Joanna Racewicz opisała to, co działo się nad grobem jej męża, który zginął pod Smoleńskiem.
Joanna Racewicz opisała to, co działo się nad grobem jej męża, który zginął pod Smoleńskiem. Fot. Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta, instagram.com/joannaracewicz

Była prezenterka "Panoramy", a obecnie "Pytania na śniadanie" Joanna Racewicz w najnowszym instagramowym wpisie postanowiła opisać zachowanie ludzi, którzy przy okazji Wszystkich Świętych odwiedzali groby ofiar katastrofy smoleńskiej na warszawskich Powązkach. I nie jest to budująca lektura.

REKLAMA
Dziennikarka Telewizji Polskiej, która w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem straciła męża (oficera Biura Ochrony Rządy Pawła Janeczka ), podzieliła się tym, co działo się w święto Wszystkich Świętych w kwaterze ofiar katastrofy w Smoleńsku na warszawskich Powązkach.
– Tłum. Jak bezmyślna, wezbrana fala. Bez uczuć, emocji i empatii. Staje za plecami, gdy skuleni siedzimy na ławce. "O, to ten od ochrony, mąż tej, no Racewicz dziennikarki. Ty, Wiesiek, patrz, to chyba ona z synem, dawaj aparat"- jakbym była głucha, ślepa, nieistniejąca – tak swoistą "cmentarną turystykę" opisuje dziennikarka.
– A pani to jest pewna, że on tu jest pochowany?- pytają "prawdziwi Polacy". "Ileż można jechać na tym Smoleńsku"- utyskują ci "zmęczeni". Jedni i drudzy jakby z wykastrowaną wyobraźnią. Zamienimy się miejscami? Może tez przyjdziemy na groby Państwa Bliskich i tak sobie pokomentujemy, porobiły zdjęcia, poprzepychamy się trochę? Postawcie lustro przed sobą. I spytajcie - jak u Gogola - z czego się śmiejecie... – tak swój wpis kończy Joanna Racewicz.
Świadkiem całej sytuacji był jej 9-letni syn Igor, który przyszedł na grób taty, by opowiedzieć mu o swoim sukcesie na boisku.