
Przez nasze głowy przelatuje mnóstwo myśli i niektóre są naprawdę przerażające. Zwłaszcza te, które wydają się być zarezerwowane tylko dla samobójców. Wychodzi na to, że wyobrażanie sobie siebie skaczącego z budynku lub wbiegającego pod samochód nie jest niczym niespotykanym. Psychologiczny fenomen ma swoją poetycką nazwę.
Naukowcy mówią na to High Place Phenomenon ("Fenomen wysokich miejsc"), ale potoczna nazwa zjawiska pochodzi z francuskiego i brzmi: L’appel du Vide (ang. The Call of The Void). U nas możemy to przetłumaczyć dosłownie jako "Zew Pustki", ale bardziej adekwatne określenie to: "Zew Otchłani".
Mało kto się przyznaje do szalonych, niebezpiecznych myśli, ale okazuje się, że to dość powszechne zjawisko. Wiedzę o nim spopularyzowali użytkownicy Reddita, którzy zaczęli dzielić się swoim dziwactwami na portalu.
Kiedy wzywa Otchłań... Stoisz sobie na peronie w metrze, nadjeżdża pociąg i wizualizujesz sobie jakby to wyglądało, gdybyś pod niego skoczył. Nie chcesz się zabić, ale chcesz skoczyć... i się powstrzymujesz. Ten impuls przychodzi nagle, mimowolnie i pozostawia cię w zakłopotaniu. Tak jakby twój mózg chciał ci pokazać scenariusz tego, co się może stać, jeśli będziesz nieuważny.
Podobne uczucie połączone z mrowieniem na ciele, podwyższoną czujnością i złością, że o tym myślisz, może przyjść też na ulicy - a co by było, gdybym zrobił krok w przód i wszedł pod koła? Niektórzy wyobrażają sobie popychanie innych pod rozpędzone samochody... To już jest trochę chore i przerażające, że tacy ludzie mogą stać za nami na światłach.
Komentarze z Reddita
A już myślałem, że tylko ze mną jest coś nie tak, gdy stojąc na balkonie lub dachu wysokiego budynku odczuwam tę dziwną chęć skoku. I to pomimo tego, że mam typowy lęk wysokości, a patrzenie w dół nawet z trzeciego piętra napędza mi stracha. Mózg mi wtedy mówi "Ziomek, weź nie skacz", ale ja przecież wcale nie mam takiego zamiaru!
Nie wszyscy mają aż tak niebezpieczne wizje czy żądze - niektórzy chcą tylko powiedzieć coś ogromnie głupiego na spotkaniu firmowym, ale ostatecznie się powstrzymują. Internet jest jakby stworzony do opisywania i odkrywania takich zjawisk. Przez to, że takimi myślami nie dzielisz się z nikim i dość trudno je opisywać, by nie przestraszyć ludzi, nie dowiedzielibyśmy się nigdy, że to coś naturalnego i nie do końca negatywnego.
Fenomen wysokich miejsc "Wola skoku potwierdza wolę życia: empiryczne badanie fenomenu wysokich miejsc" (ang. "An urge to jump affirms the urge to live: an empirical examination of the high place phenomenon") – to tytuł raportu z 2012 roku. W eksperymencie w USA przepytano 431 studentów. Wyniki z pewnością zaskoczyły autorów raportu. Okazało się, że Zew Otchłani był powszechny wśród badanych - również wśród osób bez myśli samobójczych.
Najważniejsze wnioski z badania są dwa: połowa przepytanych osób doświadczyła tego zjawiska i jest to efekt pewnego rodzaju błędu w przepływie informacji w mózgu - możemy o tym przeczytać na stronie radia WBUR-FM z Bostonu.
"To może się zdarzyć wtedy, kiedy jesteś bardzo wysoko, a twój mózg wysyła sygnał alarmowy - bądź ostrożny. Robisz krok w tył i zwracasz uwagę na otoczenie" – mówiła w radiu profesor April Smith z Miami University w Ohio, jedna z autorek badania.
