
Gdy PiS ogłosił tzw. jedynki i dwójki kandydatów na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego, bez wątpienia to jego nazwisko było największym zaskoczeniem. Szef MSWiA Joachim Brudziński ma być lokomotywą partii w majowym głosowaniu na Pomorzu Zachodnim oraz w lubuskiem. Teraz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM tłumaczył, po co wybiera się do Brukseli. Lub – po co się nie wybiera.
Po czym padł argument finansowy z... niezbyt zrozumiałym związkiem frazeologicznym.
Jeżeli ten mandat zdobędę, to nie po to, żeby za przeproszeniem, "za jedno euro gonić sukę do Brukseli" i być...
Słucham?
Przepraszam, ale jest takie powiedzenie.
Nie znam.
Jest takie powiedzenie tak zwanych europosłów dietetycznych, którzy robią wszystko, tylko żeby nabijać swoją kabzę, więc ja chcę ten czas wykorzystać do tego, żeby być jeszcze skuteczniejszym politykiem i jeszcze skuteczniej zabiegać o interesy Polski.
Wróci pan po tej kadencji, jeśli pana wybiorą oczywiście wyborcy, wróci pan do polskiej polityki?
A gdzie mam wracać? Ja się z Polski nigdzie nie wybieram.
