"Wyglądał jak pobity kijem bejsbolowym". Nie poznała własnego dziecka, diagnoza: sepsa

Magda, mama Kacpra, który przeszedł sepsę meningokokową.
Magda, mama Kacpra, który przeszedł sepsę meningokokową. Screen YouTube / Fundacja IMiD
Kacper miał wtedy 11 miesięcy. Był środek tygodnia i nic nie wskazywało na to, że może się coś specjalnego wydarzyć. Jednak mama Kacpra zapamięta ten dzień do końca życia. Zaczęło się niewinnie, od zwykłej gorączki, która w wyniku infekcji przytrafia się tysiącom maluchów każdego dnia. Skończyło walką o życie tego pogodnego, świetnie rozwijającego się chłopca.

Uwaga! Drastyczne zdjęcia. Osoby szczególnie wrażliwe oraz dzieci nie powinny ich oglądać.

– Pamiętam, że to była środa. Kacper był osowiały, dostał gorączki, nie chciał jeść, miał bardzo zimne dłonie. Zadzwoniliśmy do naszego lekarza rodzinnego, który powiedział żebyśmy spróbowali obniżyć dziecku temperaturę. Obniżyliśmy temperaturę, Kacprowi poprawił się humor, zjadł. Wieczorem położyłam go spać, w nocy jeszcze trochę gorączkował, ale temperatura nie była już tak wysoka jak w ciągu dnia. Rano zauważyłam takie pojedyncze plamki na jego ciele – opowiada Magda.

Myślała, że to różyczka albo ospa - bo różowe plamki. – Niepokojące było to, że właściwie z minuty na minutę pojawiało się ich coraz więcej. Kacper zaczął coraz szybciej i ciężej oddychać, zaczynały mu sinieć usta. Zrobiły się prawie granatowe – mówi kobieta.

Nie poznałam dziecka
Rodzice zadzwonili po pogotowie. Ratownicy stwierdzili, że to tylko wybroczyny i że nie ma czym się przejmować. Trochę uspokoili rodziców, ale jak później się okazało oni już wiedzieli, co tak naprawdę jest Kacprowi. Dzwonili z karetki do szpitala, żeby placówka była przygotowana na to, że wiozą dziecko z sepsą i przygotowali odpowiedni antybiotyk.


– W szpitalu od razu zabrali Kacpra do izolatki. Na korytarzu zrobił się harmider, lekarze zaczęli biegać. Stali nad Kacprem w maskach. Już wiedzieliśmy, że jest to coś poważnego - przecież nad dzieckiem chorym na zapalenie płuc nie stoi się w masce. Po jakimś czasie wyszła do nas ordynator Oddziału Intensywnej Terapii, wtedy dowiedzieliśmy się, że nasz syn ma sepsę menigokokową i w ciągu najbliższych godzin będzie wiadomo, czy Kacper przeżyje – wspomina mama.
I dodaje: – Dopiero po jakiejś godzinie wpuścili nas do niego i to dosłownie na sekundę. Nie poznałam własnego dziecka, Kacper wyglądał jakby ktoś pobił go kijem bejsbolowym - był cały siny, spuchnięty. Lekarze zrobili wzdłuż nadgarstków syna nacięcia odbarczające, które uratowały jego dłonie od amputacji.

Obraz po bitwie
Od pierwszych objawów do czasu, kiedy lekarze powiedzieli rodzicom, że ich syn jest w stanie krytycznym, nie minęło nawet 24 godziny. Zaatakowały go meningokoki typu B. Po 2 tygodniach wypisali Kacpra z OIOMu i przenieśli na chirurgię ogólną, ze względu na to, że miał dużo stanów martwiczych skóry. Potem była rehabilitacja, która właściwie trwa do dziś.

– Po chorobie dziecko bardzo cofnęło się w rozwoju, do okresu noworodkowego. Nie trzymał główki, nie jadł sam, dopiero po jakimś czasie, dzięki rehabilitacji, zaczął siadać. Teraz Kacper z dnia na dzień dogania swoich rówieśników. Mieliśmy do siebie pretensje, że nie zaszczepiliśmy Kacpra przeciwko meningokokom, może gdyby był zaszczepiony, to chociaż przeszedłby to łagodniej. Teraz obaj nasi synowie są zaszczepieni przeciwko meningokokom i pneumokokom. To może uratować im życie – podsumowuje Magda.

