W ignorowaniu tego problemu wielu z nas jest mistrzami. Rozwiązanie mamy przed nosem - dosłownie

Prezbiopia to naturalny proces, którego wielu 40-latków  bardzo usilnie stara się nie widzieć
Prezbiopia to naturalny proces, którego wielu 40-latków bardzo usilnie stara się nie widzieć Fot. 123rf.com / auremar
Adam Mamok jest prezbiopem i nie wstydzi się tego przyznać. Firma Essilor, której jest Dyrektorem Zarządzającym, właśnie rusza z kampanią, która ma uświadomić Polakom, że takim określeniem może posługiwać się każda osoba po 40-stce, której powoli zaczyna brakować “ręki” do odczytania drobniejszego tekstu. Za powodzenie akcji wypada trzymać kciuki, bo prezbiopia to proces, który dotyka wszystkie osoby w średnim wieku.

I choć sam ma 11 par okularów, nie upiera się, że każdy potrzebuje aż tylu. Oczywiście, jako dyrektor firmy produkującej soczewki, pewnie życzyłby sobie, żebyśmy mieli ich jak najwięcej, ale przyznaje, że do tego ma zamiar przekonywać Polaków w drugiej kolejności, Bardziej istotną kwestią, jest ta, że wielu z nas nie posiada ani jednej pary. A powinno.

- Czy wie pani, że co piąty kierowca ma nieskorygowaną wadę wzroku? Ci, którzy okulary noszą, wymieniają je raz na trzy lata. To oczywiście średnia, bo niektórzy robią to rzadziej.

Z czego to, pana zdaniem, wynika?

Powodów jest kilka. Pierwszy jest taki, że każda dziedzina naszego życia, która nie jest w jakiś sposób mocno promowana, nie przyciąga naszej uwagi.

Fakt, że słabo widzimy ciężko ignorować.

Niestety, w jakiś sposób nam się to udaje. Dodatkowo, często bardziej troszczymy się o wygląd oprawek, a soczewki traktujemy po macoszemu. Na zachodzie Europy świadomość co do jakości soczewek jest znacznie większa. Inna kwestia jest taka, że w krajach zachodnich państwo bardzo mocno wspiera dbanie o wzrok. W Polsce oczywiście też mamy w tym obszarze wsparcie, ale jest ono symboliczne.
A więc nie wymieniamy okularów i nie kupujemy dobrych, bo są po prostu drogie.

Nie. Oczywiście, dobre produkty muszą kosztować, tu nie ma tu zależności odwrotnej. Z drugiej strony, ze zleconych przez nas badań wynika, że Polacy są skłonni wydać większą kwotę, jeśli wiedzą, co dokładnie dostaną w zamian. Pewnie, siła nabywcza na zachodzie jest wyższa, ale to nie jest czynnik przesądzający.


Istotną rolę gra tu świadomość. My chcemy ją budować, dlatego ruszamy z kampanią “Czas na wzrok”, w której tłumaczymy, że u większości osób z grupy 40+ zaczyna się fizjologiczny proces, który nazywa się prezbiopią.

No właśnie. To fakt, z którego nie zdajemy sobie sprawy, a zjawisko dotyka właściwie wszystkich.

Sama nazwa “prezbiopia”, czy po polsku: “starczowzroczność”, to naturalny proces fizjologiczny, któremu podlega człowiek po 40 roku życia. Mówiąc bardzo obrazowo, objawia się to tym, że czytając książkę, smsa - musimy coraz dalej odsuwać od siebie rękę. W momencie, w którym ręki przestaje nam “wystarczać”, dzwoni ostatni dzwonek. Wtedy najwięksi spóźnialscy trafiają do optyków czy okulistów.

A optyk czy okulista zaproponuje im okulary. Jakie?

Osoby z prezbiopią potrzebują okularów progresywnych, które pozwalają widzieć na każdą odległość. Jadąc samochodem widzimy obiekty, które znajdują się daleko. Widzimy w nich dobrze również obszary pośrednie, czyli na przykład obraz z komputera, ale również bliż, czyli wszystko mamy przed sobą - książkę czy smartfona.

Wokół okularów progresywnych narosło jednak sporo stereotypów: że są drogie, że można się do nich “nie przyzwyczaić”.

