Każdy z nas ma realny wpływ na zdrowie tych osób. Wystarczy nie robić jednej rzeczy

Piętno nie pozwala osobom z doświadczeniem kryzysu psychicznego na szybki powrót do zdrowia.
Piętno nie pozwala osobom z doświadczeniem kryzysu psychicznego na szybki powrót do zdrowia. Fot. 123rf
Można powiedzieć, że Polska to nie jest kraj dla ludzi z doświadczeniem kryzysu psychicznego. Taki kryzys oznacza, że już na zawsze możemy dostać łatkę "wariata”, "nienormalnego”. Tak jakby wiedza o tym, że z choroby psychicznej się zdrowieje omijała nas szerokim łukiem. Lekką ręką skazujemy ludzi, którzy nie ze swojej winy, mieli lub mają chorobę psychiczną, na napiętnowanie, odsunięcie na margines społeczeństwa.


Powszechnie wiadomo, że polska psychiatria przeżywa ogromny kryzys, głównie z powodu niedofinansowania. Jednak za zdrowie osób, które doświadczyły kryzysu psychicznego, w pewnym sensie odpowiadamy my wszyscy. Jeśli piętnujemy, to te osoby dłużej i gorzej dochodzą do zdrowia.

– Wiemy, że piętno dotyczy nie tylko osób chorych psychicznie ale też ich rodzin , a nawet psychiatrycznej ochrony zdrowia. To oznacza, że nawet uczestnicy tego kongresu, którzy troszczą się o system opieki nad osobami chorymi psychicznie mogą się poczuć naznaczeni – mówił podczas II Kongresu Zdrowia Psychicznego prof. dr hab. Andrzej Cechnicki, psychiatra, psychoterapeuta, kierownik Zakładu Psychiatrii Środowiskowej Katedry Psychiatrii CM UJ. 


Mniejsze szanse
Profesor tłumaczy, że napiętnowanie społeczne i dyskryminacja przyczyniają się do wykluczenia. Zmniejszają szansę na bliskość, dobre relacje społeczne, posiadanie mieszkania, zatrudnienia i zwiększają koszty opieki nad osobami z chorobami psychicznymi.



– 90 proc. pracodawców przerywa proces rekrutacyjny, jeśli tylko dowie się, że rekrutowana osoba chorowała psychicznie. 87 proc. badanych doświadczyło odrzucenia przez innych z powodu choroby psychicznej, 50 proc. zerwania kontaktu, 70 proc. podejmowało bezskutecznie próbę zatrudnienia – wylicza prof. Cechnicki.


Stereotypy na temat chorób psychicznych, zdaniem specjalisty, stwarzają społeczny dystans, pogarszają przebieg choroby. Stanowią barierę w procesie zdrowienia. Uzewnętrznienie piętna prowadzi u osób chorujących do zaniżonej samooceny, poczucia gorszości, do wycofania ze związków i relacji, poczucia braku wpływu na bieg wydarzeń.


– Piętno związane z chorobą psychiczną jest dla człowieka równie groźne jak samo chorowanie. Jest często dużo cięższym i trudniejszym doświadczeniem niż sama choroba psychiczna. Choroba psychiczna często przemija, pacjenci wchodzą w remisję, natomiast piętno pozostaje i cały czas jest ciężarem nie do pokonania – przypomina profesor.


Zdaniem psychiatry, musimy zmienić nasze myślenie - z choroby psychicznej się zdrowieje. Piętno związane jest z błędnym przekonaniem, że choroby psychiczne są nieuleczalne i nie ma szans na zdrowienie.

Dochodzą do zdrowia
Wiadomo np., że 20 proc. chorych na schizofrenię zdrowieje na tyle, że żyje bez leków. 50 proc. osób z tą chorobą przez lata ma okresy remisji i dobrego samopoczucia. W procesie zdrowienia prowadzą bardzo aktywne życie.

