Prawica obwinia władze Warszawy za "plagę szczurów" na ulicach. Sprawdziliśmy, czy ma rację

Prawica twierdzi, że w stolicy za szczury odpowiada prezydent Trzaskowski...
Prawica twierdzi, że w stolicy za szczury odpowiada prezydent Trzaskowski... Fot. Kornelia Głowacka-Wolf/ Agencja Gazeta
Zwolennicy prawicy są w stanie oskarżyć opozycję o wszystko. Stąd nie powinno dziwić, że kiedy w Warszawie pojawiły się na ulicy szczury, prawica wiedziała kogo za to obwinić. W mediach społecznościowych pojawiło się sporo obraźliwych wpisów pod adresem prezydenta miasta. Pytanie tylko: czy słusznie winią stołeczny ratusz? Sprawdziliśmy to.


W mediach społecznościowych zaroiło się od komentarzy i postów, które opisują ostatni wysyp gryzoni na Ochocie, Pradze i w centrum stolicy. Niby to nic nowego, bo podobne doniesienia pojawiają się właściwie co roku, ale tym razem wielu komentatorów szybko znalazło winnego – to władze stolicy, które odpowiadają za "kryzys śmieciowy".


Warszawa rzeczywiście miała małą zadyszkę, jeśli chodzi wywóz odpadów. Miało to miejsce na początku lipca i związane było ze zmianą firm, które odpowiadały za odbiór śmieci w czterech dzielnicach. Jak udało nam się ustalić nieoficjalnie, niektóre firmy, które zostały od lipca zakontraktowane przez miasto do tej pracy, zastały w wielu miejscach zaległości po poprzednikach.


Zalegające śmieci i pojawienie się szczurów to woda na młyn dla przeciwników prezydenta Rafała Trzaskowskiego, którzy przekonują, że właśnie on i jego ludzie spowodowali "plagę" gryzoni.
"Jaki prezydent @trzaskowski_takie szczury w Warszawie. Może #strefarelaksu dla szczurów?" – pyta sarkastycznie Wojciech. Kuriozalne było już to, że za szczury dostało się także osobom LGBT. "Piorunochronem nienawiści" był wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej."Tam gdzie zaraza lgbt tam i szczury", "Rabiej to ma fajne życie. Permanentny urlop w tym Ratuszu. W Warszawie szczury biegają, bo śmieci nie wywiezione a prezydent w Malezjii po tęczowych schodach chodzi", "Czaskowski i Rabiej, wyrzućcie te śmieci w końcu" – czytamy w opisach postów.
Czyja to wina?
Szczury pojawiły się w Parku nad Balatonem na Gocławiu, w parkach – Szczęśliwickim i Malickiego na Ochocie, w śródmieściu i w Wilanowie. Mieszkańcy tych dzielnic narzekają na biegające wszędzie gryzonie, które upodobały sobie okolice śmietników, przyblokowych ogródków i balkonów. Wchodzą także do klatek schodowych i piwnic.


– U nas przeważa gatunek, który nazywa się szczurem wędrownym. On pochodzi z Azji Środkowej. Dawniej mieszkał na stepach, gdzie drzew, ani krzewów nie było, więc mieszkał w norach. I on woli nory ziemne, kanały, piwnice. I tam się gnieździ. A na żer wychodzi tam, gdzie ma ciągły dostęp do odpadków, więc do naszych zaniedbanych śmietników – mówił w naTemat w rozmowie z Darią Różańską profesor Stanisław Ignatowicz z SGGW.

Problem ze szczurami nie jest jednak rzeczą nową. Co roku na wiosnę lub latem w mediach pojawiają się informację o "pladze" tych gryzoni – czy to w stolicy, czy w innych miastach. Dwa miesiące temu pisano już o walce ze szczurami we Wrocławiu Miasto zostało objęte deratyzacją.

Poniekąd sami jesteśmy sobie winni. Polacy wyrzucają co roku 9 milionów ton żywności, chociaż dane te pochodzą sprzed 12 lat, a trend jest rosnący. Po aktualizacji okazałoby się zapewne, że do śmietnika trafia w naszym kraju jeszcze więcej produktów spożywczych. Nic dziwnego, że duże miasta, takie jak Warszawa, są idealnym miejscem dla szczurów.

Problemów coraz mniej
Ale czy to oznacza, że mamy do czynienia z plagą szczurów? Zapytaliśmy w ratuszu, który od razu na wstępie uspokaja, że nie odnotował zgłoszeń ws. niepokojącej liczby gryzoni. – Do Urzędu m.st. Warszawy nie wpłynęły zgłoszenia od mieszkańców dotyczące nadmiernego rozrostu populacji szczurów – mówi nam Dominika Wiśniewska z biura prasowego urzędu miasta.

– Odpady komunalne są systematycznie odbierane przez operatorów. W przypadku czterech dzielnic wraz z początkiem lipca zmienili się operatorzy. Ich zadaniem było dostosowanie harmonogramów odbiorów i zapoznanie się nowymi warunkami pracy. Przepełnione pojemniki opróżniali w trybie nadzwyczajnym. Operatorzy reagują na wszystkie zgłoszone nieprawidłowości, które przekazują mieszkańcy, a liczba odnotowanych reklamacji znacząco spadła – przekonuje urzędniczka.

To przesada
Według podanych przez nią informacji dzielnice na bieżąco reagują i podejmują działania na zgłoszenia mieszkańców dotyczących występowania szczurów. Każdy zarządca budynku, który nie jest pod kontrolą miasta ma obowiązek dokonać cztery razy do roku deratyzacji. Takie są przepisy. W końcu Warszawa to duże miasto i rządzi się swoimi prawami, więc obecność szczurów nie powinna nikogo dziwić.

– W naturze gryzonie szukają schronienia w miejscach ciepłych, bezpiecznych z dostępem do pokarmu. W stolicy mamy różnorodną zabudowę, a w niej piwnice, strychy, magazyny i podobne zakamarki, które zawsze były i są atrakcyjną przestrzenią dla szczurów. Właśnie dlatego w Warszawie obowiązuje regulamin utrzymania czystości i porządku – stwierdza Wiśniewska.

Także odbiorcy śmieci nie zauważyli, żeby przy punktach kręciło się więcej szczurów. Ich pracownicy muszą raportować o wszelkich zmianach i sytuacjach, które odbiegają od normy. Szczury nie są jedną z nich.

– Nie łączyłbym tego chwilowego spiętrzenia śmieci z początku lipca, kiedy nastąpiła zmiana operatorów odbierających odpady w stolicy, z tym, że w mieście pojawiły się szczury – mówi nam Karol Wójcik, rzecznik firmy "Byś".

– Gryzonie, w tym szczury, zawsze były w Warszawie i będą, bo taka jest specyfika dużych miast. Pojawiają się zwłaszcza tam, gdzie występuje dużo odpadów spożywczych i taka jest w tym przypadku zależność. Jeśli ktoś twierdzi, że ich obecność to wyłącznie wina nagromadzenia odpadów, to po prostu się myli – dodaje.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...