Bartoś zrzucił habit, Lemańskiego zesłali na koniec świata, a Boniecki dostał zakaz wypowiedzi. Los buntowników Kościoła

ks. Adam Boniecki i ks. Wojciech Lemański
ks. Adam Boniecki i ks. Wojciech Lemański Fot. Mateusz Skwarczek / Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta
Mówili odważnie, czasem niezgodnie z doktryną, wytykali błędy współbraci, niespójności nauki Kościoła. Często stawali w obronie wiernych. Zapłacili wykluczeniem i uciszeniem. Buntownicy Kościoła – Ks. Wojciech Lemański, Tadeusz Bartoś i ks. Adam Boniecki.


Kościół katolicki powinien być jednością. Nie oznacza to jednak, że ma mówić jednym głosem. Są oczywiście kwestie doktrynalne, które katolik musi zaakceptować, jeśli chce w Kościele pozostać. Jednak w żadnej Ewangelii nie ma zakazu dyskusji i podejmowania spornych kwestii, a takimi niewątpliwie są sprawy społeczno-obyczajowe.


Kościół wiele razy popełniał już błędy, duchowni wiele razy błądzili, ale niestety niewielu miało odwagę się do tego przyznać. Ci, którzy odważnie mówią o grzechach i słabościach Kościoła, chcą rozmawiać z wiernymi i tymi, którzy pozostają poza wspólnotą, niestety nie są mile widziani. Kościół nie znosi sprzeciwu i niestety woli tkwić w skostnieniu.


Zesłany na koniec świata

Ksiądz Wojciech Lemański jest kapłanem od 1987 roku. Przez siedem lat pracował też na Białorusi. Po powrocie został proboszczem parafii w Otwocku. Od początku zaangażował się w sprawy upamiętnienia polskich Żydów. Był jednym z niewielu kapłanów, który zabrał głos w sprawie Jedwabnego. Współtworzył Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich. Jest też członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.


Jego zaangażowanie nie spodobało się jednak wysokim hierarchom duchownym. W 2006 roku abp Sławoj Leszek Głódź przeniósł do wiejskiej parafii w Jasienicy, gdzie
został proboszczem. Według wielu, taka decyzja wynikała z niezależności ks. Lemańskiego. Chodziło o cichą karę. To przykre, bo zaangażowanie ks. Lemańskiego w upamiętnienie polskich Żydów docenił prezydent Lech Kaczyński. W 2008 roku odznaczył go jako "kustosza pamięci o polskich Żydach" Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Spór zaognił się, kiedy ks. Lemański napisał (2011) otwarty list do biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Bp Mering ostro skrytykował wcześniej "Tygodnik Powszechny" i ks. Adama Bonieckiego, po tym jak Boniecki stanął w obronie Adama Nergala Darskiego, określanego mianem wysłannika szatana. Lemański polemizował z listem Meringa i wziął w obronę ks. Bonieckiego.

Zapłacił za to kolejną karą. W 2012 rok abp Henryk Hoser pozbawił go misji kanonicznej do nauczania religii w szkole, co opisaliśmy w naTemat. Dlatego nie może prowadzić katechezy, na co zaprotestowali uczniowie tamtejszej szkoły.

Ksiądz Lemański mimo tylu utrudnień, nie zrezygnował. Jako nasz bloger regularnie publikuje świetne teksty, w których porusza wiele drażliwych kwestii. Odważnie pisze o palących Kościół problemach. Za to spotyka go ciągła krytyka. Również ze strony katolickich publicystów, jak chociażby Tomasza Terlikowskiego, który po wpisie ks. Lemańskiego o apostazji, uznał jego powołanie za wątpliwe. Przeczytaj więcej tutaj.

Zakneblowany


Ksiądz Adam Boniecki to bez wątpienia legenda katolickiej publicystyki. Urodził się w 1934 roku w Warszawie. Jako 18-latek wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. W latach 1993-2000 był generałem zakonu marianów. Skończył filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

W 1964 roku związał się z "Tygodnikiem Powszechnym". Przez 12 lat był redaktorem naczelnym gazety (1999-2011). Przez 12 lat kierował również polskim wydaniem dziennika L'Osservatore Romano, które przygotował w 1979 roku na życzenie papieża Jana Pawła II.

