"Zrzuciłem buty i już!". Pan Jacek od 20 lat chodzi boso i przekonuje do tego innych

Jacek Gryszkiewicz buty zakłada tylko wtedy, kiedy idzie na pogrzeb.
Jacek Gryszkiewicz buty zakłada tylko wtedy, kiedy idzie na pogrzeb. Fot. archiwum prywatne
Jeśli zakłada buty, to tylko na pogrzeby. Nie nosi ich nawet, kiedy kieruje samochodem. Nie ma znaczenia czy to lato, czy mroźna zima – Jacek Gryszkiewicz od prawie 20 lat wszędzie chodzi boso. Pomysłodawca "Stowarzyszenia Warmińskich Chłopów Bosych" w rozmowie z naTemat opowiada, dlaczego zdecydował się na taki krok i mimo tego nie oszczędza na butach.


Od ilu lat chodzi pan boso?

Mniej więcej od początku XXI wieku, czyli to już będzie jakieś 19 lat.

Dlaczego zrzucił pan buty?

Nie było żadnego konkretnego zdarzenia. To po prostu we mnie ewoluowało. Najpierw zacząłem chodzić w tenisówkach, później bez skarpet, jeszcze później tylko w klapkach, aż stwierdziłem, że to w ogóle nie jest potrzebne. Zrzuciłem buty i już!

Dało mi to poczucie wolności. Przełamałem stereotyp i poczułem się wolny. To było to. To było coś, co sprawiało mi przyjemność i radość.

Jak zareagowali najbliżsi?

Normalnie, czyli nie było tolerancji. Najpierw traktowali to jako fanaberię, a później, kiedy trwałem w tym, byli bardzo zdegustowani.

Teraz już nie są?

Teraz są zdegustowani, ale tym, że zakładam buty.

Jakie są plusy chodzenie bez butów?

Człowiek jest bardziej obecny. Musi się skupić, aby nie wleźć w jakieś tam ostre przedmioty, kolce, nie nadepnąć na jakieś rzeczy, które mogą skaleczyć. Tym, którzy siedzą w smartfonach, to nie polecam tego.
A jeśli chodzi o zdrowie?


To prawdopodobnie też działa. Przez tych 19 lat ani razu nie chorowałem. Jest mnóstwo różnych teorii, które mówią o pozytywnych aspektach chodzenia boso. Są receptory w nogach, które się masuje, kiedy naciska się na jakieś kamyczki.

W stopach są zakończenia wszystkich narządów, tzw. punkty akupunktury, których masowanie pobudza te narządy, czyli zapewnia równowagę energetyczną. Ci, którzy chodzą boso, naprawdę raczej nie chorują.

Chodząc po śniegu, po wodzie, kiedy jest zimno, kiedy wychodzimy z ciepłego mieszkania w mróz, niesamowicie hartujemy organizm. Wszystkie te teorie, które mówią, że nie wolno wychodzić na mróz nieubranym, są nieprawdziwe.

Podobno jest też tak, że jak człowiek chodzi cały czas boso, to telefon komórkowy mu nie szkodzi, bo jest jakby uziemiony. Te szkodliwe ładunki z organizmu spływają do ziemi. Też coś w tym jest.

Większość dzieci uwielbia biegać boso, a później nagle zakładamy buty i już trudno je zdjąć. Powinniśmy brać przykład z najmłodszych?

Oczywiście. Dziecko nie wymyśla sobie żadnej teorii, ono widzi co jest przyjemne, co daje mu radość. Tylko to jest ważne.

Ile dni w roku chodzi pan bez butów?

To zależy ile pogrzebów jest. Jak ich nie ma, to codziennie chodzę boso.

Zimą też?

To jest tak, że przez ten trening człowiek się uodparnia. Przede wszystkim psychicznie. Jak jest zimno, to się idzie, a jak człowiek już nie może wytrzymać, to ucieka do ciepłego. Wszystko także zależy od tego, jak długo się chodzi. Jak jest duży mróz, temperatury są bardzo niskie, to po prostu chodzi się krótko.

Chociaż, kiedy jest bardzo mroźnie, to jest sucho i jest dużo łatwiej. Wtedy tak bardzo zimna się nie czuje. Natomiast kiedy są np. trzy stopnie na minusie i jest plucha, to odczuwalne zimno jest o wiele większe.

Czasami skóra pęknie w czasie dużych mrozów, ale to nie wiadomo dlaczego, bo znowu w innym podobnym momencie tak się nie dzieje. Poza tym duże częściej kaleczę się w dłoń niż w stopę.

Zdarzyło się jednak, że zranił się pan dość mocno?

