Nie śpij z komórką, bo to szkodzi. Ile w tym prawdy? Sprawdź, będzie ci bardzo głupio, że w to kiedyś wierzyłeś

Z komórkami praktycznie się dzisiaj nie rozstajemy. O szkodliwości "promieniowania" jakie wytwarzają, dowiadujemy się często właśnie z ich małych ekraników.
Z komórkami praktycznie się dzisiaj nie rozstajemy. O szkodliwości "promieniowania" jakie wytwarzają, dowiadujemy się często właśnie z ich małych ekraników. Fot. unsplash.com / Matthew Kane
Na rewelacje pod tytułem: komórki emitują szkodliwe "promieniowanie" i zwiększają ryzyko nowotworów, prędzej czy później natknie się każdy użytkownik internetu. W efekcie, rady zatroskanych babć pod tytułem: “Nie śpij z komórką, bo to szkodzi” słychać dzisiaj mniej więcej tak samo często jak: “Nie biegaj tyle bo się spocisz i zachorujesz”. I jest w nich mniej więcej tyle samo sensu.

Paradoksalnie, o szkodliwości komórek najczęściej czytamy właśnie na ekranach smartfonów. Gdybyśmy bardziej uważali na lekcjach fizyki, może nie dalibyśmy się tak łatwo łapać na haczyki click-baitowych tytułów. A tak, zamiast podejść do sprawy zdroworozsądkowo, klikamy kolejne linki odnośników, zawartych w sensacyjnej notce, które zamiast ku wyjaśnieniom, prowadzą ku jeszcze bardziej szokującym odkryciom “amerykańskich naukowców” (elektrosmog!, elektrowrażliwość!).

Zanim jednak zaczniecie na serio rozważać całkowitą izolację od “promieniowania” elektoromagnetycznego (spoiler alert: to nierealne), zapoznajcie się z argumentami zdroworozsądkowymi. Najpowszechniejsze mity obala prof. Andrzej Krawczyk – prezes Polskiego Towarzystwa Zastosowań Elektromagnetyzmu.

Promieniowanie elektromagnetyczne….
... to nie do końca precyzyjna nazwa. Nasze telefony komórkowe nie tyle “promieniują”, co wytwarzają pole elektromagnetyczne. Przesyłanie danych pomiędzy telefonem a stacją bazową, zwykle umieszczoną na wysokim maszcie, odbywa się za pomocą fal elektromagnetycznych.


Dlaczego precyzja jeśli chodzi o nazwę ma aż takie znaczenie? Zdaniem profesora Krawczyka, to właśnie błędna analogia leży u podstaw stworzenia mitu o szkodliwości komórek: - “Promieniowanie” elektromagnetyczne automatycznie skojarzono z promieniowaniem atomowym. To nie jest jedno i to samo! Promieniowanie atomowe, to tzw. promieniowanie jonizujące, które zmienia strukturę atomu. Pole elektromagnetyczne, nawet to o bardzo dużej sile, nie ma takiego efektu - podkreśla profesor.

Komórki wytwarzają pole elektromagnetyczne
Prawda. I nie są w tym osamotnione. - Pole elektromagnetyczne (PEM) istnieje od początku wszechświata w postaci promieniowania kosmicznego czy słonecznego. Mniej więcej od 200 lat, kiedy po raz pierwszy wygenerowano prąd elektryczny, PEM jest także wytwarzane przez człowieka - tłumaczy prof. Krawczyk.

W skrócie: tam gdzie płynie prąd elektryczny, powstaje pole elektromagnetyczne. W zależności od źródła, PEM może mieć różną częstotliwość i siłę, niemniej jednak pole elektromagnetyczne wytwarzają wszystkie urządzenia elektryczne: lodówka, pralka, router czy komórka.

Fakt, że w zasięgu PEM żyjemy sobie właściwie od zawsze wcale nie znaczy, że Tesla czy Marconi nie musieli uczestniczyć w dyskusjach na temat jego rzekomej szkodliwości. Wręcz przeciwnie. Elektryfikacja w pewnych kręgach była postrzegana, mówiąc oględnie, z pewną niechęcią, a ogień reklamowany jako jedyną naturalną i zdrową metodę ogrzewania i oświetlania.