To nieprawda. Do okularów progresywnych jest w stanie przyzwyczaić się każdy człowiek, który nie ma chorób oczu. Pod warunkiem, że te okulary ma dobrze dobrane. Problem leży więc często w okularach kiepskiej jakości lub źle wykonanym montażu czy niepoprawnie przeprowadzonym badaniu.

Jak działają okulary progresywne? Różne obszary szkieł mają różną moc?

Tak działały, kiedyś bardzo popularne, okulary dwuogniskowe, czyli do bliży i do dali, z taką charakterystyczną “wtopką”. W górnej części te okulary miały inną moc, która pozwalała nam widzieć wyraźniej dal, a w dolnej inną, do bliży, co nie było rozwiązaniem komfortowym, bo obszary pośrednie nam się rozmazywały. W okularach progresywnych przejście między strefami do widzenia na różne odległości jest płynne i dopasowane indywidualnie do każdego użytkownika.

W Polsce mamy 16 mln prezbiopów, czyli tych wszystkich ludzi 40+, którzy powinni nosić okulary progresywne. Niepokojącą wiadomością jest to, że 4,5 mln Polaków w wieku prezbiopijnym nie koryguje wzroku, nie noszą żadnych okularów.

Jesteśmy masochistami?

Jesteśmy nieświadomi. Dlatego bardzo ważne, aby o tym mówić. Mamy też 11,5 mln osób, które jakąś korekcję mają, ale okulary progresywne nosi zaledwie 2 mln z nich. To oznacza, że 9 mln nosi albo okulary z “wtopką”, albo korzysta wymiennie z dwóch par. Wiele osób ratuje się też tanimi okularami do czytania z drogerii, które bardzo naszym oczom szkodzą.

W jakim sensie?

Kupując okulary w drogerii robimy to na chybił trafił, dobieramy je metodą prób i błędów, opierając się na wiedzy, którą kiedyś uzyskaliśmy odnośnie naszej wady. Możemy nie zdawać sobie jednak sprawy, że nasza wada jest szersza: możemy mieć astygmatyzm, który wymaga zupełnie innej konstrukcji szkieł.

A zakładając, że wcześniej odwiedziliśmy okulistę, mamy aktualne badania, wiemy dokładnie, jakiej mocy soczewek potrzebujemy - czy wtedy takie okulary możemy sobie sprawić?

Jakość, konstrukcja i technologia wykonania soczewki ma znaczenie fundamentalne. Nie da się wyprodukować soczewki, która kosztuje niewiele, ale jest wysokiej jakości. Okulary za 25-30 zł nie mogą być dobrej jakości.

Jeśli chcemy poprawić jakość widzenia i idziemy zbadać wzrok, a nie możemy sobie pozwolić na większy jednorazowy wydatek, okulary można kupić również na raty. Dzięki temu, mamy pewność, że postawiliśmy na najlepszą możliwą korekcję wzroku.

Brak dbałości o wzrok można też tłumaczyć brakiem czasu na wybranie się do okulisty i słabym zaufaniem do pracujących w salonach optycznych optometrystów.

Spotykam się z tym poglądem. Ujawnia się tu brak wiedzy na temat tego, kim jest optometrysta. A jest to osoba bardzo dobrze przygotowana do wykonywania badań wzroku. Oczywiście, tak jak w przypadku lekarzy, mamy lepszych i gorszych optometrystów, jak w każdym zawodzie.

Ja na badanie wzroku idę zwykle właśnie do optometrysty, bo okulistę postrzegam jako osobę od chorób oczu. Oczywiście, badanie przeprowadzone przez okulistę będzie wykonane bardzo dobrze, ale optometrysta zrobi to równie profesjonalnie.

Załóżmy więc, że trafiliśmy do optometrysty, badanie mamy za sobą i zaczynamy wybierać okulary. Co powinniśmy wiedzieć o szkłach?

Sugeruję, aby najpierw samemu sobie zadać pytanie, jak żyjemy i w trakcie rozmowy z optykiem dokładnie odpowiadać na jego pytania. Optyk na tej podstawie dopasuje nam szkła.

Znaczenie ma na przykład, czy pracujemy na zewnątrz czy wewnątrz. Jeśli spędzamy dużo czasu wchodząc i wychodząc z pomieszczenia na zewnątrz, przydadzą nam się soczewki typu Transitions, które reagują na zmianę natężenia światła: zabarwiają się na zewnątrz i odbarwiają w pomieszczeniach.