Boniecki uchodzi za liberalne skrzydło katolickiej inteligencji. Zresztą, jak całe środowisko "Tygodnika Powszechnego". Wielokrotnie zabierał śmiało głos, często w opozycji do opinii polskiego duchowieństwa. Z tego powodu był wielokrotnie krytykowany przez konserwatystów katolickich, ale nie przez współbraci.

Sytuacja zmieniła się kiedy ks. Boniecki zabrał głos w obronie Nergala, atakowanego za prowadzenie programu rozrywkowego w TVP.

ks. Adam Boniecki

Nergal nie jest satanistą, nie odprawia mszy, nie zabija dzieci, nie puszcza kwi, tylko odgrywa szatana, który jest szatanem jasełkowym.


Najpierw (lipiec 2011 rok) nakazano Bonieckiemu powrót do domu zakonnego w Warszawie. Od 1999 roku mieszkał przy parafii św. Floriana w Krakowie. Na tym się nie skończyło. Za wypowiedzi o Nergalu, krzyżu i kłopotach w Kościele Boniecki spotkał się z falą krytyki, również ze strony biskupów. A w listopadzie, po wywiadzie, jakiego udzielił Monice Olejnik w "Kropce nad i", w którym Boniecki wspomniał m.in. o "niefortunności umieszczenia krzyża na sali sejmowej", prowincjał marianów, ks. Paweł Naumowicz nałożył na Bonieckiego zakaz wystąpień medialnych.

Boniecki miał jedynie prawo zabierania głosu na łamach "Tygodnika Powszechnego", z którego korzysta.

ks. Adam Boniecki
po otrzymaniu zakazu wystąpień medialnych

Trzeba rozmawiać z drugą stroną, ponieważ ona często, w przesadzonej formie, celnie wskazuje błędy Kościoła. Nie możemy się z tego powodu obrażać.


Dominikanin bez habitu

Na koniec najbardziej kontrowersyjna postać – Tadeusz Bartoś. Były dominikanin, filozof i teolog. Bartoś był w zakonie przez 20 lat. Pracę magisterską bronił w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Doktorat robił na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Habilitację w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN.

Bartoś od początku prowadził bardzo aktywną działalność publicystyczną m.in. W "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym" czy "Znaku". Poruszał problemy
Kościoła katolickiego, komentował też bieżące wydarzenia z życia wspólnoty i katolików. Zdaniem współbraci i innych duchownych, Bartoś w wielu tekstach przejawiał nie tylko krytyczne podejście do Kościoła, ale wręcz antykościelne. Tak miało być m.in. z kwestią homoseksualności. Domagał się większej tolerancyjności. Podważał również zasadność celibatu. Zarzucano mu również podważanie Dogmatu o nieomylności papieża, o którym kilkukrotnie wypowiadał się w sposób, zdaniem wielu duchownych i teologów, niestosowny i lekceważący.

Wszystko przyczyniło się do tego, że w 2007 roku zrzucił habit i opuścił zakon dominikanów. Jego przeciwników zastanawiał fakt, że Bartoś nie został usunięty ze zgromadzenia wcześniej i że nie nałożono na niego ekskomuniki mimo, że jawnie i publicznie podważał nauki Kościoła.
jeden ze współbraci Bartosia

Od kilku lat żył w klasztorze; jadł, mieszkał, wyjeżdżał zagranicę za nasze pieniądze, ale żył poza wspólnotą. CZYTAJ WIĘCEJ


Dla Kościoła chyba największym problemem było to, że odejście Bartosia nie dobyło się po cichu, tak jak dzieje się to w przypadku wielu innych duchownych żegnających się z habitem i sutanną. Bartoś odszedł z hukiem, ogłaszając decyzję całej Polsce. A zanim odszedł, brylował przecież w "Gazecie Wyborczej", która za serdeczną katolikom bez wątpienia nie uchodzi.

Co więcej, mimo swoich kontrowersyjnych i według wielu, antykatolickich, niemal heretyckich poglądów Bartoś wpływał na kształcenie innych. Tadeusz Bartoś wykładał w kolegiach dominikańskich i był dyrektorem Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii w Warszawie.


Kościół katolicki w Polsce jest podzielony. Kościół ma problem z dialogiem i nie lubi słuchać krytyki, a już na pewno nie lubią jej słuchać poszczególni duchowni. Z tego powodu ks. Boniecki zaproponował ostatnio, że może warto spotkać się przy kościelnym okrągłym stole.

Takie spotkanie nie będzie jednak możliwe, dopóki podejmujący dyskusję będą traktowani jak buntownicy.