"Ministerstwo Ziobry dzieli pedofilów na złych i dobrych". Sprawdzamy, dlaczego w rejestrze nie ma księży

W tzw. rejestrze pedofilów na stronach ministerstwa sprawiedliwości księża zostali pominięci. Na zdjęciu pan Marek, ofiara księdza pedofila w Kartuzach.
W tzw. rejestrze pedofilów na stronach ministerstwa sprawiedliwości księża zostali pominięci. Na zdjęciu pan Marek, ofiara księdza pedofila w Kartuzach. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Prezes Fundacji "Nie lękajcie się" nie ma wątpliwości, że nie stało się to przypadkiem. Wyraża przy tym nadzieję, że przynajmniej w rejestrze niejawnym są dane duchownych-pedofilów. Marek Lisiński dokładnie bowiem prześledził rejestr publiczny i nie znalazł tam danych ani jednego księdza skazanego za przestępstwa na tle seksualnym wobec osób nieletnich.

– Prawo do ochrony naszych dzieci stawiamy ponad anonimowość przestępców – obwieścił z dumą minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, ogłaszając urochomienie Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. "Budzimy się w bezpieczniejszej Polsce (...). Realnie zmieniamy państwo" – podkreślił w Nowy Rok zastępca Ziobry, Patryk Jaki. I nawet przeciwnikom "dobrej zmiany" nie pozostało nic innego, jak przyklasnąć. "Wreszcie coś pozytywnego z tego ministerstwa. Zero litości dla zwyrodnialców. Więcej bezpieczeństwa dla dzieci i rodziców" – napisał jeden z internautów pod tekstem Darii Różańskiej o uruchomieniu rejestru, tłumacząc, że jako rodzic czuje się teraz bezpieczniej.

Rejestr został "odpalony" tuż po północy w sylwestrową noc i od tego czasu odwiedziło go mnóstwo osób. Niektórzy sprawdzali "po omacku" – czy jakiś pedofil z publicznego rejestru mieszka w ich mieście, czy jest tu jakieś znane im nazwisko. Odnotowano pierwszy ważny sukces – w jednym z miasteczek w Małopolsce rodzice dzięki rejestrowi odkryli, że w ich domu kultury zatrudniony jest pedofil. Mężczyzna od razu stracił pracę a dyrektor ośrodka musi się liczyć z konsekwencjami za to, że nie sprawdził kryminalnej przeszłości pracownika.
Prezes Fundacji "Nie lękajcie się" Marek Lisiński w publicznym rejestrze szukał konkretnych nazwisk, bo wiedział, że osoby te na ministerialnej liście znaleźć się powinny. A jednak nie znalazł ani jednej. Fundacja pomaga ofiarom nadużyć seksualnych ze strony osób duchownych i ma dane kilkudziesięciu księży skazanych za molestowanie lub nawet gwałt (o walce polskiego Kościoła z tym zjawiskiem pisaliśmy tutaj). Żadna z nich jednak nie firuguje w rejestrze.
Marek Lisiński
prezes Fundacji "Nie lękajcie się"

W naszym rejestrze jest ponad 50 księży, którzy zostali już prawomocnie skazani m.in. za gwałty. Niektórzy z nich wciąż siedzą w więzieniu, inni są już na wolności. Szukałem ich nazwisk, ale nie ma ich w tym rejestrze. Mam nadzieję, że chociaż są w tym drugim, utajnionym rejestrze.

Jak wyjaśniło w przesłanej nam odpowiedzi ministerstwo sprawiedliwości, ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym, na mocy której uruchomiono tzw. rejestr pedofilów, określa, iż do rejestru publicznego trafiają dane szczególnie groźnych przestępców – na przykład pedofilów skazanych za gwałt na dziecku poniżej 15. roku życia czy też pedofilów-recydywistów. W rejestrze tym nie są więc zamieszczane dane tych, którzy odsiedzieli wyrok wyłącznie za samo molestowanie.