Na Starym Mieście w Olsztynie był zlot starych motocykli. Pojechałem tam, zaparkowałem w bocznej uliczce, i nagle czuję, że coś mi się wbiło w nogę. Sięgnąłem ręką i poczułem, że coś siedzi w stopie, ale nie mogłem tego wyjąć, więc poszedłem dalej, bo co miałem robić. Na chodniku zostawiałem tylko krwawe plamy.


Wszedłem w gąszcz motocykli i w pewnym momencie podeszła do mnie dziewczyna ubrana na czarno, w skórzanej motocyklowej kurtce. Wyciągnęła chusteczkę higieniczną, schyliła się do mojej nogi i nagle ból minął. To chyba był anioł...

Samochód też prowadzi pan bez butów?

Oczywiście. To jest doskonały sposób na prowadzenie auta. Kiedy drogówka mnie zatrzymuje, to policjanci są bardzo zainteresowani. Nie jest prawdą jest, że nie wolno prowadzić na bosaka, wolno.

Bose stopy nie przeszkadzają?

To nawet pomaga! Bardzo pomaga.

Spotyka się pan częściej z niemiłymi komentarzami, ciekawymi spojrzeniami czy sympatią?

Przede wszystkim jest zainteresowanie. Ludzie mnie zaczepiają i z nostalgią opowiadają, że ich babcia tak chodziła, że oni też tęsknią za czymś takim, ale już nie mogą tego swojego programu, który mają na twardym dysku w głowie, wykasować.

Czasami zdarzają się także oznaki troski, czyli ludzie sadzą joby. Twierdzą, że zachoruję i powinienem się oszczędzać, że to głupota, ale wie pani, oni po prostu troszczą się o mnie.

Można powiedzieć, że pana śladem poszli też inni?

Tak się zdarza. Mój przyjaciel kilka lat temu przyjechał do mnie i mówi, że bardzo chciałby chodzić boso, a ja do niego mówię: "To ściągaj buty", a on cyk i ściągnął. Od tego czasu chodzi boso.

Stworzył pan z kolegami nawet stowarzyszenie.

Założyliśmy "Stowarzyszenie warmińskich chłopów bosych". Prowadzimy działalność ekologiczno-społeczną. Bierzemy udział w różnych eko akcjach, prezentujemy alternatywny sposób życia, odżywiania.

Co to znaczy alternatywny sposób życia?

Chodzi o życzliwe życie, czyli np. bycie wegetarianinem. Najważniejsze jest jednak to, aby podchodzić do wszystkich życzliwie. Nawet do tych, którzy sadzą joby. Smutek jest bardzo nieprzyjemny, wolę się cieszyć.

Od kiedy działacie?

Od około 10 lat. Było nas kilku przyjaciół, chcieliśmy zbudować alternatywną wioskę. Spotykaliśmy się wiele razy i w końcu padł pomysł, że może założymy stowarzyszenie. Na początku śmialiśmy się z tego, ale w końcu to zrobiliśmy.

Założyliśmy stowarzyszenie, zarejestrowaliśmy je. Okazało się, że to był bardzo dobry krok. Zupełnie inaczej we wszystkich urzędach traktują członka stowarzyszenia. Można działać.

Czyli to jest też aspekt edukacyjny waszej działalności?

Stowarzyszenie ma w statucie akcje edukacyjne, jeżeli chodzi o ekologię.

Co pan robi na co dzień?

W tej chwili, to już tylko dobre wrażenie, ale tak w ogóle jestem konserwatorem zabytków.Oczywiście w pracy też boso?

Tak. Ludzie się dziwią kiedy jestem bez butów w kościele. Szczególnie zimą zastanawiają się, jak mogę tak wytrzymać.

Odwrócę trochę sytuację, jak się pan czuje , kiedy jednak trzeba założyć buty np. na pogrzeby, o których pan wspominał?

Bardzo dobrze! Rewelacja! Wtedy dopiero doceniam, jak wspaniałe jest chodzenie w butach. Jest mróz, a tu człowiek idzie i jest cieplutko.

Ale jednak nie chce pan do butów wrócić na stałe.

Po pogrzebie człowiek już z ulgą zdejmuje buty. Chodzenie boso jest dla mnie jak oddychanie. Nie skupiam się na tym.

Jest jeszcze na pewno jeden plus, jeśli chodzi o chodzenie boso. Oszczędza pan na butach?

To oczywiście jest plus, ale żona skutecznie nadrabia.

Ale nie ma problemu z tym, że ona idzie w butach, a mąż bez?

To już jej minęło. Kiedyś jak szliśmy ulicą, to było to dla niej trudne, albo ja szedłem z tyłu, albo żona. Teraz już jednak nie.

Ona nie chciałaby się przestawić na chodzenie boso?

Ona nawet po dywanie nie chodzi boso, bo dywan jest zbyt mało delikatny.