Warto wiedzieć, że sepsa nie jest sama w sobie chorobą, tym mianem określa się zespół objawów zagrażających życiu, które występują w przebiegu zakażenia różnymi patogenami. Dlatego liczba przypadków sepsy jest tak duża. Nie jest to osobna choroba, ale stan, który może się pojawić w przebiegu grypy, zapalenia płuc, zapalenia dróg moczowych, zapalenia opon mózgowych i wszystkich innych zakażeń.
Trudno rozpoznać
– Rozpoznanie sepsy jest trudne, bo nie ma swoistych wskaźników laboratoryjnych i oparte jest głównie 
na obserwacji zmian czynności organizmu podczas zakażenia. U dziecka nagłe zmiany zachowania, pogorszenie kontaktu, złe samopoczucie, szybki oddech i bicie serca, gorączka lub poczucie zimna, spocona skóra i nagła wysypka to objawy alarmowe (red flag) nakazujące poszukiwanie kwalifikowanej pomocy medycznej – wyjaśnia prof. dr hab. Andrzej Kübler, prezes Polskiego Stowarzyszenia "Pokonać Sepsę".

Dodaje, że choć sepsę wywołać może każde zakażenie, to jednym z najgroźniejszych są zakażenia meningokokowe. Bo sepsa, szczególnie u dzieci, powstaje głównie w przebiegu zakażeń pozaszpitalnych. Sepsa meningokokowa przebiega gwałtownie, grozi śmiercią lub kalectwem. Ale współczesna medycyna wie jak zapobiegać i leczyć zakażenia wywołane przez meningokoki. Należy tylko na czas podjąć działania profilaktyczne i lecznicze.
Profesor przypomina, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przyjęła w 2017r. rezolucję w sprawie sepsy, uznając ją za priorytetowy globalny problem zdrowotny. Według oceny WHO na świecie umiera corocznie z powodu sepsy co najmniej 6-8 mln osób. Na podstawie badań polskich można stwierdzić, że liczba zmarłych z powodu sepsy wynosi w naszym kraju co najmniej 50 000 rocznie, a współczynnik umieralności 65/100 000 mieszkańców jest wyższy od zagrożeń z powodu głównych schorzeń nowotworowych i zawału serca.

Spustoszenie w ciągu doby
Zakażenia meningokokowe może nie są częste (w 2017 roku w Polsce zdiagnozowano 204 przypadki), ale najgroźniejsze ze wszystkich wymienionych wyżej. Meningokoki wywołują inwazyjną chorobę meningokową - w ponad 80 proc. jej przypadków występuje sepsa.

Atak bakterii następuje błyskawicznie i zaledwie w ciągu 24 godzin może spowodować zgon lub kalectwo. Są to m.in. uszkodzenia mózgu wywołane zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, martwica skóry kończyn - palców i całych rąk bądź nóg, wymagająca amputacji. Jedna osoba na pięć zapadających na inwazyjną chorobę mieningokokową umiera, a 1 na 3 doświadcza trwałych uszkodzeń zdrowia.
Ofiarami ataku tych bakterii są osoby przebywające w zamkniętych społecznościach, z obniżoną odpornością lub takie, u których układ odpornościowy nie jest sprawny lub po prostu nie zdążył nabrać pełnej sprawności. A więc także najmłodsi: najczęściej ofiarami inwazyjnej choroby meningokokowej są dzieci do 5-go roku życia.

Za szczepienie trzeba zapłacić
Przed bakterią meningokokową trudno jest tych najmłodszych uchronić, ponieważ ok. 10 proc. społeczeństwa jest jej naturalnymi nosicielami, a w środowiskach zamkniętych, takich jak żłobki lub przedszkola, może być ich nawet 80 proc. Naturalnym środowiskiem występowania meningokoków jest błona śluzowa nosa i gardła wyłącznie człowieka.

W związku z tym zarazić się jest niezwykle łatwo, ponieważ bakterie przenoszą się drogą kropelkową, np. poprzez kaszel i kichanie, ale również poprzez picie z jednej butelki, używanie wspólnych sztućców czy pocałunek.

Istnieje 12 typów meningokoków, ale to pięć z nich odpowiada za aż 95 proc. wszystkich zakażeń. Epidemiologia IChM różni się w zależności od kraju. W Polsce meningokoki typu B odpowiadają za większość zachorowań w całym społeczeństwie (68 proc.) i za ponad 80 proc. przypadków w grupie dzieci w pierwszym roku życia.
Program Szczepień Ochronnych w Polsce stopniowo uzupełniany jest o szczepienia dające ochronę dzieciom przed konsekwencjami najgroźniejszych zakażeń bakteryjnych. Od 2007 roku obowiązkowe jest szczepienie przeciwko Haemophilus Influenzae typu B (HIB); od 2017r - również Streptococcus pneumoniae (dwoinka zapalenia płuc). Szczepienia przeciw meningokokom (Neisseria meningitis) nie są w kalendarzu szczepień obowiązkowych, są jednak szczepieniem zalecanym. Niestety trzeba za nie zapłacić z własnej kieszeni.

– Jest szczepionką, którą zalecamy zwłaszcza dzieciom do drugiego roku życia, bo one są szczególnie narażone na inwazyjną chorobę wywołaną przez meningokoki. W Polsce szczepionka jest zalecana, choć walczymy, by wpisać ją do kalendarza szczepień. Zrobili to Brytyjczycy i Francuzi – tłumaczy dr n. med. Alicja Karney z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...