Pole elektromagnetyczne sieci komórkowych ma wpływ na choroby nowotworowe
Wyniki dotychczasowych badań przeczą temu stwierdzeniu. Tak naprawdę wykazanie zależności lub jej braku pomiędzy używaniem komórek, a wzrostem liczby zachorowań na nowotwory jest w czasach cyfryzacji dość proste: wystarczy porównać statystyki chorobowe z danego obszaru oraz dane dotyczące częstości i długości rozmów dostarczone przez operatorów.

Jak zapewnia prof. Krawczyk, projektów badawczych, które miały to sprawdzić prowadzono już sporo. - W żadnym z badań nie wykazano zależności pomiędzy rozmowami przez telefon komórkowy, a zwiększoną śmiertelnością na nowotwory - nawet na przestrzeni dekady bo właśnie tyle trwał na przykład jeden z europejskich programów - stwierdza prof Krawczyk.

Pole elektromagnetyczne nie ma absolutnie żadnego wpływu na zdrowe
Nie ma, jeśli zachowujemy zdrowy rozsądek. Bo oczywiście, wkładając dwa mokre palce do kontaktu musimy liczyć się z pewnym ryzykiem.

Profesor Krawczyk dodaje, że PEM samo w sobie również może być niebezpieczne: - Jeśli przyszłoby nam do głowy usiąść na wojskowej antenie radarowej to, owszem, prawdopodobnie „spalilibyśmy się”. Moc nadajników radarowych jest jednak ogromna - zdecydowanie nieporównywalna z antenami komórkowymi. Tę pierwszą liczymy w milionach watów (czyli megawatach – MW), natomiast drugą - w watach i jego tysięcznych częściach –miliwatach (mW).

Normy dotyczące gęstości pola elektromagnetycznego istnieją, więc jego zbyt duże dawki muszą być szkodliwe.
Maksymalna gęstość PEM w Polsce wynosi 0,1 wata na metr kwadratowy. Podobnie restrykcyjne normy, co my, posiada Rosja i Bułgaria. W większości europejskich krajów, wskaźnik ten jest znacznie wyższy i wynosi do 10 W/m2, takie same regulacje obowiązują w USA.

Międzynarodowe normy ustalane są na podstawie wieloletnich badań – i jak widać na podanych przykładach w wielu miejscach są one kilkusetkrotnie wyższe niż w Polsce, a nadal gwarantują całkowite bezpieczeństwo mieszkańcom tych krajów. Oczywiście normy muszą istnieć, choćby dlatego, żeby była możliwość nadzorowania instalacji tego typu. Jednak zbyt restrykcyjne normy wcale nie muszą nam służyć. Gdy stacje bazowe działają z niższą mocą, operator, by zapewnić dobry zasięg musi postawić ich po prostu więcej.

Mieszkanie w pobliżu masztu telefonii komórkowej jest ryzykowne dla zdrowia.
Zakładając, że czytaliście uważnie poprzednie punkty, odpowiedź jest jasna: anteny umieszczone na stacjach bazowych emitują pole elektromagnetyczne o natężeniu, które w żadnym stopniu nie zagraża zdrowiu.

Jest jednak jeszcze jeden dobitny argument mówiący o tym, że bliskość stacji bazowej nie może mieć bezpośredniego wpływu na zdrowie okolicznych mieszkańców - pole elektromagnetyczne emitowane z anteny umieszczonej na stacji bazowej rozchodzi się poziomo - bezpośrednio pod stacją jest ono najsłabsze. Dlatego obawy związane ze stawianiem nadajników na budynkach mieszkalnych są całkowicie bezpodstawne. Często korzystają oni bowiem z sygnału nadawanego przez stacje oddalone o kilkaset metrów od ich budynku, bo sygnał z dachu po prostu do nich nie dociera - tłumaczy prof. Krawczyk.

Podwyższenie norm hamuje rozwój
Prawda. - Wprowadzenie przesyłu danych w technologii 5G jest uzależnione właśnie od możliwości instalowania większej liczby małych anten. Obecne, bardzo restrykcyjne normy bardzo to utrudniają. Nie mamy możliwości wdrożenia 5G i tym samym eliminujemy się z dalszego rozwoju cywilizacyjnego - stwierdza prof. Krawczyk.

Instalacja większej liczby mniejszych anten już dzisiaj wpływa na jakość przesyłu. Im więcej anten - tym lepsza komunikacja, a także dłuższa żywotność samej z komórki: jeśli nadajnik znajduje się bliżej, komórka pracuje z mniejszą mocą, bo nie musi bardzo intensywnie sygnału poszukiwać.

Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej "Bądź w zasięgu!".

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...