Donald Glover to nowa ikona popkultury. Gra w "Gwiezdnych wojnach", a jego teledysk obejrzano ponad 130 mln razy

Donald Glover aka Childish Gambino to nowa ikona popkultury
Donald Glover aka Childish Gambino to nowa ikona popkultury Screen z YouTube / Kadr z filmu "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie"
Aktor, muzyk, komik, scenarzysta. Kariera wszechstronnego Donalda Glovera, nazywanego przez wielu człowiekiem renesansu, w tym momencie wręcz eksplodowała i rozniosła się na cały świat. O teledysku i piosence "This Is America", jego muzycznego alter ego: Childish Gambino, mówią niemal wszyscy. Możemy go też podziwiać w jednej z głównych ról w nowych "Gwiezdnych wojnach" - wciela się w postać Lando Calrissiana. To tylko wycinek portfolio człowieka, którego dzieciństwo nie zwiastowało międzynarodowej popularności.

Urodził się... w bazie lotniczej w Kalifornii, a wychowywał niedaleko Atlanty: na "białym" osiedlu w Stone Mountain. To właśnie tam w 1915 roku reaktywowano Ku Klux Klan. Nie dość, że jego rodzina była jedyną czarnoskórą w okolicy, to dodatkowo rodzice byli głęboko wierzącymi świadkami Jehowy. – Nie było łatwo. Przy każdym domu w sąsiedztwie powiewała flaga Konfederacji, biali, nawet mili dla mnie, grozili swoim córkom: "Nie waż się z nim umawiać", a religijny rygor uniemożliwiał mi, na przykład, dostęp do popkultury – wspomina obecnie 34-letni Donald Glover.
Od fana do scenarzysty "Simpsonów"
Ojciec Donalda (nie, nie jest nim Danny Glover z "Zabójczej broni") pracował na poczcie, jego mama była opiekunką żłobka, stąd przez dom przewijało się mnóstwo dzieciaków. Glover wspomina ten okres z życia jako "chaotyczny". – Pamiętam dziewczynkę, której ojciec był w narkotykowym gangu. Pewnej nocy ktoś zastrzelił jego i żonę na oczach małej. Jeszcze tej samej nocy opieka społeczna przywiozła ją do nas – opowiada artysta. Żłobek był prowadzony... w garażu. Ma sześcioro braci i sióstr: trójkę rodzonych i trójkę zaadoptowanych przez rodziców.
Konserwatywni rodzice ograniczali mu dostęp do kultury. Miał zakaz oglądania "Simpsonów", więc nagrywał odcinki z ukrycia - dyktafonem i odsłuchiwał je w czasie odrabianie lekcji. Wymykał się też do kina: a to na "Gwiezdne Wojny", a to na "Muppety". Jednak przez to, że nie wiedział co w telewizji piszczy, nie miał wspólnych tematów z kolegami w szkole, często go za to wyśmiewali.

Pierwszym przełomem w jego życiu było liceum artystyczne, do którego wysłali go rodzice. Pisał tam scenariusze do musicali i przedstawień. Rówieśnicy ze szkoły średniej uważali za następcę... Matta Groeninga, twórcy serialu "Simpsonowie". W międzyczasie zainteresował się też rapem. W 2006 roku ukończył wydział dramatu w nowojorskiej Tisch School of the Arts przy Uniwersytecie Nowojorskim. Rozwijał swój talent komediowy w teatrze improwizacji oraz na kanale na YouTube, a historia zatoczyła koło.

Two extremely talented men. Donald G. and Jamie Foxx

Post udostępniony przez Donald Glover Fan Page (@donldglover)

