Harowały, chorowały, krótko żyły. Ciche superbohaterki polskiej wsi, których nikt nie doceniał

Kobiety na polskiej wsi nie dość, że pracowały ciężko, to były całkowicie zależne od mężczyzn
Kobiety na polskiej wsi nie dość, że pracowały ciężko, to były całkowicie zależne od mężczyzn Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Nie pamiętamy o polskiej wsi z okresu międzywojennego – wsi, na której ludzie borykali się z przeludnieniem, nędzą i głodem. I nie pamiętamy o kobietach, cichych superbohaterkach, które harowały ciężej niż mężczyźni, chociaż nikt tego nie doceniał. A za tę pracę mieszkanki wsi płaciły wysoką cenę – nie domagały już koło trzydziestki, chorowały, krótko żyły.



"Wsi spokojna, wsi wesoła, który głos twej chwale zdoła?" – wychwalał polskie wsie Jan Kochanowski. Jednak kilka wieków później na prowincji nie było już tak sielsko. Może czasem było wesoło, a niekiedy spokojnie, jednak w okresie międzywojennym głównie biednie i ciężko.


A lubimy mówić, jak dobrze żyło się po I wojnie światowej w większych miastach, głównie w Warszawie. Po pierwsze, dobrze żyło się nielicznym, a po drugie miasta były wówczas rzadkością. Bo Polska głównie była wsią. W 1931 roku aż 70 procent wszystkich mieszkańców II Rzeczypospolitej mieszkało na wsiach. Czyli aż 23 miliony osób!


Ludzi było więc dużo. Za dużo.

Z przeludnieniem, które według statystyk mogło wynosić od 4,5 miliona do nawet 9 milionów osób, wiązały się bieda i nierzadko głód. Na prowincji najwięcej było bowiem gospodarstw nie większych niż 2 hektary (szczególnie w Polsce wschodniej i południowej, na zachodzie gospodarstwa były często większe). Trudno było więc z tego się utrzymać, a nie wszyscy – nawet 5,5 milionów ludzi – swoją ziemię posiadali.
Co oprócz tego? Narzędzia były przestarzałe, metody tradycyjne i często mało wydajne, królował analfabetyzm, a ludzie masowo uciekali do miast, gdzie najczęściej zasilali szeregi bezdomnych lub skrajnej biedoty.


A komu żyło się na wsiach najciężej, o czym mówi się rzadko? Kobietom. A we wspomnianym 1931 roku spośród 23 milionów mieszkańców wsi 11 milion 860 tysięcy stanowiły właśnie one.

Ich życie było nie do pozazdroszczenia.

Ileż się ona nadźwiga
Na wsi ciężka praca była codziennością. Harowano od świtu do późnego wieczora, latem wstawano około godziny 3-4, do łóżek wracano o 21. Na polu głównie pracowali mężczyźni, nie oznacza to jednak, że kobiety miały mniej obowiązków. Wręcz przeciwnie – mieszkanki prowincji miały na głowie znacznie więcej niż mieszkańcy i pracowały średnio 500 godzin dłużej (czyli prawie 21 dni w roku) niż ich ojcowie, bracia czy mężowie.
Obrazowo opisał to etnograf Oskar Kolberg w książce "Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce":

"[Rankiem] gospodynie mielą na żarnach, gospodarz rznie sieczkę na ladzie i bydłu zadaje pożywienie; baba siada ze skopcem by krowę wydoić, rozpala ogień na kominie, idzie z naczyniem po wodę, i gotuje strawę. Chłop po urznięciu i zadaniu sieczki bydłu, rąbie drwa. Potem idzie na robotę dla siebie lub dla pana. (...) Zimą zaś młóci najczęściej u siebie w stodole, wieje zboże albo je układa. Jak tylko baba ugotuje jadło, posyła latem córkę lub dziewkę w pole ze śniadaniem dla męża, a często i dla synów. Córki a w ich braku dziewka służąca, przynoszą wodę do chaty, naczynie myją, gnój z pod krowy wyrzucają na oborę. Po śniadaniu baba mając czas wolny, groch łuska, pierze drze, przędzie albo-li też sporządza odzienie, szyje nowe, poczem krowę doji. W każdą środę lub czwartek, a czasem i w piątek idzie baba z kijanką i ławką do stawu, rzeki albo jakiej bądź wody bieżącej i pierze bieliznę. Później następuje gotowanie obiadu niemniej mełcie na żarnach i dopełnienie różnego porządku domowego, po załatwieniu czego, idzie baba w lecie zbierać trawy dla bydła po polach i miedzach, pokrzyw dla świń, plewi zboże; w zimie zaś już to przędzie, już szyje, już pierze drze. Następnie gotuje kolacyję, doji krowy, sprząta; zimową zaś porą, na długich wieczorach, przędzie jeszcze aż do nocy. Chłop wróciwszy z pola najczęściej odpoczywa, albo też sporządza to, co się z naczyń lub narzędzi zepsuło."

