
Każdy z nas przynajmniej raz w życiu podejrzał prywatną wiadomość swojego partnerki lub partnera. W czasach wszechogarniających nas ekranów komputerów i smartfonów można to zrobić zupełnie przypadkowo. Są jednak osoby tak nieufne, że kontrola partnera stała się nieodłącznym elementem ich związku.
Niedawno dowiedziałem się, że znajomy nie wylogował się z Facebooka, a jego związek nadal jakimś cudem istnieje. Nieopatrznie zostawił włączone okienko Messengera. To wystarczyło, by jego narzeczona przypadkiem podejrzała, że umawiał się na piwo z koleżanką w innym mieście. Tajemnicza nieznajoma napisała, że "już nie może się doczekać".
Zdarzyło mi się zarówno podglądać, jak i być podglądaną. Na swoją obronę mogę powiedzieć jedynie, że nigdy nie dążyłam świadomie do podglądania partnera, wszystko zadziało się "przy okazji" - kiedy korzystałam z jego komputera, na którym nie wylogował się z FB i ktoś do niego napisał i wyskoczyło mi okienko z fragmentem wiadomości na ekranie. Nie pamiętam dokładnie jej treści, a jedynie, że coś mnie zmartwiło czy zaintrygowało. I wtedy zajrzałam na messengera. Przejrzałam parę nazwisk, nie wchodząc bezpośrednio w konwersację i przyszedł moment refleksji, zrobiło mi się głupio.
Stanowczo odradzam zaglądanie do prywatnych wiadomości drugiej połówki. W mojej sytuacji lektura okazałą się bolesna i trudniejsza niż samo rozstanie. Właściwie wystarczyła mi krótka wymiana zdań z jedną z koleżanek żeby wiedzieć, że już po nas, ale coś kazało mi czytać dalej kolejne konwersacje.

Analizując zjawisko szpiegowania drugiej połówki zaobserwowałem dwa podstawowe podejścia:
2. Ufam, więc nie podglądam, inaczej mówiąc "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" albo "co ma być, to będzie".
Gdybym nie ufał swojej partnerce, nie udawałbym, że wszystko jest w porządku a w zamian odwalał Rutkowskiego. Wolałbym to skończyć niż żyć w jakichś urojeniach i niepotrzebnym stresie. Hasła do mediów społecznościowych nikomu bym nie podał. Nie poprosiłbym też o nie mojej partnerki. Każdy ma prawo do prywatności i sekretów. A jeśli układa sobie po kryjomu życie z kimś innym, to moja kontrola niczego nie zmieni.

Odblokowany smartfon drugiej osoby kusi jak mało co. Tylko rzucę okiem z kim tam gada. Kiedy widzimy, że dziewczyna lub chłopak pisze non stop na Messendżerze, mimowolnie wzbudza to naszą niepewność. Czy jednak podglądanie wiadomości zawsze jest złe?
Jeśli nasz partner nie przyznaje się do niczego, a widzimy, że ostatnio się dziwnie zachowuje, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć przeglądanie wiadomości w poszukiwaniu dowodów i rozwianiu wątpliwości. Jednak jeśli naszym sposobem na życie ma być tylko sprawdzanie partnera, to i tak skończy się to katastrofą. Brak zaufania jest przesłanką do tego, by się rozstać.
