
Nie ma dnia bez Beaty Tadli i Jarosława Kreta na okładce kolorowych pism. Para rozstaje się w taki sposób, że co chwilę dostarcza pożywki tabloidom. "Fakt" opisuje dziś, jakie SMS-y wysyła pogodynek dziennikarce. Niestety, tu już zdecydowanie nie ma szans na rozstanie z klasą.
REKLAMA
Obraźliwe SMS-y, jak pisze "Fakt", przychodzą na numer Beaty Tadli codziennie. Jarosław Kret zarzuca swojej (chyba już zdecydowanie) byłej partnerce choćby to, że... nie potrafiła robić jajecznicy i źle wyciskała soki. Wiadomości z różnego rodzaju pretensjami, jak twierdzi znajomy Beaty Tadli, przychodzą nawet kilka razy dziennie. Jarosław Kret próbuje w nich przerzucić winę na partnerkę za to, że ich związek kończy się fiaskiem.
Sama Tadla ponoć początkowo wdawała się z Kretem w dyskusje. Potem zamilkła – uznała, iż rozmowa na takim poziomie nie ma sensu. Dziennikarka publicznie o swoim rozstaniu z Jarosławem Kretem mówi niewiele. Częściej coś sugeruje...
W Dniu Kobiet furorę zrobił jej wpis na Instagramie z cytatem: "Myślę, że to głupie ze strony kobiet, by udawać, że są równe mężczyznom. One są znacznie lepsze, i zawsze były. Cokolwiek dasz kobiecie, ona uczyni to lepszym. Jeśli dasz jej spermę, da Ci dziecko. Dasz jej zakupy, ona da ci posiłek. Dasz jej uśmiech, ona da ci swoje serce. Mnoży i powiększa wszystko co się jej da. Więc jeśli gów** jej dasz, spodziewaj się wielkiego gów**". O jajecznicy i o wyciskaniu soków nic nie było...