Czyli tak zwane “fotochromy”?

Tak, ta technologia poszła mocno do przodu. Soczewki fotochromowe Transitions mają wiele kolorów. A soczewki Transtions Extractive zabarwiają się też, kiedy wchodzimy do samochodu, więc są idealne dla kierowców.

Inny aspekt wart rozważenia: soczewki, które chronią przed światłem niebieskofioletowym emitowanym przez urządzenia elektroniczne EyeZen. Dzięki nim praca z urządzeniem staje się mniej męcząca. Dodatkowo, wspomagają one widzenie, bo mają lekki dodatek mocy w okolicach dolnej soczewki, a więc kiedy oko jest zmęczone - lekko mu pomagają, wyostrzają obraz w dolnych częściach. Co ważne, jest to rozwiązanie zarówno dla osiemnasto, jak i czterdziestolatków.

Niezależnie od rodzaju, naszym celem jest przekonać Polaków, że jeśli zdecydują się zainwestować w jakość, to od nas tę jakość dostaną.

Co pan rozumie tu przez jakość? Jak długo “wytrzymają” wasze okulary?

Dobra jakość rozumiem tu przez dostarczenie konsumentowi produktu, który zapewni nam najlepsze możliwe widzenie i ochronę. Nie należy skupiać się na “wytrzymałości” okularów, bo wady wzroku mają to do siebie, że postępują. Ja mam 44 lata. Za 2 - 3 lata będę musiał te okulary, w których dzisiaj widzę idealnie, wymienić.

Jak szybko postępuje wada w prezbiopii?

To zależy indywidualnie od każdego człowieka. Zaleca się jednak, żeby do okulisty czy do optometrysty zgłaszać się raz w roku na kontrolę - albo po nowe okulary, bo przecież nie jest powiedziane, że mamy mieć tylko jedną parę. Ja traktuję okulary jak element biżuterii.

Ile ma pan par?

11. Ale 75 proc. Polaków ma tylko jedną parę. Na zachodzie - większość ma minimum 3-4 pary. Jest to kwestia wypracowania przyzwyczajenia oraz swego rodzaju potrzeby, nad czym od kilku lat pracujemy. Ile mamy telefonów? ile samochodów? Często więcej niż jeden. Z okularami może być podobnie. Są przecież podatne na zniszczenie.

Sam miałem niedawno sytuację, w której podczas wycieczki okulary spadły mi na podłogę w autobusie. Dodatkowo niechcący nadepnąłem na szkła. Efekt był wiadomo jaki. Ale w hotelu miałem druga parę, więc nie było problemu, poza tym, że szczególnie lubiłem te oprawki. Jednak dla kogoś, kto ma bardzo dużą wadę, brak okularów w sytuacji “wyjazdowej” byłby ogromnym problemem. Taka osoba nie mogłaby normalnie funkcjonować.

W ramach kampanii “Czas na wzrok” będziecie przekonywać jednak, żebyśmy zatroszczyli się przynajmniej o jedną, porządną parę.

Biorąc pod uwagę wspomnianą sytuację na rynku, postanowiliśmy mocno popracować nad świadomością Polaków, dotyczącą troski o wzrok. Mówimy: warto badać wzrok przynajmniej raz w roku. Proponujemy też rozwiązanie: okulary progresywne dobrej jakości. Stąd nasza kampania, która od 8 marca zostanie poszerzona o bardzo mocną reklamę szkieł progresywnych Varilux telewizji. Jej ambasadorką jest Danuta Stenka, która nasze okulary nosi już trzeci rok.

Zależy nam, żeby zbudować świadomość marki Varilux, która w krajach Europy Zachodniej jest bardzo wysoka. U nas dopiero wzrasta, ale już widzimy, że wzrasta intensywnie, bo klienci zaczynają przychodzić do nas i pytać konkretnie o Variluxa. Moją ambicją zawodową jest sprawić, żeby Varilux stał się synonimem okularów progresywnych, tak jak Adidas stał się synonimem butów sportowych, a jeep - samochodu terenowego.

Artykuł powstał we współpracy z Essilor Polonia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...