Sprawdziliśmy wykaz pedofilów na liście ministerstwa sprawiedliwości i spośród księży jakich mamy w bazie skazanych nie ma żadnego. Książa pedofile są chronieni. Co to oznacza? Marek Lisiński

Opublikowany przez Fundacja "Nie lękajcie się" na 3 stycznia 2018
Ale dlaczego zatem nie ma tu danych niesławnego księdza Romana? Tak, tego, który uczynił z 13-letniej dziewczynki swoją niewolnicę. Tego, który wielokrotnie ją zgwałcił. Tego, który zmusił ją do aborcji, bo "nie chciał mieć bachora". Tego, który za swoje przestępstwa dostał wyrok 8 lat więzienia i odsiedział z tego 4 lata. Tego, którego jego zakon udzielił wsparcia i po wyjściu na wolność ponownie pozwolił odprawiać msze i uczyć dzieci w szkole (o księdzu Romanie B., który ostatnio był w kościele w Puszczykowie pisała w reportażu dla "Dużego Formatu" Justyna Kopińska).
MAREK LISIŃSKI
prezes Fundacji "Nie lękajcie się"

Dziś nie wiadomo, gdzie ksiądz Roman przebywa. A na pewno powinien być w takim rejestrze. Nie ma wątpliwości, że jest wyjątkowo groźnym przestępcą seksualnym i otoczenie powinno o tym wiedzieć.

Z wyjaśnień, jakie uzyskaliśmy w ministerstwie sprawiedliwości (pełną odpowiedź na nasze pytania publikujemy na końcu tekstu), wynika, iż ksiądz Roman oraz inni skazani pedofile mieli szansę postarać się o wykreślenie z rejestru. –Każdy z tych sprawców, jeśli został skazany przed 1 października 2017 r., miał prawo wystąpić do sądu z wnioskiem o wyłączenie jego danych z rejestru publicznego – wyjaśnił nam ekspert ministerstwa Jerzy Kubrak. Poinformował przy tym, że rejestr nie kategoryzuje sprawców przestępstw według zawodów.

Marek Lisiński uważa jednak, że to nie przypadek, iż wśród blisko 800 ujawnionych danych nie ma ani jednego księdza pedofila. Jego zdaniem resort Zbigniewa Ziobry chroni pedofilów w sutannach. – Wygląda na to, że ministerstwo dzieli pedofilów na złych i dobrych, na równych i równiejszych – ubolewa prezes "Nie lękajcie się". Opisuje przy tym, jak trudno się współpracuje z wymiarem sprawiedliwości w sprawach dotyczących przestępstw seksualnych popełnionych przez osoby duchowne. Na przykład stałym wyjaśnieniem jest to, że resort sprawiedliwości nie prowdzi statystyk, ilu pedofilów to księża, a ilu to dziennikarze czy lekarze – z punktu widzenia prawa nie ma bowiem rozróżnienia na pedofila i księdza pedofila. Choć to chyba nie do końca prawda...
W 2013 r. za rządów koalicji PO-PSL wiceminister sprawiedliwości Stanisław Chmielewski w odpowiedzi na pismo senatora PiS Jana Marii Jackowskiego przedstawił statystyki dotyczące osób odsiadujących wyroki za czyny pedofilskie. Wówczas w więzieniach przebywało prawie półtora tysiąca takich osób i dane o ich wykształceniu i zawodzie nie były tajemnicą. Okazało się, że aż 900 osób spośród 1468 osadzonych nie miało żadnego wyuczonego zawodu. Jedynie "pojedyncze osoby" wykonywały zawody takie jak inżynier, lekarz, nauczyciel, pedagog, wychowawca czy duchowny kościoła katolickiego. Zresztą w mediach o tym piśmie było wówczas głośno – prawica ogłosiła, że jest to dowód na antykościelną nagonkę, skoro księża w tym zestawieniu stanowią bardzo niewielki odsetek.
Dziś Fundacja "Nie lękajcie się" prowadzi starania o to, by ustalić, co się dzieje z duchownymi skazanymi za przestępstwa seksualne. – Chcemy wiedzieć, czy dalej są na parafiach, czy znów pracują z dziećmi. Wiemy, że niektórzy zostali "pochowani" w domach księży-emerytów, niektórzy zostali wysłani zagranicę – wyjaśnia Marek Lisicki. Ustalenie tego, czy księża-pedofile nie stanowią zagrożenia dla otoczenia po wyjściu zza krat, nie jest jednak proste. – Niedawno wysyłaliśmy do sądów pisma z prośbą o udostępnienie wydanych wyroków. Niektóre sądy odpowiedziały na naszą prośbę pozytywnie, ale inne odmawiają, zasłaniając się tajemnicą – przyznaje prezes fundacji. Liczył, że w tych poszukiwaniach pomoże ministerialny rejestr, ale zawiódł się. – Z mojego punktu widzenia ten rejestr nie spełnia oczekiwań – mówi Marek Lisiński.
Odpowiedzi z Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie zawartości Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym


Czy ministerstwo prowadzi jakiekolwiek statystyki, w których dzieli przestępców seksualnych na kategorie zawodowe (księża, dziennikarze, prawnicy itp.)?

