Mała dziewczynka, wielka moda i świetna książka. Z tego przytulnego świata nie będziecie chcieli wyjść

Fot. materiały prasowe
Francuski szyk, olśniewający Paryż i siła kobiet. W magicznym świecie Mademoiselle Oiseau małe i duże i dziewczyny odnajdą wspólne tematy i fascynacje.


Kiedyś, właściwie nie wiadomo kiedy, w Paryżu, przy Alei Minionych Czasów mieszkała pewna Isabella. Dziewczynka tak szara, że aż niewidzialna. Ale któregoś razu Isabella pomyliła piętra... I tak z szarości dziewczynka, a razem z nią miliony czytelniczek w każdym wieku, weszły do niezwykłego, barwnego, pachnącego perfumami i kocim futerkiem świata Mademoiselle Oiseau.

Rynek książki dziecięcej to teren bardzo trudny. Rozważnie trzeba dobierać tematykę, łącząc edukacyjny, choć nienachalny przekaz z interesującą fabułą. A nie jest łatwo dorosłemu autorowi znaleźć odpowiednio ekscytującą treść – zwłaszcza jeśli chce się swoich bohaterów umieścić w miejscach znanych, wśród zwykłych ulic, domów i dachów, a nie w egzotycznej dżungli. Mistrzynią takiej ekscytującej treści i barwnych przygód „w sąsiedztwie” była Astrid Lindgren, tworząca przedziwne mieszanki dziwności i zwykłości, przygód i poczucia bezpieczeństwa, przytulności i wrażliwości.

Nie bez powodu nawiązujemy do Astrid – autorki przygód Mademoiselle Oiseau, Andrea Nanteuil i Lovisa Burfitt, jako dziewczynki zaczytywały się w przygodach Pippi czy dzieci z Bullerbyn. I gdy stworzyły własne książki, napisały je podobnie – rzeczywistość miesza się w nich z fantazją. Tylko scenerią dla swojej niezwykłej bohaterki uczyniły nie Szwecję, a Paryż. Przede wszystkim dlatego, że Paryż uznaje się za miejsce magiczne, pełne romantycznych uniesień, wzruszeń i mody. A autorki to Szwedki mieszkające we Francji, silnie związane z branżą modową: Andrea pracuje dla jednego z wielkich domów mody, a Lovisa jest ilustratorką modową. Nic więc dziwnego, że modą, ale raczej w tym nieuchwytnym sensie ponadczasowego stylu i klasy, tak przecież francuskich, przesiąknięta jest niemal każda literka przygód Mademoiselle Oiseau.

Już pierwszy tom przygód Mademoiselle Oiseau został świetnie przyjęty przez młodych czytelników. Teraz mamy przed sobą trzeci, jednocześnie rozwinięcie i zamknięcie przygód Isabelli i Mademoiselle. Pierwsza część była poświęcona niezwykłej przyjaźni szarej Isabelli i bajecznie barwnej, także jeśli chodzi o charakter, Mademoiselle. Druga – poszukiwaniom utraconej dawno temu siostry Mademoiselle. Trzecia to pozornie wędrówka do Argentynii, przedziwnego mikrokraju ukrytego na dachach Paryża, a tak naprawdę... historia o radzeniu sobie ze stratą i odnajdywaniu ukrytych więzi. Przywracaniu wspomnień i odkrywaniu korzeni.


Teraz, kiedy wyszedł trzeci tom, warto wszystkie przeczytać po kolei, bo układają się w całość i nareszcie wiemy, dlaczego Isabelle i Mademoiselle Oiseau musiały się spotkać. Isabelle już nie jest szara, jak na początku, już nie jest tylko widzem i gościem prowadzonym przez Madame w przedziwne miejsca. W Argentynii to ona jest podmiotem, to dookoła niej dzieją się rzeczy – duża różnica w porównaniu z częścią pierwszą, w której Isabella nabierała odwagi, woli i koloru. A przy okazji historia o Argentynii jest opowieścią o wolności i tolerancji, bo Argentynia to azyl, kraina dla wszystkich tych, którzy nie mogą dla siebie znaleźć miejsca w żadnym innym kraju. Dla outsiderów, osób spragnionych wolności, może dziwaków - choć czy ktokolwiek w otoczeniu Mademoiselle jest zwykły? To książka o przewodniczce pokazującej dziewczynce barwny świat, uczącej jej siły, przebojowości i pewności siebie, jaką powinna dysponować kobieta. I zdecydowanie tej książki żadna dziewczynka nie powinna czytać sama, ale ze starszą siostrą, mamą, babcią...Kimś, kto będzie dla niej takim przewodnikiem po cudach świata, jak Mademoiselle Oiseau dla Isabelli. Autorki zresztą wielokrotnie podkreślały, że ich zamysłem było wspólne czytanie książek.


Historia o Mademoiselle Oiseau jest niezwykła, ale równie ważna jest w tych książeczkach forma – a dokładniej cudowne, magiczne i delikatne ilustracje Lovisy Burfitt. Może nie wiecie, ale to właśnie od pracy Lovisy zaczęła się historia Mademoiselle – rysowniczka stworzyła ją jako wzór na porcelanowym serwisie. Rok później Lovisa zapytała Andreę, czy ta nie napisałaby historii pasującej do postaci. I tak powstała intrygująca Mademoiselle, choć dziś trudno stwierdzić, co w tej historii dominuje, obraz czy słowo. Przeplatają się płynnie, być może dlatego, że obie autorki znają się bardzo dobrze, mają do siebie zaufanie i dają sobie tyle wolności i magii, ile trzeba.

Trzeci tom tworzy klamrę zamykającą historię. Ale czy będzie ostatni? Tego nie wiemy, bo opowieść daje wiele możliwości kontynuacji. Już nie mówiąc o tym, że w Szwecji świat Mademoiselle Oiseau zdecydowanie wykroczył poza ramy książek. Powstały notatniki, pamiętniki z kreatywnymi ćwiczeniami i zabawami nawiązującymi do treści książek, kolorowanki, wycinanki… cały ten świat tworzony przez fanów i dla fanów w każdym wieku, spragnionych kontaktu z ulubionym bohaterem. Miejmy więc nadzieję, że autorki stworzą kolejną część.


Andrea de La Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt, „Mademoiselle Oiseau w Argentynii”, przeł. Alicja Rosenau, Wydawnictwo Literackie

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Piknik, różowe włosy, internetowy detoks. [/b] Oto 30 rzeczy, które powinno się zrobić w lato chociaż raz
ALEKSANDRA GERSZ

Piknik, różowe włosy, internetowy detoks. Oto 30 rzeczy, które powinno się zrobić w lato chociaż raz

[b]Hans Solo kontratakuje! [/b] Raper z Pięć Dwa i członek Luxtorpedy o kondycji swojego serca i słuchu
WYWIAD

Hans Solo kontratakuje! Raper z Pięć Dwa i członek Luxtorpedy o kondycji swojego serca i słuchu

Marcin PonikowskiMarcin Ponikowski

Jim Jarmusch jeszcze nigdy nie był tak krytyczny wobec popkultury, swojej ojczyzny, kondycji planety, człowieka i jego ikon, a przede wszystkim względem swoich popularnych kolegów z branży. Wszyscy ci, którzy odsądzają go za film o zombie od czci i wiary w filmowy kunszt, powinni oglądnąć obraz jeszcze raz. Z potrójnym przymrużeniem oka.

MARSZ RÓWNOŚCI W BIAŁYMSTOKU

REAKCJE NA PRZEMOC I AGRESJĘ