Kolejny pomysł Jakiego zdenerwował internautów. "Warszawska patologia już czeka" na 1000+ za kota

Nowy pomysł Patryka Jakiego rozsierdził wiele osób.
Nowy pomysł Patryka Jakiego rozsierdził wiele osób. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
"Teraz bezpańskie psy i koty staną się towarem deficytowym w Stolicy", "zainkasujesz 1000 zł, a potem zwierzaka do lasu i po sprawie", "znowu kolejny nieprzemyślany pomysł. Przecież to kiełbasa wyborcza" – tak o nowej propozycji Patryka Jakiego piszą internauci. Chodzi o bon dla osób, które adoptowałyby zwierzaka z warszawskiego schroniska. Pomysł kandydata Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy nie tylko nie spodobał się mieszkańcom, ale także znawcom tematu, którzy podchodzą do niego ze sporą rezerwą.

Jak uczcić Dzień Psa w stolicy? Można wziąć udział we wspólnym spacerze ze swoim czworonogiem po parku. Albo uczestniczyć w akcji charytatywnej na rzecz zwierząt w schronisku. Można też, tak jak Patryk Jaki, podrzucić kilka obietnic wyborczych, chociaż kampania jeszcze się nie rozpoczęła.

Kandydat Zjednoczonej Prawicy na urząd prezydenta Warszawy zwołał więc w niedzielę konferencję prasową i zapowiedział pięciopunktowy program, którym nie ma co ukrywać, chce zdobyć głosy miłośników zwierząt. Wśród pomysłów wiceministra sprawiedliwości pojawiło się wzmocnienie warszawskiego eko patrolu – jednostki chroniącej zwierzęta, zwiększenie finansowania miejskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt "Na Paluchu", wprowadzenie darmowej sterylizacji czworonogów oraz wybudowanie w stolicy większej liczby miejsc przyjaznych zwierzętom.
I to wszystko zostało przyjęte przez mieszkańców i internautów ze spokojem. W końcu patrole pomagają zwierzętom, schronisko "Na Paluchu" potrzebuje wsparcia, a miejsca dla czworonogów są potrzebne wszędzie. Nie przeszła jednak bez echa propozycja Jakiego odnośnie wprowadzenia bonu o wartości 1000 złotych, który dostawałyby osoby za zaadoptowanie czworonoga z warszawskiego schroniska.

"To zły pomysł"
Internauci nie zostawili na niej suchej nitki. Wielu stwierdziło, że to po prostu przekupstwo i nie powinno się płacić ludziom za takie gesty. Po konferencji prasowej w sieci aż zawrzało.

"Jaki znów kupuje głosy za pieniądze wyborców. Ten pomysł zrodzi tylko problemy i będzie kosztował miliony, bony będą sprzedawane na OLX, albo na forach madek na FB", "Fatalny pomysł. Bon wzięty. Pies czy kot w worku na dnie rzeki", Kolejny raz PIS dzieli Polaków na lepszy i gorszy sort, po dzieciach przyszedł czas na zwierzęta", "Warszawska patologia już czeka, uzbrojona w konta na Allegro, aby móc wymienić bony na karmę, zakładać aukcje, wysyłać karmę kupującym i czekać na pieniądze na libacje" – pisali o bonie Jakiego internauci.
Wiceminister tłumaczył na konferencji, że te 1000 zł nie byłoby "żywą gotówką", a bonem do wykorzystania na "usługi weterynaryjne albo w specjalistycznych sklepach". Ale komentujący pomysł Jakiego słusznie zauważyli, że odebraną karmę lub sprzęt można sprzedać. I może nie "odzyskałoby" się całej kwoty 1000 zł, ale na pewno mogłaby to być jej spora część, bo akcesoria dla psów są drogie. Samo legowisko dla dużego psa to często wydatek nawet 400 zł. Na Allegro można za nie dostać 300 zł, ale to cały czas pieniądze "na plus".
Podobny pomysł kiedyś upadł
Propozycja Jakiego nie przypadła do gustu także znawcom tematu, którzy twierdzą, że była ona zdecydowanie nieprzemyślana. Martwią się, że bon tylko zaszkodzi czworonogom i narazi ich na zbędną traumę.


– Dla mnie ta propozycja jest niezrozumiała dlatego, że dotyczy żywej istoty (pies lub kot – przyp. red.) i decyzja o jej przygarnięciu powinna być przemyślana i odpowiedzialna – mówi w rozmowie z naTemat Henryk Strzelczyk, dyrektor Schroniska "Na Paluchu" w Warszawie. – Poza tym pamiętajmy, że zwierzę nie jest rzeczą i nie powinno być przedmiotem transakcji finansowej, a dopłacanie za adopcję to jest transakcja. A co jak skończą się pieniądze? Trafi z powrotem do schroniska. A zwierzę nie rozumie tego i nie wie co się z nim dzieje. Odbiera te emocje na poziomie trzy- czterolatka. Nie wie co zrobiło złego – stwierdza nasz rozmówca.

