"Nogi wcale nie siniały. Panu... zafarbowały spodnie". Niewiarygodne, z czym ludzie przychodzą na SOR

Na SOR ludzie zgłaszają się czasem z absurdalnych powodów. Niepotrzebnie zabierają czas lekarzom, którzy powinni skupić się na ratowaniu naprawdę ciężko chorych ludzi, których życie jest zagrożone.
Na SOR ludzie zgłaszają się czasem z absurdalnych powodów. Niepotrzebnie zabierają czas lekarzom, którzy powinni skupić się na ratowaniu naprawdę ciężko chorych ludzi, których życie jest zagrożone. Fot. Sebastian Adamus / Agencja Gazeta
– Kiedyś zgłosił się pacjent, którego niepokoiły pręgi na nogach, które pojawiały się wieczorem. Oczywiście musiałam go zbadać, zebrać wywiad. Wykonać skrupulatnie wszystkie czynności, które lekarz SOR musi wykonać. Okazało się, że te pręgi to odciśnięte szwy spodni na nogach. Pan widział je zawsze, kiedy wieczorem zdejmował ubranie – opowiada nam dr Jolanta Majer, śląski konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej.


Siny od dżinsów
– Słyszałam też o pacjencie, który zgłosił się do nas z siniejącymi nogami. Okazało się, że nogi wcale nie siniały. Panu zwyczajnie farbowały spodnie – opowiada dr Majer.

Pacjentów, którzy zgłaszają się z takimi absurdalnymi dolegliwościami na Szpitalny Oddział Ratunkowy, jest niestety wielu. Inni, mimo że nie występuje u nich zagrożenie życia i zdrowia, również czekają w kolejce. Specjaliści wyliczyli, że w sumie nawet 50 - 70 proc. osób, które zgłaszają się na SOR, nie powinno się tam zgłaszać.
– Przez dłuższy czas zgłaszała się do nas starsza pani, przynajmniej raz w tygodniu. Skarżyła się na ból w klatce piersiowej. Oczywiście za każdym razem była badana, musieliśmy wykluczyć np. zawał. Jednak za którymś razem ta kobieta rzeczywiście przyszła do nas z zawałem. Choćby ten przypadek pokazuje, że musimy za każdym razem dokładnie zbadać pacjenta – zaznacza dr Majer.


Dodaje, że lekarz SOR musi wykluczyć zagrożenie życia, czyli np. zawał, zator, tętniaka aorty, udar itp. Każdego zgłaszającego się musi potraktować należytą starannością. Nie może odmówić udzielenia pomocy.

Boli całe ciało
Wiele osób, które zgłaszają się na SOR, to pacjenci z nerwicą lękową. Nie wymyślają swoich dolegliwości. Ich naprawdę boli w klatce piersiowej, tyle że ból nie jest spowodowany zawałem, a nerwicą. Jak tłumaczy specjalistka, tacy chorzy boją się opuścić szpital. Nerwica lękowa potrafi doprowadzać do dużych lęków o życie i zdrowie. Ci pacjenci najbezpieczniej czują się w szpitalu.

Dr Jolanta Majer
Konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej

Pamiętam też pewną panią, którą najpierw bolało w klatce piersiowej. Gdy zrobiliśmy badania i okazało się, że z jej sercem jest wszystko w porządku, wtedy zaczęła ją bardzo boleć głowa. Zrobiliśmy badania - również było wszystko w porządku. Na końcu zaczęły ją boleć stopy. Wtedy wiedzieliśmy już, że tu nie ma zagrożenia życia.

Oprócz pacjentów z nerwicą lękową zdarzają się też chorzy z fibromialgią, w przebiegu której odczuwają bóle całego ciała, przewlekłe zmęczenie i męczliwość. Zdarzają się również osoby zdenerwowane z zespołem hiperwentylacji, które oddychają za szybko, co może powodować przyśpieszony rytm serca, zawroty głowy czy zaburzenia widzenia.

Zarówno pacjenci z nerwicą, jak i fibromialigią, czy zespołem hiperwentylacji, potrafią mieć objawy, które na pierwszy rzut oka wydają się groźne, jednak tak naprawdę nie zagrażają życiu. Zawsze jednak wymagają obserwacji i poświęcenia im dużej ilości czasu.


Dr Majer mówi, że pacjentów z nerwicami powinna kierować do psychiatry. Jednak robi to rzadko, ponieważ wywołuje to tylko złość pacjentów. W Polsce cały czas wstydzimy się pójść do psychiatry. Obawiamy się przyklejenia łatki osoby psychicznie chorej. Tymczasem dobre leczenie nerwicy lękowej może bardzo poprawić jakość życia i sen.

Nie usuwamy kleszczy
– Nie usuwamy kleszczy o czwartej nad ranem, w ogóle nie usuwamy kleszczy. Trudno zrozumieć dlaczego pacjenci zgłaszają się z takim problemem do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i to o 4 nad ranem – mówi nam dr Tomasz Byrczek, p.o. Kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Św. Barbary w Sosnowcu.