Taka właśnie jest Ameryka
Jego marzenie wreszcie się ziściło - w 2006 roku skontaktował się z producentem Davidem Minerem, dla którego napisał scenariusz dla "Simpsonów". Został wtedy zauważony przez Tinę Frey - gwiazdę serialu "Rockefeller Plaza 30". Został współscenarzystą produkcji. Pracował przy trzech sezonach serialu i był nominowany do nagrody Gildii Scenarzystów (Writers Guild). Pisał też skecze do do satyryczno-politycznego "The Daily Show". Przez pięć lat wcielał się w rolę Troya Barnesa w popularnym sitcomie NBC "Community".
Odszedł, bo dla odmiany chciał wypróbować siebie w muzyce. Ściągnął piracki program do komponowania piosenek, a ksywkę wziął z internetowego generatora imion Wu-Tang Clanu. Pod pseudonimem Childish Gambino wszedł w świat hip-hopu. Nagrał pierwsze rapowe demo, a w 2011 roku debiutancki album "Camp". Został dość chłodno przyjęty przez recenzentów. Opiniotwórczy serwis Pitchfork ocenił go na jedynie 1.6/10. "Krytycy zarzucali mu, że się wygłupia, że nie jest prawdziwym raperem. On sam nigdy się za takiego nie uważał. Dla niego liczyła się artystyczna ekspresja, bez znaczenia, czy chodziło o muzykę, scenopisarstwo, komedię czy aktorstwo. Do każdej z tych rzeczy wracał z różną częstotliwością" – pisał Radosław Czyż z "Wyborczej".
Artysta nagrywał jednak dalej i doszedł do momentu, w którym mówi o nim cały świat. Jego protest song "This Is America" jest manifestem od strony lirycznej i arcydziełem od strony wizualnej. "Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałem teledysk do końca, a co dopiero pięć razy pod rząd. Niewiarygodna praca!" – napisał na Twitterze Trent Raznor - lider kultowej grupy Nine Inch Nails. Piosenka i teledysk poruszają główne problemy Ameryki - powszechny dostęp do broni i rasizm. Klip jest brutalny i odrobinę stereotypowy, ale nie można mu odmówić artyzmu i zaangażowania w palące problemy społeczeństwa.
Donald Glover następcą Kanye Westa
"Człowiek renesansu" nigdy nie porzucił X muzy. Jest na topie nie tylko jako śpiewający raper, ale również jako niezwykle kreatywny filmowiec. Na srebrnym ekranie mogliśmy podziwiać go w różnorakich filmach "Magic Mike XXL", "Marsjanin" i "Spider-Man: Homecoming". Glover ma też swój serial z mocnym przesłaniem społeczno-kulturowym.
W "Atlancie" jest reżyserem, producentem, scenarzystą i gra główną rolę. Serial zgarnął dwa Złote Globy i jest świetnie przyjmowany przez widzów. "Tragikomiczne dążenia głównych postaci do zniknięcia z marginesu społeczeństwa. Surrealistyczne sytuacje, w które się ładują. Obśmiewanie bezmyślności współczesnej popkultury" – tak zalety "Atlanty" wyliczał redakcyjny kolega Kamil Rakosza. Glover określa serial mianem: "Twin Peaks dla raperów".
Przed laty podobny status w świecie miał Kanye West. Obecnie popularny raper ociupinkę zwariował. Był oskarżony o rasizm, nazwał Taylor Swift "dziwką", a jego konto na Twitterze to kopalnia dziwnych postów.
Glover zresztą wystąpił w skeczu "Saturday Night Live", w którym parodiowany jest horror "Ciche miejsce". Czyta w nim na głos kuriozalne twitty Kayne Westa. Filmik obejrzano ponad 7,5 mln razy.
Lando dostanie film solo?
Mało wam Donalda Glovera? Od 25 maja będziemy mogli go oglądać w polskich kinach w spin-offie sagi z rycerzami Jedi - "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie". Będzie młodszą wersją Lando Carlissana, którego pamiętamy ze starej trylogii. To również było przeznaczenie. W programie Ellen DeGeneres przyznał, że jego pierwsza zabawką była właśnie figurka Lando. Już teraz wiemy, że wypadł wyśmienicie: "Rewelacyjny, balansujący na granicy autoironii" – napisał recenzent z serwisu Filmweb. Nieoficjalnie mówi się też, kumpel Hana Solo również dostanie swój własny film. Plotka, która zelektryzowała fanów, została co prawda już zdementowana, ale Lucasfilm nie zaprzecza też, że takowy nigdy nie powstanie.
Wychowywany pod kloszem, czuł się zawsze wyalienowany: "Świadkowie Jehowy nie obchodzą świąt Bożego Narodzenia, nie przysięgają na flagę, ludzie tego nie rozumieją". Niełatwe, ale też nietragiczne, dzieciństwo z pewnością wyrobiło w nim wrażliwość i empatię, która magnetyzuje ludzi. Brak dziecięcych zajawek popkulturowych sprawił, że teraz ma świeższe spojrzenie na świat, ale to nie znaczy, że nie nadrobił straconego czasu. Wśród inspiracji podaje LCD Soundsystem, Ghostface Killah, Rage Against the Machine i Salvadore'a Dali. Jest też fanem "Ricka i Morty'ego", a jego ulubiona piosenka do śpiewania karaoke to "Kiss From A Rose" Seala.
Rok 2018 będzie miał symboli i jednym z nich będzie z pewnością Donald Glover. O amerykańskim artyście jeszcze nieraz usłyszymy. Jego głos zresztą też. W aktorskiej wersji "Króla lwa" będzie podkładał głos Simby.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...