Pranie, sprzątanie, gotowanie, szycie, zbieranie zboża, żęcie sierpem, wykopki, pielenie, prowadzenie ogródka, doglądanie krów, świń i ptactwa... Do tego dochodziła oczywiście opieka nad dziećmi.

Zajęcia kobiet były więc związane z domem i (pozornie) lżejsze fizycznie, jednak absorbujące i zajmowały niezwykle dużo czasu. Uważano je za mniej ważne – ceniono pracę mężczyzn w polu, a nie "głupie" zajęcia kobiet, a to przecież na nich opierało się całe gospodarstwo domowe.
"Ileż ona nachodzi się od jednego naczynia do drugiego, nazgina, podnosi, dźwiga. Cały dzień biega od garnka do studni, od studni do chlewa i stajni, od chlewa w pole do pracy, a wieczorem, gdy inni domownicy znużeni pracą wypoczywają, szyje, ceruje, prasuje przy słabym świetle" – czytamy w "Rozwoju gospodarki chłopskiej w okresie międzywojennym" J. Majewskiego.

Wszystko to oczywiście za darmo, co dzisiaj wcale się nie zmieniło – gospodynie domowe nadal nie zarabiają za swoją pracę ani grosza. A z obowiązków nie zawsze zwalnia ich choroba czy ciąża.

Od dzieciństwa do śmierci
Kobiety wiejskie pracowały od dzieciństwa do niedołężności. Marcjanna Fornalska, działaczka ruchu robotniczego, pisała w swoich wspomnieniach "Pamiętnik matki":

"Mam skończone dziesięć lat i powinnam zastąpić starszą siostrę, która ma lat piętnaście w pasieniu bydła, tj. krów, cieląt i owiec. Gdy to usłyszałam, przelękłam się okropnie, bo widziałam, jak starsza siostra czasem nie może dać sobie rady (...) Ale było to nieuniknione. Siostra jest już cennym robotnikiem, więc ja muszę ją zastąpić. (...) Tak przeszło parę lat mego życia - w lecie pasę bydło, w zimie przędę i bawię młodsze dzieci. Ale znów przemiana w mym życiu. Zaczęłam trzynasty rok. Starsza siostra wychodzi za mąż, ja już nie będę paść bydła i ze strachem myślę, jak podołam robocie, którą wykonywała starsza siostra. Wszak trzeba wydoić trzy razy na dzień 5-6 krów, przynieść z dziesięć razy na dzień wiadrami wody z rzeki, ponieważ wózek zepsuł się i już wody się nie wozi, a gospodarstwo duże i rodzina wielka."

A w jednym z pamiętników z tamtego okresu czytamy: "Ponieważ w naszem gospodarstwie brakowało sił męskich do pracy, więc część tej pracy należała do mnie jako do najstarszego z dzieci. Przyswoiłam sobie osprzęt bydła i koni, podorywkę, bronowanie, kierowanie końmi przy pługu i wozie".
Kobiety praktycznie nie miały więc w życiu chwili wytchnienia. Pracowały jako małe dziewczynki, nastolatki, mężatki, matki, staruszki. I nieustannie troszczyły się o rodzinę – to bowiem na barkach kobiet spoczywało wyżywienie męża i gromadki dzieci, co często spędzało im sen z powiek i wpływało na ich ogólne zdrowie.

A to było słabe. Tryb życia kobiet sprawiał bowiem, że często chorowały. Do tego żyły krótko. Krócej od mężczyzn. W "Pamiętnikach lekarzy" z 1939 roku pisano:

"Kobieta wiejska pracuje zbyt ciężko (...) Praca ta rozpoczyna się od wyjścia ze szkoły, a kończy się śmiercią. Przerywana jest częstymi okresami ciąży, w czasie której ochrona macierzyństwa praktycznie nie istnieje. Pewna mała część kobiet dobrze rozwija się fizycznie, większość szybko słabnie i marnieje. Często też spotyka się kobiety wiejskie trzydziestoletnie o wyglądzie staruszki. Prawie każda kobieta ma zniszczone uzębienie, wskutek braku starań o stan zębów i czyszczenia ich, opadnięcie żołądka i jelit wskutek braku higieny ciąży i okresów popołogowych, przewlekłe cierpienia narządu trawienia".

