudno. Czytelnicy naTemat to pewnie klasa średnia zarabiające w okolicach średniej krajowej. Ale tacy ludzie są w mniejszości. Większość Polaków to osoby, które mają problem ze związaniem końca z końcem. Dla nich sukces to 3 tys. na rękę. I to jest strasznie smutne."
Media lubią nas karmić sukcesami innych. Fajnie jest czasem popatrzeć jak innym się udaje w życiu, jak osiągnęli karierę "od zera do milionera". Taka propaganda sukcesu z pewnością nas może motywować, ale czasem jest grubą przesadą. Wystarczy pooglądać te wszystkie talent show, gdzie ludzie o niczym innych nie marzą tylko by zabłysnąć w telewizji. "Pochodzę z Wygwizdowa Małego i całe życie chciałem być piosenkarzem, bo wtedy będę szczęśliwy i wybiję się z tej dziury" – tak mówi co druga przyszła gwiazda szołbiznesu. Czyli rozumiem, że jeśli ktoś nie osiągnie kariery w Wielkim Świecie to znaczy, że nie będzie szczęśliwy, a inni mieszkańcy Wygwizdowa będą gorsi?
Narzucanie tego, kim mamy być funkcjonuje nie tylko w mediach, ale i ogólnie w społeczeństwie (a przecież media są tworzone przez społeczeństwo). Masz samochód (ale nie używkę, lecz z salonu!), dom (nie mieszkanie!) i gromadę dzieci (najlepiej w szkole prywatnej) to znaczy, że osiągnąłeś w życiu sukces. Już zresztą samo powiedzenie, o mężczyźnie, domu, dziecku i drzewie przerzuca na mężczyzn taką odpowiedzialność, że niepowodzenie w tym zakresie powinno skończyć się wręcz rytualnym samobójstwem.
Zawody, które zawodzą
Artykuł o "gów***nych zawodach" wywołał swego czasu spore poruszenie w mediach. W skrócie: niemal sto lat temu eksperci myśleli, że technologia rozwinie się tak bardzo, że współcześnie nie będziemy musieli pracować, a jednak harujemy coraz więcej i coraz bardziej bez sensu. "Gów***ne zawody" to zdaniem autora artykułu wszelkie te ze stosunkowo nowego sektora usług jak "usługi finansowe, telemarketing czy bezprecedensowego rozrastania się takich dziedzin jak prawo korporacyjne, edukacja, administracja zdrowia czy public relations". Dlaczego tak brzydkie określenie? "Istnieją tylko dlatego, że pozostali spędzają cały czas na swoich bezproduktywnych zajęciach" - sądzi profesor David Graeber.
– Bardzo dobrze się dzieje, że mamy wreszcie powrót do normalności! - cieszy się terapeutka Miłosława Janc z gabinetu "Self" Przyjazne Terapie – kiedy wykonujemy najróżniejsze testy psychologiczne to większość to tzw. wyniki "średnie". Naprawdę większość z nas to osoby, które są umiarkowanie zdolne i nie mają wysoko postawionych oczekiwań. One nie muszą być cały czas mieć nastawienia, że mogę osiągnąć w życiu wszystko. Większość tych osób zachodzi dalej, bo potrafią z pewnych rzeczy zrezygnować i iść za tymi, które dają im prawdziwą satysfakcję – tłumaczy specjalistka – a jeśli nastąpiłby odwrót do tego by takich ludzi piętnować to byłoby wspaniale.
