
Leżysz zestresowany w fotelu, a dentysta majstrując ci w ustach gada jak najęty i nie zauważa, że nawet nie jesteś w stanie odpowiedzieć? Okazuje się, że takie sytuacje są powszechne. Jedni czują się zakłopotani, a drudzy bez monologu o niczym nie przetrwają zabiegu. Okazuje się, że z gadatliwymi dentystami wszystko jest w porządku i tylko chcą nam w ten sposób pomóc.
Przyjęło się, że najbardziej rozmowna grupa zawodowa to taksówkarze. Jadąc autem jesteśmy jednak w stanie prowadzić jakikolwiek dialog. U dentysty zwykle przyjmuje to formę krępującego monologu. I najlepiej jak jeszcze o coś pan doktor spyta, a ty możesz odpowiedzieć jedynie "YHRHRGHRHR"... A przecież już sama wizyta jest wystarczająco stresująca.
Wszystko po to, by odwrócić uwagę Użytkownik Reddita wywołał ciekawą dyskusję bezpośrednim pytaniem: "Dentyści, dlaczego mówicie do pacjentów, kiedy macie dłonie w ich ustach?". W odpowiedzi dostał 230 komentarzy zarówno od pacjentów, jak i samych lekarzy. Jeden z nich powiedział, że w szkole dentystycznej uczono go, by czymś zajmować pacjentów i budować relacje.
Z wypowiedzi innych wynika, że w tym "szaleństwie" jest metoda. Trajkoczący dentyści, to nie osoby bez przyjaciół, który mogą się wygadać, a lekarze chcący ulżyć nam w cierpieniu.
Co na to osoby w fotelach? Z reguły pacjenci nie narzekają na rozmownych doktorów, ale wolą jak sam dentysta sprzedaje im różne plotki i historie. Preferują również pytania, na które mogą odpowiedzieć "tak" lub "nie". A raczej "yhm" lub "y-yy". Pewnego razu jeden z użytkowników nie mógł wytrzymać, więc w czasie zabiegu napisał na telefonie, że jest zakneblowany i wetknął dentyście ekran przed nos.
"Dzisiaj dentysta zapytał mnie, jak mi minął urlop, choć wiedział, że nie będę w stanie odpowiedź. To dla mnie zawsze wydaje się dziwne" – przyznał internauta. Drugi opowiedział frustrującą historię o dyskusji w gabinecie, do której nie mógł się włączyć.
"Dentysta rozmawiał z asystentką: 'Widziałem dokument o dużym statku, który uderzył w górę lodową i zatonął', 'O tak, był taki film w latach 90.', 'Tak! Taki z Leonardo DiCaprio, jak on się nazywał? Nie mogę sobie przypomnieć!".
Redakcyjny kolega z kolei wspomina, jak chirurg-dentysta podczas rwania ósemki jakby nigdy nic rozmawiał sobie z asystentką o tym, jakie wino był w poprzedni weekend i co będzie robił w następny. – Tak, przyznaję, że zdecydowanie skupiłem się na tym, a nie wyrywaniu – wspomina ze śmiechem.
Nie każdy dentysta to gaduła A jak jest w Polsce? Przepytałem dwójkę dentystów, którzy reprezentują różne "szkoły" stomatologiczne. Nie wszyscy lekarze lubią sobie pogadać w trakcie borowania.
– Nie mam zwyczaju mówienia do pacjentów. Może mi się coś tam wyrwie raz na rok, albo jeśli ktoś wyraźnie chce, żeby mu coś opowiadać. Generalnie trzymam się zasady, że rozmowa - na różne tematy - tylko przed zabiegiem, a w trakcie to już tylko radio i muzyka. Z asystentką też w tym czasie nie gadam o niczym innym poza podawaniem narzędzi – mówił mi dentysta z Łodzi.
Powiedział mi, że na studiach nie miał zajęć z psychologii, ale był prywatnie na kursie z rozmów z pacjentami. Czego się nauczył? Jak rozmawiać przed zabiegiem. – Rozrysowuję pacjentom ich dany problem z zębami, robię zdjęcia i pokazuje jak to wygląda. To znacznie ułatwia mi opisanie zabiegu i wiele rzeczy łatwiej jest im uświadomić. Zajmuje to mniej czasu i jest bardziej zrozumiałe dla pacjenta – dodaje.
Zupełnie inne podejście ma dentystka, z którą rozmawiałem w Warszawie. W czasie leczenia kanałowego nawija jak komentator sportowy, by odciągnąć uwagę. – Zwykle zaczynam od tego, jak będzie wyglądał zabieg i co teraz robię, a potem już mówię, co mi ślina na język przyniesie. Opowiadam śmieszne historyjki z moimi dziećmi lub po prostu mówię o pogodzie – wyznaje.
I zaznacza z uśmiechem, że jej podstawowym obowiązkiem jest leczenie, a nie psychoterapia. A wy jak na to patrzycie? Zachęcam do podzielenia się przemyśleniami w komentarzach.