"Wtedy wkracza proces racjonalizujący i zastanawiasz się, czemu się cofnąłeś? Przecież wszystko jest w porządku. Nie ma żadnego powodu, żeby się bać. Och, w takim razie najwidoczniej chciałem skoczyć" – tłumaczyła. Badaczka zapewniła, że to sztuczka umysłu, racjonalizacja zachowania post hoc i nie ma się czym martwić.

Życzenie śmierci Nazwa badania sugeruje, że to jest coś pozytywnego - nie skacząc udowadniamy, że chcemy żyć. "To zjawisko pokazuje siłę instynktu przetrwania" – czytamy w artykule na stronie Pi Media. Autorka przywołuje popęd śmierci z teorii Zygmunta Freuda. Impulsy są spowodowane "życzeniem śmierci", które zdaniem słynnego doktora siedzi w niektórych z nas.
Ostrożnie do "fenomenu wysokich miejsc" podchodzi profesor Krystyna Drat-Ruszczak, psycholog kliniczny z Uniwersytetu SWPS. Zew Otchłani może być złym znakiem.
Krystyna Drat-Ruszczak
Psycholog kliniczna z Uniwersytetu SWPS
Jeśli ktoś przeżywa pozytywne uczucie, to po prostu mierzy się z niebezpieczeństwem. – Niemniej widzę ten autodestrukcyjny impuls jako zmaganie się z nieświadomym zagrożeniem i lękiem – przyznaje psycholog. O ile Zew Otchłani nie jest rozwojowy, nie powinniśmy się aż tak nim martwić.
Zew Otchłani w twórczości Leśmiana Do tego, że pokusa skoczenia w przepaść (pod nadjeżdżający pojazd) nie jest zwykłym lękiem czy fobią, ani że nie jest lękiem współczesnym, przekonywał niemal sto lat temu Bolesław Leśmian w balladzie "Dziewczyna".
Bracia, zwabieni głosem dziewczyny, młotami rozbijali mur. Ich wysiłek okazał się daremny ("niczyich oczu ani ust (…) i nic nie było prócz głosu"). Kiedy ten wielki trud okazała się daremny, mur rozbijały duchy braci, a potem same młoty. Kiedy i one się poddały, poeta dociera do sedna tajemniczego lęku:
"Dziewczyna"
Bolesław Leśmian (fragment)
– To, co jest "poza" - poza naszym istnieniem, budzi grozę ("I była zgroza nagłych cisz"), ponieważ lęk nie jest zwykłym lękiem, lecz lękiem egzystencjalnym - lękiem przed niebyciem - nieistnieniem – wyjaśnia Krystyna Drat-Ruszczak.
– Jest echem leku przed śmiercią i - w krótkim przebłysku - konfrontacją z tym właśnie lękiem jest zjawisko L’appel du vide. Strachu przed wciągnięciem przez nicość – dodaje ekspertka z SWPS. "Nicość" jest też centralnym punktem filozofii Martina Heideggera.
Ponieważ lęk jest arcypoważny, drwina i śmiech są naszą naturalną reakcja obronną. – Są próbą oswojenia go – tak jak czynimy to na Halloween, ubrania w żart – mówi profesor.
Na Reddicie jeden z forumowiczów opowiada, że miał pokusę wyskoczenia przez okno wieżowca, w którym pracował jako budowlaniec. Użytkownicy skomentowali to z ironią: "Słyszałeś jakiś głos? Ducha? No, czyj to był głos? Może żona i dzieci przyszły się pożegnać? Daj dowód, że nie wyskoczyłeś!".
– Ta kpiąca reakcja ma poradzić sobie już nawet nie z lękiem, ale z przerażeniem. To reakcja obronna znana jako "formowaniem reakcji przeciwnej" – śmiechu, żartu, kpiny, zamiast silnej emocji negatywnej – tłumaczy Krystyna Drat-Ruszczak. Leśmian dokładnie wiedział o tym lęku i zakończył swój wiersz słowami: "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?".