Według niego lepiej zainwestować w edukację społeczeństwa odnośnie traktowania zwierząt i uświadamianie ludzi, że posiadanie psa czy kota to obowiązek i wielka odpowiedzialność, niż dopłacać do adopcji. Strzelczyk przypomina także, że w Warszawie istniał już podobny program dopłacania do adopcji, ale nie sprawdził się.

– Istniał już taki program w 2005 lub 2006 roku w dzielnicy Ursynów, gdzie dopłacano 200 zł miesięcznie osobom, które przygarnęły do siebie zwierzę. To nie wypaliło. Okazało się, że osoby, które przygarniały te zwierzęta, robiły to dla pieniędzy – wspomina Strzelczyk.

Podobne obawy odnośnie dopłat ma Anna Barańska, dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Olsztynie. Ona także uważa, że dopłacanie osobom za adopcję zwierzaka nie jest dobrym rozwiązaniem.

– Na pewno znalazłby się ktoś, komu brakuje pieniędzy, a to byłoby dla niego świetnym rozwiązaniem na dorobienie sobie paru groszy. Wystarczy, że wziąłby ze schroniska psa, wszystko jedno jakiego, początkowo zapewniłby mu warunki, a potem zwierzę miałoby jeszcze gorzej niż w schronisku – mówi Barańska.

Lepszym pomysłem mogłoby być wspieranie lecznic współpracujących ze schroniskami, które za darmo leczyłyby zwierzęta osób, które zdecydowały się na ich adopcję. To z kolei zwiększyłoby pewnie liczbę adopcji starszych zwierząt, które "zalegają" w schroniskach, bo ludzie boją się wysokich kosztów leczenia.

Pomóc w adopcji mogą też akcje społeczne takie jak "Bieg na Sześć Łap" organizowany już od kilku lat w wielu miastach w Polsce. Podczas niego ludzie mogą przyjść do schroniska, dokładnie obejrzeć zwierzę, złapać z nim więź i po prostu spędzić z nim czas.
Anna Barańska
dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Olsztynie

Pokutuje niestety taki pogląd, że w schronisku przebywają te najgorsze, najbrzydsze, najbiedniejsze zwierzaki, te chore lub takie, które nie są warte uwagi. Że ludzie tutaj nie chcą przychodzić, bo to takie śmietnisko niechcianych zwierząt. A z drugiej strony są też tak wrażliwe osoby, które boją się widoku zwierząt w klatkach i nie chcą przychodzić do schroniska. Myślę, że takie zachęcanie do adopcji przez obcowanie tak jak podczas "Biegu na Sześć Łap" i współfinansowanie leczenia zwierząt–seniorów jest lepszym rozwiązaniem.

Co należy zrobić?
Podobnego zdania jest organizatorka i inicjatorka "Biegu" Monika Dąbrowska. Też popiera pomysł leczenia starszych zwierząt, ale zaznacza, że każdą adopcję "z dofinansowaniem" powinna poprzedzić dokładna analiza ludzi, którzy chcą jej dokonać. Do tego procesu zalicza przede wszystkim rozmowę, wizytację środowiskową w domu i szereg obostrzeń, bo "taka osoba powinna zdawać sobie sprawę z tego, że adopcja to obowiązek".

– Wspierając leczenie starszych psów, trzeba rozważyć także pomoc w finansowaniu wizyt młodych psiaków u zwierzęcych behawiorystów. Wizyty te nie są tanie, a często są niezbędne, kiedy okazuje się, że piesek, którego wzięliśmy ze schroniska nie jest taki jak w ośrodku. Kiedy schronisko nie było w stanie wcześniej zdiagnozować niektórych zachowań lub cech zwierzęcia. Mam teraz taki przypadek, gdzie schronisko było w lesie, a pies trafił do domu do miasta i boi się hałasu, samochodów i trzeba mu pomóc, żeby nie trafił znowu do schroniska. Chociaż jak nawet trafi to i tak pół biedy, bo są też takie osoby, które wstydzą się przyznać, że coś jest ze zwierzęciem nie tak, myślą, że zawiedli i porzucają gdzieś to biedactwo. Wtedy dopiero takie zwierzę przeżywa tragedię – stwierdza w rozmowie z naTemat Dąbrowska.

Przyznaje jednak, że bon dla rodziny, która chce zaadoptować psa lub kota, jest bez znaczenia. Nie wierzy, że taka "nagroda" wpłynie na nią, żeby dała zwierzakowi dom.

– Dla rodziny, która przyjeżdża do schroniska w poszukiwaniu nowego członka rodziny, takie wsparcie nie jest motywujące. To raczej miły dodatek i myślę, że nie wpłynie na wzrost świadomych adopcji, a przecież o takie w schroniskach chodzi. Nie wystarczy wziąć psa. Trzeba mu stworzyć nowy dom. Taki, z którego już do schroniska nie wróci – podsumowuje nasza rozmówczyni.

Na razie jednak obietnice Jakiego można włożyć między bajki. Najpierw, jak sam mówi, musi "odbić ratusz od Platformy Obywatelskiej". Ale sondaże na to nie wskazują. Jego główny rywal – Rafał Trzaskowski – może liczyć na 43 proc. poparcia, a Jaki na ponad dwa razy mniej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...