Rozwiązują problem, którego inni wolą nie widzieć. Wolontariusze z tej firmy rozdali dzieciom setki okularów

Grupa Essilor prowadzi program Zobacz Lepszą Przyszłość, korygując wzrok dzieciom z domów dziecka
Grupa Essilor prowadzi program Zobacz Lepszą Przyszłość, korygując wzrok dzieciom z domów dziecka Fot. materiały prasowe
Nie muszą być różowe, nawet te najzwyklejsze pomagają patrzeć w przyszłość - z takiego założenia wychodzą wolontariusze prowadzący przesiewowe badania wzroku w domach dziecka. I choć podobnie poetyckimi stwierdzeniami posługuje się, zresztą słusznie, wiele organizacji pomocowych, to jak pokazują dane, właśnie tak prozaiczna kwestia, jak możliwość założenia na nos okularów, daje dzieciakom gigantyczne fory na życiowym starcie.

- W zeszłym roku przebadaliśmy 4 tysiące dzieci z domów dziecka w całej Polsce. Wie Pani ile przekazaliśmy okularów? - pyta Mirosław Nowak, Country VP Grupy Essilor na Polskę i kraje bałtyckie - Tysiąc! To znaczy, że korekcji potrzebowało co czwarte dziecko - mówi w rozmowie z naTemat.

Dla pracowników Grupy Essilor, którzy w programach "Zobacz lepszą przyszłość" i "SOS dla wzroku" uczestniczą w ramach wolontariatu, takie statystyki to dodatkowy czynnik motywujący: - Marzy nam się, żeby objąć tymi programami wszystkie domy dziecka w całej Polsce - zdradza Mirosław Nowak.

Programy pilotowane przez Grupę Essilor to, w skali branży optycznej, inicjatywy unikalne - podobnie jak zaangażowanie pracowników firmy. Wolontariusze programu "Zobacz lepszą przyszłość" otrzymali nominację w konkursie "Dobroczyńca Roku", organizowanym przez Akademię Rozwoju Filantropii.


Mirosław Nowak przekonuje, że pracownicy Grupy Essilor na nagrodę zdecydowanie zasłużyli, ale podkreśla, że dla wolontariuszy najważniejsza była pomoc dla dzieci. W rozmowie z naTemat tłumaczy, dlaczego programy i akcje edukacyjne związane z profilaktyką wad wzroku są w Polsce tak bardzo potrzebne.
Angażuje się Pan osobiście w wasze akcje społeczne?

Jestem pomysłodawcą akcji "Zobacz lepszą przyszłość", więc chyba można tak powiedzieć (śmiech).

Skąd wziął się pomysł na tego typu działania?

Jedna ze spółek Grupy Essilor, JZO, już od 15 lat prowadzi działania związane z badaniem wzroku u dzieci. Tymi badaniami objęte są wszystkie pierwszaki z Jeleniej Góry, Kowar oraz Zgierza, a te, które potrzebują korekcji, dostają od nas szkła za darmo.

To był przyczynek do tego, aby wymyślić kolejną akcję - tym razem już ogólnopolską, związaną z badaniami wzroku u dzieci.

Domy dziecka to miejsca, w których praca może być dla wolontariusza, zwłaszcza niedoświadczonego, sporym wyzwaniem emocjonalnym. Nie miał Pan w związku z tym obaw?

Jedyną trudnością, o jakiej myślałem, było to, że jako firma, bądź co bądź, komercyjna, mamy do tego typu placówek utrudniony wstęp. Musimy przekonywać, że nie zawsze kierujemy się zmysłem biznesowym i że są działania, które podejmujemy po prostu dlatego, że chcemy pomóc. Na początku musimy więc poświęcić sporo energii, żeby zbudować zaufanie.

W przypadku "Zobacz lepszą przyszłość" było nam łatwiej, bo jako przykład mogliśmy podać badania w szkołach, o których wspominałem wcześniej. Sporą przewagę dał nam również zespół, doświadczony w organizowaniu tego typu przedsięwzięć.

Kiedy już ruszyliśmy, z każdym kolejnym spotkaniem było łatwiej. Domy dziecka komunikują się między sobą, przedstawiają sobie nawzajem rekomendacje. Kiedy rozeszła się informacja o tym, że nasze działania przynoszą efekty, program zaczął rozwijać się coraz prężniej. Mam nadzieję, że nadal tak będzie.
Program bazuje na zaangażowaniu waszych pracowników-wolontariuszy. Mocno trzeba było ich do udziału w nim namawiać?

Nie, zainteresowanie było i jest bardzo duże. Dla wielu z nich udział w takich projektach jest przeżyciem bardzo emocjonalnym. Kiedy pytam o wrażenia, niektóre osoby autentycznie się wzruszają. Wspominają na przykład, jak dzieci oprowadzały ich po swoich pokojach, czy dzieliły się swoimi “sekretami”.

Pomaganie ma zawsze dwie strony: z jednej robimy coś dobrego dla kogoś, z drugiej - dla siebie samych, bo radość związana z czynieniem dobra to ogromne przeżycie. Nic więc dziwnego, że osoby zaangażowane w wolontariat z własnej inicjatywy namawiają do udziału w projekcie kolegów. To już samo w sobie jest sukcesem tego programu.

Ile działań CSR-owych obecnie prowadzicie?

Mamy kilka kluczowych obszarów, w których się poruszamy. Oprócz badań przesiewowych prowadzonych w domach dziecka, czyli właśnie "Zobacz lepszą przyszłość" oraz "SOS dla wzroku", obecnie prowadzimy również kampanię “Czas na wzrok 40+”. Jak nazwa wskazuje, skierowana jest ona do osób po 40-stce i wiąże się z problemem, który nazywa się prezbiopia. Nazwa ta oznacza pogłębiającą się trudność z widzeniem z bliskiej odległości.