Często przyczyną chorób, a nawet śmierci, były pokątnie przeprowadzane aborcje. Nierzadko ciążę usuwała bowiem znachorka, a nie wykwalifikowany lekarz, co wiązało się z powikłaniami. A na aborcję decydowały się nie tylko panny, żeby nie było skandalu, ale również żony, które nie miały już 4-5 dzieci.
To właśnie te ostatnie według statystyk najczęściej przeprowadzały ten zabieg. Nie było bowiem powszechnie dostępnych środków antykoncepcyjnych, a na kolejne dziecko często nie było już ani miejsca w chacie, ani środków na utrzymanie. Dzieci bowiem rodziły się wtedy praktycznie non stop (w 1931 r. na 1000 mieszkańców wsi przypadało średnio 33 porody, podczas gdy w mieście 21), a płodność wiejskich kobiet należała do najwyższych w Europie. Z czasem spadła, a rodziny coraz częściej ograniczały się do dwójki dzieci.

Jak mąż każe
Mieszkanki wsi nie miały za dużo powiedzenia w sprawie warunków życia. Mimo że w 1918 roku kobiety miały już równe prawa, to, jak mawiają historycy, nie miały równych szans. Polskie działaczki często alarmowały o sytuacji kobiet na wsi, ale rzadko same brały udział w polityce. Ze statystyk wynika, że w 1938 r. stanowiły one tylko 0,2 proc. wśród radnych w wiejskich samorządach.
Ówczesna społeczność wiejska była dogłębnie patriarchalna i o wszystkim decydował mężczyzna – ojciec lub mąż. Kobieta miała być im bezwzględnie posłuszna, w innym wypadku mogli ją zbić, co było nierzadkim procederem. Do tego ojciec mógł wydać córkę za mąż bez pytania jej o zdanie.

Kobiety głównie szły w ślady swoich matek i wychodziły za mąż, często w młodym wieku. W 1939 roku ślub wzięło 200 tysięcy mieszkanek wsi, z czego 46 procent, a więc prawie połowa, nie ukończyło 24. roku życia.

Nie można też nie wspomnieć o tak zwanych "zbędnych" córkach. Brzmi to dość ponuro, ale w latach 30., kiedy polska wieś była coraz bardziej przeludniona, aż 40 proc. córek w drobnych gospodarstwach była niepotrzebna. Wszystkie obowiązki wykonywały ich siostry, więc nie miały one zupełnie nic do roboty i były po prostu, mówiąc brzydko, kolejną gębą do wyżywienia. Te młode dziewczyny były więc oddawane za mąż lub szukały w okolicy odpłatnej pracy (o co było bardzo ciężko) albo uciekały do miast.
Emigracja do miast była zresztą powszechnym zjawiskiem, szczególnie wśród kobiet. Młode dziewczyny uciekały od nędzy i przeludnionych chat, w których dzieliły łóżko z kilkorgiem rodzeństwa i wyjeżdżały do miasta. Niektóre szukały pracy w fabrykach, sklepach lub restauracjach, jednak najczęściej chciały zostać służącymi (o czym pisaliśmy tutaj).

Nie wszystkim się dawało, a dziewczyny, które nie mogły znaleźć pracy, albo zostawały bezdomne, albo wchodziły w świat prostytucji (opisany tutaj).

Albo wracały na wieś.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Po rozwodzie też możesz być dobrym ojcem. Musisz pamiętać o kilku rzeczach – wiem z doświadczenia
MOTO 0 0Czy McLaren naprawdę jest tak kosmiczny, jak wygląda? W środku od razu zaskakuje jedna rzecz
POPKULTURA 0 0Zepsuliście mi serial, na który czekałam! "Batwoman" miała być hitem, a jest porażką
0 0Gdańsk z prestiżową nagrodą. Miasto rządzone przez Dulkiewicz dostanie 50 tys. euro
0 0500+ już się wypaliło. Wystarczył rok, by w Polsce żyło prawie pół miliona więcej skrajnie biednych
HYDEPARK 0 0Nie mogłem w to uwierzyć. Dostałem nagrodę za najlepszy tatuaż na najważniejszej imprezie
0 0Pierwsza taka seria podcastów w Polsce. Ich tematami będą dziennikarskie śledztwa

NA ŚWIECIE

POLECAMY 0 0"Nokaut przez KO". Wyjaśniamy, dlaczego na Pomorzu to PiS przegrało wybory
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Na marszałka Senatu tylko Brejza! PO nie może zmarnować funkcji trzeciej osoby w państwie
0 0Startował w Gdańsku, teraz znokautował rywali na Podkarpaciu. Tajemnica sukcesu Grzegorza Brauna
TYLKO W NATEMAT 0 0Był kandydatem KO do Sejmu. W tej komisji dostał okrągłe zero głosów, chociaż głosował na... siebie