"Lekarze wybierają łatwiejszą pracę" . Konsultantka ze Śląska szczerze o powodach tragedii na SOR-ach

Dr Jolanta Majer, konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej w województwie śląskim, uważa że to braki kadrowe w SORach mogły doprowadzić do ostatnich tragedii.
Dr Jolanta Majer, konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej w województwie śląskim, uważa że to braki kadrowe w SORach mogły doprowadzić do ostatnich tragedii. Fot. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. NMP w Częstochowie
Te zdarzenia wstrząsnęły opinią publiczną i w sposób tragiczny obnażyły niedostatki systemu ochrony zdrowia w Polsce. Wszystkie miały miejsce w województwie śląskim. Jednak niedofinansowanie i zbyt mała liczba personelu w szpitalnych oddziałach ratunkowych to bolączka SOR-ów w całej Polsce.


Zdaniem dr Jolanty Majer, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie medycyny ratunkowej w województwie śląskim, SOR jest miejscem, które ratuje życie, a do tego tak naprawdę wypełnia niedostatki podstawowej opieki zdrowotnej i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

W Zawierciu 21-letnia kobieta w ciąży z udarem nie dostaje pomocy na czas w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. W ciężkim stanie trafia na oddział udarowy w UCK w Katowicach. Na korytarzu SOR w Dąbrowie Górniczej inna kobieta zwija się z bólu, w końcu mdleje, nie otrzymawszy pomocy. W Sosnowcu, na izbie przyjęć, godzinami czeka 39-letni mężczyzna ze spuchniętą nogą, z której sączy się krew i płyn - nie dostaje pomocy na czas, umiera.


Co się takiego stało? Dlaczego doszło do tych wszystkich nieszczęść. Zawinił system, brak pieniędzy, brak empatii?


To są przypadki, które w ostatnim czasie wydarzyły się na terenie województwa śląskiego, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jesteśmy najliczniejszym województwem.

W obecnej chwili trudno powiedzieć co było dominującą przyczyną tych zdarzeń. Każde z nich było inne. Będę je wnikliwie badać i przyglądać się każdej z tych sytuacji.

Jeśli chodzi o przypadek 39-letniego mężczyzny, który nie doczekał się odpowiedniej pomocy w Sosnowcu, to trzeba zauważyć, że wydarzyło się to w Izbie Przyjęć, a nie na terenie SOR. Jeśli chodzi o Izby Przyjęć, nie mamy określonych norm dla personelu IP. Do pacjentów IP bardzo często przychodzi lekarz z oddziałów szpitalnych. Gdyby ten pacjent zgłosił się na SOR, to jego bezpieczeństwo byłoby większe.


W Zawierciu młoda dziewczyna w ciąży nie otrzymała odpowiedniej pomocy na czas, mimo że zgłosiła się do SOR…

To z kolei zupełnie inny przypadek. Ten przypadek będzie z pewnością poddany wnikliwej analizie wielu specjalistów. Udar u 20-latki to ogromna rzadkość. Trzeba przeanalizować wszystkie informacje dotyczące stanu zdrowia pacjentki.

Jaka jest sytuacja finansowa, kadrowa w SOR-ach na terenie województw śląskiego?

Jako konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej przeprowadziłam kontrole we wszystkich SOR-ach na terenie województwa śląskiego i wszyscy dyrektorzy szpitali, w których te SOR-y funkcjonują otrzymali zalecenie zwiększenia liczby personelu tych oddziałów, żeby zwiększyć bezpieczeństwo pacjentów.


Niestety nie ma norm zatrudnienia dla SOR. Trwają prace nad nowym rozporządzeniem w sprawie SOR. Obecnie jest taki SOR w szpitalu, jaki chce mieć dyrektor tego szpitala. Będę przeprowadzać rekontrole i sprawdzać, czy moje zalecenia zostały wykonane przez szpitale. Nie można pracować poza granicą bezpieczeństwa.

SOR jest niezwykle kosztownym oddziałem dla szpitala. Na te koszty musi godzić się dyrektor placówki. Były już wprowadzone zmiany finansowania, ale okazały się niewystarczające. Lepsze finansowanie tych oddziałów dałoby dyrektorom możliwość zatrudnienia większej liczby personelu.