Ustawa o z dnia 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym (Dz. U. poz. 862 i 1948), na mocy której wprowadzony został Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, nie przewiduje kategoryzowania sprawców według zawodu, czy wykonywanego zajęcia.

Czy w rejestrze publicznym są dane wszystkich osób skazanych prawomocnie za przestępstwa na tle seksualnym, czy też ich dane były w jakiś sposób wybierane? Jeśli tak, to na jakiej podstawie?


Najgroźniejsi przestępcy na tle seksualnym, poza umieszczeniem ich danych w rejestrze z dostępem ograniczonym, trafiają dodatkowo do rejestru publicznego.

Spośród sprawców czynów popełnionych przed 1 października 2017 r. do rejestru publicznego trafili sprawcy zgwałceń popełnionych ze szczególnym okrucieństwem oraz gwałciciele, których ofiarami były dzieci poniżej 15 roku życia. Każdy z tych sprawców, jeśli został skazany przed 1 października 2017 r. miał prawo wystąpić do sądu z wnioskiem o wyłączenie jego danych z rejestru publicznego.

W przypadku sprawców czynów popełnionych od 1 października 2017 r. do rejestru publicznego trafiają sprawcy zgwałceń popełnionych ze szczególnym okrucieństwem, gwałciciele, których ofiarami były dzieci poniżej 15 roku życia, a dodatkowo także recydywiści - jeśli którekolwiek przestępstwo na tle seksualnym popełnili na szkodę małoletniego (do 18 roku życia) i zostali uprzednio skazani na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania. Decyzję o umieszczeniu tych sprawców w Rejestrze publicznym sądy podejmują przy orzekaniu wyroków.

Czy w rejestrze niejawnym są dane osób, które nie zostały jeszcze skazane prawomocnie za przestępstwa na tle seksualnym i postępowanie sądowe wobec nich się wciąż toczy?


W Rejestrze z dostępem ograniczonym są zamieszczane dane osób prawomocnie skazanych za przestępstwa na tle seksualnym – m.in. pedofilów i gwałcicieli, osób przeciwko którym prawomocnie warunkowo umorzono postępowanie karne w sprawach lub wobec których prawomocnie orzeczono środki zabezpieczające w sprawach o takie przestępstwa, jak również nieletnich wobec których prawomocnie orzeczono środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze.

Spośród tych, którzy popełnili przestępstwo przed 1 października 2017 r., do Rejestru z dostępem ograniczonym bezwzględnie trafili sprawcy gwałtów ze szczególnym okrucieństwem oraz gwałciciele, których ofiary nie miały więcej niż 15 lat. Sprawcy ci nie mogli złożyć wniosku o wyłączenie zamieszczenia ich danych w rejestrze z dostępem ograniczonym. 1 października 2017 r. w rejestrze tym zostały zamieszczone dane około 800 takich przestępców.

Spośród sprawców czynów popełnionych przed 1 października 2017 r. do rejestru z dostępem ograniczonym trafili również gwałciciele, których ofiary miały więcej niż 15 lat, ale mniej niż 18 lat. co do których to sprawców sądy nie orzekły o wyłączeniu ich z rejestru. Tej kategorii sprawców przysługiwało bowiem uprawnienie do złożenia wniosku o wyłączenie z rejestru z dostępem ograniczonym.

Natomiast spośród tych, którzy popełnili przestępstwo po 1 października 2017 r., do rejestru z dostępem ograniczonym trafiają wszyscy gwałciciele i pedofile, a także stręczyciele dzieci i skazani, którzy posługiwali się pornografią na szkodę dzieci. Tylko w wyjątkowych przypadkach sądy mogą orzec, że dane skazanego nie trafią do rejestru. Chodzi głównie o sytuacje, kiedy mogłoby ucierpieć dobro poszkodowanych, zwłaszcza dziecka (np. gdy skutkiem ujawnienia danych pedofila byłoby publiczne wskazanie ofiary) albo umieszczenie danych w rejestrze wywołałoby niewspółmiernie surowe skutki dla skazanego.

JERZY KUBRAK Ekspert Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji Biuro Ministra, Ministerstwo Sprawiedliwości
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...