Jednak usuwanie kleszczy to nie najbardziej absurdalne historie, z jakimi spotyka się specjalista.


– Takich historii jest mnóstwo. Mogę opowiedzieć o pacjentce z szumami usznymi od trzech lat, o pacjencie z 8-tygodniowym bólem głowy itp. – opowiada nam dr Byrczek.
Pamięta pacjentkę, która przyszła z urazem nogi. Tyle że do urazu doszło podczas wakacji, a pacjentka zgłosiła się na SOR dwa tygodnie po powrocie. Nie korzystała z pomocy medycznej w czasie urlopu, kiedy doszło do zdarzenia.

Tłumaczyła, że jest osobą zajętą zawodowo i po powrocie z urlopu dopiero miała czas przyjść na SOR. Była oburzona, że chciano ją odesłać do lekarza rodzinnego. Sprawa otarła się nawet o dyrekcję szpitala, która oczywiście uznała rację lekarzy. To nie było nagłe zachorowanie zagrażające życiu kobiety.


Żądam internisty
Niektórzy pacjenci, zdaniem doktora, nie wiedzą z czym należy się zgłaszać do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, natomiast inni celowo przychodzą właśnie tu, zamiast do lekarza rodzinnego, z pełną świadomością tego, że ktoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy, dostanie ją później, przez to że zabrali czas lekarzowi.
Dr Tomasz Byrczek
P.o. Kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Św. Barbary w Sosnowcu

Niektórzy przychodzą już z planem. Wydaje się im, że o każdej porze dnia i nocy zrobią u nas wszelkie badania diagnostyczne od ręki. Czasami przychodzi pacjent i mówi wprost, że chce wykonać rezonans magnetyczny, bo normalnie ma termin za pół roku. Zdarza się, że pacjent żąda kontaktu z internistą, bo potrzebuje zwolnienia lekarskiego.

– Zastanawiamy się czasem z kolegami, dlaczego osoba, która ma np. bóle głowy od trzech tygodni, stwierdza, że najlepszym pomysłem jest zgłoszenie się na SOR o godzinie 4 nad ranem, kiedy jesteśmy już bardzo zmęczeni. To nie tylko kwestia, z czym przychodzą ci pacjenci, ale też o której godzinie – mówi specjalista.

Lekarz opowiada nam, że niedawno przyszedł chłopak o 2 w nocy. Dzień wcześniej uderzył się w nogę. Lekarze pytali dlaczego przyszedł dopiero o tej porze. Tłumaczył, że wydawało mu się, iż właśnie o tej porze nie będzie kolejki.

– Przecież wcześniej zaopatrzylibyśmy mu ranę bez problemu. Nie brał pod uwagę, że o tej porze możemy być już zmęczeni i powinniśmy zachować przynajmniej tyle sił, żeby odpowiednio zaopiekować się pacjentami, którzy trafią do nas z powodu zawału, udaru czy poważnych urazów.
Wiadomo dlaczego

Lekarz tłumaczy, że w pewnym sensie rozumie tych pacjentów. Powiedzmy, jeśli chory był u lekarza rodzinnego, bo często ma bóle brzucha.

Lekarz rodzinny, chcąc go zdiagnozować, wystawił mu skierowanie np. na USG, rezonans. Pacjent dowiedział się, że USG będzie miał za 3 tygodnie, a rezonans za 2 miesiące.

– Tymczasem jesteśmy narodem, który umie kombinować. Ja też nie chciałbym czekać miesiącami na badanie. Dlatego ten pacjent przychodzi do nas, bo jesteśmy jedynym miejscem, gdzie może szybko wykonać badania diagnostyczne, choć nie wszystkie oczywiście.


Ofiary własnego sukcesu
Do SOR w św. Barbarze zgłasza się coraz więcej pacjentów, bo uważają że ten oddział jest lepszy niż w innych, okolicznych szpitalach.

– Niestety nie dostajemy z tego tytułu więcej pieniędzy jako SOR, a powinniśmy zatrudnić więcej personelu. Realia są takie, że musimy dużo więcej pracować przy zbyt małej obsadzie – mówi mój rozmówca.

I dodaje: – Powinienem mieć więcej pieniędzy, żeby zatrudnić jeszcze jednego lekarza, trzy pielęgniarki i ratownika medycznego.
Nasi rozmówcy są zgodni, że pacjenci powinni mieć lepszy dostęp do badań diagnostycznych i jednocześnie należy zreformować podstawową opiekę zdrowotną, ponieważ wielu pacjentów powinno właśnie tam uzyskać pomoc od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, a nie na SOR-ze.

Tymczasem chorzy nie otrzymują tam kompleksowej pomocy lub zwyczajnie, np. w okresach zwiększonej zachorowalności, nie mogą się dostać do lekarza.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...