– Musimy w końcu zrozumieć i przyjąć, to co mówią eksperci na całym świecie, że zdrowienie jest możliwe, że jest to proces indywidualny. To nie są choroby nieuleczalne, to są choroby przewlekłe, jak cukrzyca. Tu można wziąć sprawy w swoje ręce, odzyskać sens życia, kierować i sterować swoim życiem – mówi prof. Cechnicki.
Jego zdaniem, najlepsza walką z piętnem jest budowanie więzi społecznych.

– To pomoże chorym w zdrowieniu, ich rodzinom, lokalnym społecznościom, psychiatrom, politykom, a nasze społeczeństwo uczyni bardziej szlachetnym i cywilizowanym – podsumowuje specjalista.

Nie człowiek. Chory psychicznie
– Pełnoprawny członek społeczeństwa, a przeważa piętno - chory psychicznie. Czyli jaki? Nieprzewidywalny, trudny do zrozumienia, mówiący lub zachowujący się dziwnie. Nietypowy, czasem agresywny, choć rzadziej niż wszystkim się wydaje. Tak jesteśmy postrzegani, jako osoby z problemami psychicznymi, od których najlepiej trzymać się z daleka – mówiła podczas II Kongresu Zdrowia Psychicznego Anna Olearczuk, asystentka zdrowienia z diagnozą choroby afektywnej dwubiegunowej. Edukatorka Fundacji eFkropka. 

Mówi wprost: – Ukrywamy naszą diagnozę psychiatryczną przed naszymi pracodawcami. Boimy się, że przyznając się do diagnozy psychiatrycznej, już na etapie rekrutacji stawiamy się w znacznie gorszej pozycji i boimy się, że znowu będziemy postrzegani stereotypowo. Wtedy przestaje kogokolwiek obchodzić jakie mamy wykształcenie, kompetencje, doświadczenie, ponieważ znowu istotniejsza staje się łatka, to piętno - chory psychicznie.

Piętno, zdaniem Anny Olearczuk, powoduje, że osoby z doświadczeniem kryzysu psychicznego, często postrzegane są jako osoby, które do pracy się nie nadają.

– Używam pojęcia "przyznanie się do diagnozy psychiatrycznej” celowo, bo to tak jest jakby doświadczenie kryzysu psychicznego było naszą winą, czymś wstydliwym, do czego trudno się przyznać, jak do zrobienia czegoś złego. To nie nasza wina, że chorujemy. To jak siebie postrzegamy, przekłada się bardzo mocno na to jak funkcjonujemy, jak bardzo obawiamy się otoczenia – tłumaczy.

Opowiada, że przez jakiś czas prowadziła bloga o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Kiedy zaczęła szukać pracy, skasowała go. Blog, który prowadziła dwa lata. Ten strach przed negatywną oceną, z powodu doświadczenia kryzysu psychicznego, przeważył.

Profesjonalnie sprzątać nie każdy umie
– W walce z piętnem trzeba być wrażliwym na innych. Zauważyłam, że programy skierowane do osób po kryzysach psychicznych, w ogóle nie biorą pod uwagę, że takie osoby mogą nadawać się do bardzo różnej pracy, bo mają różne kompetencje, wykształcenie, doświadczenie, a nie tylko do prostych prac fizycznych – zauważa asystentka zdrowienia.
I dodaje: – Taka forma piętna powoduje, że w pracy nie jesteśmy w stanie wykorzystać wszystkich swoich atutów, albo trafiamy do pracy, do której zwyczajnie się nie nadajemy. Znam kilka osób, które mają spore kompetencje, które mogą realizować się na rynku pracy i płacić podatki, ale one nie znajdą swojego miejsca ani w firmie sprzątającej, ani ochroniarskiej. Profesjonalnie sprzątać, też trzeba umieć. Doświadczenie kryzysu psychicznego nie powoduje, że ma takie kompetencje.