Jakie działania systemowe mogłyby poprawić bezpieczeństwo pacjentów?

Opracowywane nowe rozporządzenie o Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Wierzę, że tam znajdzie się jakaś bliższa informacja na temat liczby personelu, która powinna być zatrudniona w SOR-ach. Teraz są to oddziały, w których pracuje bardzo różna liczba osób. Zwykle są braki personelu, bo nie ma chętnych do pracy.

Oddziały ratunkowe wymagają zasilenia w kadry. Musi być twardo określone, jaka norma zatrudnienia powinna być spełniona na takim oddziale. Należy to określić na podstawie ilości pacjentów, którzy są przyjmowani przez dany SOR.

Trzeba pamiętać, że Szpitalne Oddziały Ratunkowe udzielają pomocy nie tylko osobom w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, ale dużej liczbie pacjentów zgłaszającym się do SOR z różnymi problemami zdrowotnymi. Około 70 proc. pacjentów zaopatrujemy ambulatoryjnie, 30 proc. wymaga hospitalizacji. Każdy pacjent chce być priorytetowy.
Może problemem jest niedoskonały triage [procedura umożliwiająca "segregowanie" rannych]?

Triage jest konieczny. Trwają prace ujednoliceniem sposobu triage. Będziemy mieli prawdopodobnie w całej Polsce 5-stopniowy.

SOR-y muszą stać się oddziałami priorytetowymi dla każdego z dyrektorów szpitali. To pierwsza linia szpitala. Praca w SOR jest bardzo trudna. Oddziały ratunkowe mają kłopoty kadrowe, trudno jest znaleźć dobrą obsadę.

Tyle że w całym systemie ochrony zdrowia brakuje nam lekarzy i personelu medycznego.

Te braki wynikają również z tego, że lekarze wybierają pracę łatwiejszą, mniej obciążającą niż SOR. Praca w SOR jest dla bardzo zdeterminowanych osób, które chcą się realizować w takiej dynamicznej, trudnej specjalizacji.

Mamy ciągle zbyt mało lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej, bo specjalizacja jest trudna, specyficzna. Nie każdy ma takie predyspozycje. Bywa, że pomimo uzyskanego tytułu specjalisty lekarze ostatecznie nie podejmują pracy w SOR.

Może pomogłoby lepsze finansowanie SOR-ów?

Zapewne tak. Dodatkowo, gdyby tym oddziałom poświęcono tyle atencji co np. kardiologii czy onkologii... Gdyby znalazła się pula środków, która wsparłaby te oddziały w ich finansowaniu...

Ponadto gdy SOR nie stwierdzi zagrożenia życia, powinien mieć możliwość poproszenia o zwrot kosztów placówkę, która wysłała pacjenta lub w której nie mógł otrzymać pomocy.

Może powinniśmy też mieć możliwość wystawiania rachunków przychodniom podstawowej opieki zdrowotnej, które często lekką ręką odsyłają do nas pacjentów, wpływając w ten sposób na przeciążenie SOR.

Medycyna ratunkowa jest nie tylko ratunkowa dla pacjentów, ale też dla całego systemu ochrony zdrowia. Niedostatki podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, a czasem niewłaściwa decyzja samego pacjenta ogniskują się w gigantyczną pracę w SOR-ach.

Gdy trafia do nas pacjent, musimy go zbadać, ocenić jego stan, zanim zdecydujemy co dalej. To wymaga sporo czasu.

Może organizowanie nocnej i świątecznej pomocy przy SOR-ach było nietrafioną decyzją?

Nie, to dobry pomysł. Jeśli zespoły SOR i NPL dobrze współpracowały, to pacjent
podążał we właściwym kierunku.

Są szpitale, które mają różne lokalizacje w ramach jednej placówki. Wtedy pacjenci sami decydują, czy korzystać z nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, czy udać się na SOR.

Czy to, co wydarzyło się ostatnio w województwie śląskim, wymusi jakieś zmiany systemowe dotyczące SOR-ów?

Dyrektorzy szpitala mają taki SOR, jaki chcą mieć. To oni w tej chwili o tym decydują. Nie ma norm zatrudnienia, a personelu jest zbyt mało.