Trochę innym rodzajem aktywności, ale ciągle pozostającym w sferze edukacji, jest Optyczne Forum Naukowe, czyli spotkania profesjonalistów z branży optycznej - przedstawicieli uczelni, optyków, okulistów, optometrystów.
Pytam o liczbę, bo zastanawiam się, czy tak szeroki zakres działań pomocowych oraz edukacyjnych jest charakterystyczny dla branży w ogóle, czy to jednak specyfika waszej firmy.

Działalność tego typu wpisuje się w naszą misję, którą jest poprawa jakości życia poprzez poprawę widzenia. Trudno mi powiedzieć, w jakim stopniu angażują się inne firmy, ale mam poczucie, że jesteśmy na tym polu liderem - robimy najwięcej, na największą skalę.

Co jest miarą dobrego programu CSR?

Zdecydowanie zasięg. Liczy się to, ile osób usłyszy komunikat mówiący “Widzenie jest ważne” oraz to, ilu osobom jesteśmy w stanie pomóc poprzez nasze działania. Nie mniej istotne jest również to, ilu pracowników aktywnie podejmuje działania pomocowe, nie tylko te, skierowane do dzieci, ale do wszystkich, którzy tej pomocy potrzebują.

Pomocy, a właściwie uświadomienia im, że mają problem, potrzebują też osoby z prezbiopią, czyli adresaci waszego programu “Czas na wzrok 40+”.

Tak, choć należy zaznaczyć, że prezbiopia nie jest chorobą, ale normalnym procesem fizjologicznym, który dotyczy każdego człowieka. 40 lat to granica umowna, ale właśnie w tych okolicach zaczynają się problemy z widzeniem do bliży.

O tym, że “coś z tym trzeba zrobić” decydujemy zwykle, kiedy ręka staje się za krótka, żeby odsunąć od oczu książkę czy telefon. A tak naprawdę trzeba działać dużo wcześniej, bo prezbiopia to nie tylko dyskomfort związany z tym, że nie potrafimy czegoś przeczytać, ale również, na przykład, bóle głowy, związane ze wzmożoną pracą wzroku.
Wśród ludzi 40+ prezbiopów w Polsce mamy, według różnych szacunków, 80-90 proc. Jak ocenia Pan stan naszej wiedzy na ten temat?

Jeśli chodzi o prezbiopię, to nasza świadomość jest niska. W wielu europejskich krajach wiedza dotycząca choćby, tego, że przy tego typu problemach najlepszym rozwiązaniem są soczewki progresywne, jest znacznie wyższa.

A jak wygląda świadomość związana z wadami wzroku wśród dzieci?

Tu, niestety, wzorzec się powtarza. Prowadząc badania przesiewowe dla sześciolatków zauważyliśmy, że ogromny procent dzieci z tych, które już za moment pójdą do szkoły, nigdy wcześniej nie spotkało się ze specjalistą od wzroku. Korekcji wymaga aż 30-40 proc. przyszłych pierwszaków, a 80 proc. z nich nie posiada okularów.

I tu właśnie wychodzi brak świadomości rodziców. W okresie tak intensywnego rozwoju dzieci po prostu powinny widzieć dobrze. Wzrok to kluczowy zmysł poznawania świata. Większość bodźców dociera do nas właśnie za jego pośrednictwem. Jest on również kluczowy, jeśli chodzi o naukę. Dziecko, które nie widzi tak, jak powinno, ma z reguły trudności w szkole - nie dlatego, że jest gorsze, ale właśnie dlatego, że nie widzi. Może mieć też problemy z nawiązywaniem kontaktów, niską samoocenę. Te czynniki w późniejszym życiu mogą złożyć się na naprawdę ciężki bagaż emocjonalny.
Pogłębianie wiedzy ogólnej, to jedno. Ale na skuteczność działań profilaktycznych składa się również stan wiedzy profesjonalistów. W tym obszarze dostrzegacie jakieś braki?

Nasza branża nieustannie się zmienia. Cały czas powstają nowe technologie. Mogłoby się wydawać, że soczewka jest prostym elementem - kawałkiem plastiku, czy, już rzadziej, szkła. Tymczasem ich konstrukcje, choćby w przypadku soczewek progresywnych, bywają bardzo skomplikowane, zależne od wielu indywidualnych czynników: rodzaju oprawki, cech fizjologicznych czy nawet stylu życia danej osoby.

My sami co rok, co dwa lata wychodzimy z kolejną innowacją. Wiedzę na ten temat trzeba nieustannie aktualizować i przekazywać specjalistom - nawet tym z dużym doświadczeniem.

Optyczne Forum Naukowe służy właśnie jako platforma do takiej komunikacji, ale nie tylko: dla nas jest to również szansa aby wiedzę z różnych dziedzin optyki nieustannie pogłębiać.

Które z działań pomocowych i edukacyjnych, prowadzonych przez Grupę Essilor są Panu najbliższe?

Ważne są oczywiście wszystkie. Wcześniej podejmowaliśmy też działania w zakresie edukacji kierowców, które są niezwykle istotne bo nie tylko poprawiają komfort prowadzenia pojazdu, ale przede wszystkim bezpieczeństwo. Prezbiopia to również temat bardzo ważny. Muszę jednak przyznać, że działania związane z pomaganiem dzieciom są mojemu sercu najbliższe.

Artykuł powstał we współpracy z Grupą Essilor.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...