Piętnowanie językiem
Język jakiego używamy jest bardzo istotny. Wystarczy przyjrzeć się np. takiemu stwierdzeniu, że ktoś zmarnował sobie życie, bo zawarł związek z osobą z doświadczeniem schizofrenii. Tym piętnem przykrywamy człowieka. Przestajemy traktować go jak kogoś równego nam, kto ma prawo do szacunku, godnego życia, a w skrajnych przypadkach w ogóle prawo o życia.

– Tzw. "piramida nienawiści” zaproponowana w latach pięćdziesiątych przez  Gordon’a Allport’a, amerykańskiego psychologa, pokazuje jak mogą nasilać się pewne procesy i jak szkodliwa może być niewłaściwa komunikacja – zauważa Anna Olearczuk.

Na najniższym poziomie jest to od czego się zaczyna - nienawistne komentarze, określenia, piętnowania słowem. Wyżej następuje unikanie, dążenie do izolowania osób, które piętnujemy. Następnym krokiem jest dyskryminacja, zaczyna się przemoc fizyczna. Na szczycie piramidy mamy eksterminację.

Zdaniem Olearczuk, historia pokazuje, że osoby chore psychicznie doświadczyły wszystkich poziomów tej piramidy, łącznie z eksterminacją w trakcie II wojny światowej. Program eksterminacji hitlerowców polegał na "eksterminacji życia nie wartego życia”. W tym czasie wymordowano 200 tys. osób z różnego rodzaju zaburzeniami psychicznymi oraz neurologicznymi.

– "Życie nie warte życia” - to jest ten język nienawiści, od którego wszystko się zaczyna. Dlatego w walce z piętnem ważną rolę odgrywa czwarta władza, czyli media. Są wszędzie obecne, każdy z nas się z nimi styka, kształtują język, którym posługujemy się na co dzień. Jeżeli słyszymy zły język, to zaczynamy go używać i zmienia się nasze myślenie.

Napiętnowanie osoby z doświadczeniem kryzysu psychicznego jest, zdaniem specjalistki,bardzo łatwe. Można wspomnieć o używaniu w sensie pejoratywnym takich określeń jak schizofrenik, psychotyk, psychiczny, szpital dla czubków, wariat czy szaleniec.
Jak najdalej od "wariatów"
– Równie niebezpieczne jest jeśli w artykule na temat kogoś, kto popełni przestępstwo pojawia się informacja, że sprawca jest chory psychicznie, albo że w przeszłości leczył się psychiatrycznie. Samo takie stwierdzenie nie oznacza nic, ale stwarza piętno i dotyczy wszystkich osób zaburzonych, chorujących psychicznie, ale także całego środowiska związanego z psychiatrią, stygmatyzuje nas wszystkich – wyjaśnia asystentka zdrowienia.

Uważa, że dla laika ta informacja nic nie mówi, ale wzmaga lęk i chęć odcięcia się od tych wszystkich "wariatów, których powinno się pozamykać w psychiatrykach”.

– Tu widać, że według piramidy nienawiści, płynnie przechodzimy od złego języka, do izolowania osób chorych psychicznie. Wiele zależy od dziennikarzy, czy będziemy wspinać się po tej piramidzie coraz wyżej, czy odwrócimy ten trend.

Anna Olearczuk podkreśla, że nikt nie może być pewny, że kwestia kryzysu psychicznego nigdy nie dotknie jego lub jego rodziny. Wtedy każdy może doświadczyć piętnowania.

Jej zdaniem dobra, doinwestowana opieka psychiatryczna, która stawia na opiekę środowiskową, gdzie leczenie szpitalne jest ostatecznością, nie tylko może pomóc osobom chorym psychicznie ale również całemu społeczeństwu, które nie będzie się obawiało osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego. To z kolei nadzieja na to, że osoby, które doznały kryzysu psychicznego, nie będą musiały żyć z piętnem.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...