Przemoc seksualna może mieć twarz kobiety — szokujące? Ten film otwiera oczy

"Królowa kier" pokazuje, że społeczne postrzeganie kobiet i mężczyzn, w pewnych kontekstach, nadal jest bardzo stereotypowe
"Królowa kier" pokazuje, że społeczne postrzeganie kobiet i mężczyzn, w pewnych kontekstach, nadal jest bardzo stereotypowe Fot. materiały prasowe
Mężczyźni, tak samo często, jak kobiety, padają ofiarą wymuszonych kontaktów seksualnych — to zdanie zarówno dzisiaj, jak i dekadę temu wywołałoby mnóstwo komentarzy. Pytanie, czy po terapii szokowej, jaką zafundował naszemu społeczeństwu ruch #MeToo i sporym wysiłkom włożonym w walkę na rzecz równouprawnienia, komentarze te byłyby od siebie diametralnie różne?


Można w to wątpić i przypuszczać, że nadal większość stanowiłyby niedowierzające głosy z gatunku: “Chyba ktoś tu przesadził”. Mimo że stereotyp mężczyzny jako dominującego macho, jedynego żywiciela rodziny, czy też “tego technicznego”, “tego myślącego bardziej logicznie”, “tego mniej rozemocjonowanego” itp. odchodzi powoli do lamusa, to jednak obraz “tego bezwzględnego” czy “tego samolubnego” nadal trzyma się mocno.

Dowody? Mam dwa.

Pierwszy to zwątpienie w przytoczoną na wstępie statystykę, która, choć wydaje się niewiarygodna, jest prawdziwa. Takie dane zebrali Lara Stemple i Ilan H. Meyer, autorzy badania pod tytułem “The Sexual Victimization of Men in America”.

Badacze przeanalizowali raporty amerykańskiego Biura Statystyk Systemu Sprawiedliwości (BJS) oraz Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) i doszli właśnie do takich zaskakujących wyników.

Liczba rekordów ze zgłoszeniami o przemocy seksualnej pochodziła w równym stopniu od kobiet, co od mężczyzn, ale to mężczyźni częściej jako sprawców podawali przedstawicielki przeciwnej płci.

Drugiego dowodu na to, jak bardzo szokuje nas kobieta wyjęta poza nawias roli ofiary i przejmująca kontrolę w sytuacji przemocowej, możecie poszukać sami oglądając film “Królowa kier” duńskiej reżyserki May el-Toukhy.
Matka, żona, kochanka
Film zaczyna się sielankowo: Anne (Trine Dyrholm) i Peter (Magnus Krepper) to małżeństwo w starszym-średnim wieku. Ona jest prawniczką i specjalizuje się w obronie małoletnich ofiar przemocy. On jest lekarzem i sporo czasu spędza na dyżurach, poza domem.

Anne i Peter wychowują razem dwójkę rudych, wesołych bliźniaczek. Mieszkają w domu żywcem wyciętym z katalogu meblarskiej sieciówki i przeważnie zachowują się jak bohaterowie lifestylowej sesji: jeśli rozmawiają, to tylko uprzejmie, jeśli są ubrani, to nienagannie.


Skandynawski spokój burzy pojawienie się syna Petera z poprzedniego związku. Gustav (Gustav Lindh) nie może dłużej mieszkać z matką w Sztokholmie — kobieta skarży się, że 17-latek sprawia problemy; sugeruje, że najlepszym rozwiązaniem będzie wysłanie go do szkoły z internatem.
Peter, mimo że do tej pory pojawiał się w życiu chłopaka jedynie sporadycznie, postanawia dać mu szansę i wpuścić go do swojego idealnie zaprojektowanego życia.

Anne nie protestuje — wręcz przeciwnie. Zgodnie z wyśrubowanymi do nieosiągalnych dla środkowych Europejczyków standardami poprawności politycznej, przyjmuje całą sytuację z grzecznym uśmiechem.

Stoickim spokojem reaguje, nawet gdy Gustav objawia swoją ciemniejszą stronę — tę, która odpowiada z nie do końca poprawne relacje z matką.
Obserwując zachowanie Gustava trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę nie odbiega ono od nastoletniej normy. Być może miał na koncie drobne przestępstwa, być może wcześniej reagował zbyt impulsywnie, ale w domu Anne i Petera początkowo nic na to nie wskazuje: w zabawy z bliźniaczkami angażuje się niczym wzorowy starszy brat, jest grzeczny zarówno w stosunku do ojca, jak i macochy. Chociaż w stosunku do tej ostatniej, może za bardzo.

Anne, z powodów wiadomych tylko samej sobie, zaczyna korzystać z zaufania chłopaka. Właśnie “korzystać”, a nie “wykorzystywać”, bo początkowo może się wydawać, że uczucie, które rodzi się między starszą kobietą i nastolatkiem, jest odwzajemnione, a korzyści, jakie oboje z niego czerpią — obopólne.
Jesteś nikim, kto miałby ci uwierzyć?
Spróbujmy teraz odwrócić sytuację: do domu Petera i Anne wprowadza się jej córka z pierwszego małżeństwa: dziewczyna nieco zbuntowana, ale w gruncie rzeczy dobra. Anne sporo pracuje, więc siłą rzeczy nastolatka spędza sporo czasu z Peterem — na tyle dużo, że wywiązuje się pomiędzy nimi romans.

Czy w takim przypadku również mówilibyśmy o “obopólnej korzyści”? Czy nie powiedzielibyśmy raczej, że Peter “uwiódł” dziewczynę? Że “wykorzystał” jej młodość / naiwność / łatwowierność? Że, pomijając nawet kwestie wierności, nie powinien dopuszczać się kontaktów seksualnych z dzieckiem — bo przecież 17-latka to jeszcze dziecko, prawda?
A 17-latek? 17-latek to już mężczyzna — jak głosi stereotyp. Ten sam, który Anne bez mrugnięcia okiem wykorzystuje.

Jest pewna swojej pozycji: jeśli nawet będzie musiała kłamać w żywe oczy, ze starcia ze swoim “trudnym” pasierbem wyjdzie cało. — Jesteś nikim, kto miałby ci uwierzyć? — właśnie tak, bez ogródek i prosto w oczy, Anne uświadamia Gustavowi jego pozycję w społecznej hierarchii.

“Królowa kier” została doceniona na festiwalu Sundance. Co symptomatyczne, zdobyła nagrodę publiczności. Czy jest to dowód na to, że widok kobiety, matki i żony, która potrafi “po męsku” wszystkie te szufladki zamknąć tylko po to, aby zaspokoić swoje własne żądze, jest dla nas szokiem? Być może. Tym bardziej jednak należy “Królową kier” obejrzeć.

Artykuł powstał we współpracy z Gutek Film.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...