Obejrzałam "World on Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków

Serial "Świat w ogniu: początki" pokazuje koszmar II wojny światowej z kilku perspektyw
Serial "Świat w ogniu: początki" pokazuje koszmar II wojny światowej z kilku perspektyw Fot. Kadr z serialu "World on Fire"
Wydawałoby się, że o II wojnie światowej powiedziano już wszystko. Jednak brytyjski serial "World on Fire" (polski tytuł to "Świat w ogniu: początki") udowadnia, że to nieprawda. Tytuł BBC, w którego obsadzie znalazły się zarówno zagraniczne gwiazdy (Sean Bean, Helen Hunt, Lesley Manville), jak i polscy aktorzy (Zofia Wichłacz, Tomasz Kot, Agata Kulesza), pokazuje wojenny koszmar z perspektywy wiele osób: Polaków, Brytyjczyków, Francuzów, Niemców. I właśnie to międzynarodowe spojrzenie sprawia, że ten epicki serial mrozi krew w żyłach.


Helen Hunt, laureatka Oscara, jedzie samochodem przy niemiecko-polskiej granicy. W radiu leci polski hit "Ada to nie wypada". Czuję podekscytowanie, które nam polskim widzom nie jest obce. Towarzyszy nam ono zawsze, gdy w międzynarodowej produkcji pojawia się nasz rodzimy akcent. A w "World on Fire" tych polskich akcentów jest od groma.


Nie, Helent Hunt nie gra Polki. Gra amerykańską dziennikarkę, korespondentkę w Europie Nancy Campbell, która jako jedna z pierwszych poinformuje świat, że Niemcy szykują inwazję na Polskę. Na szczęście w epickiej produkcji BBC Petera Bowkera Amerykanie grają Amerykanów, Polacy Polaków, a Brytyjczycy Brytyjczyków. To oddech świeżego powietrza – w końcu żaden znany aktor nie udaje Polaka, mimo że nie mówi słowa po polsku.


Dzięki temu szansę mają się wykazać polscy aktorzy (za co pewnie musimy podziękować "Zimnej wojnie"). A tych jest spoko: znakomita Zofia Wichłacz w głównej roli i świetni, charakterystyczni Tomasz Kot, Agata Kulesza, Borys Szyc czy Mateusz Więcławek w rolach mniejszych. Dość powiedzieć, że żadne z nich nie ustępuje zagranicznym gwiazdom i my, Polacy, nie musimy mieć kompleksów. Ba, odczuwamy wręcz dumę.Ale pomijając fakt, że w produkcji BBC – w listopadzie będzie ją można u nas obejrzeć na kanale Epic Drama – grają Polacy, jak wypada ten serial, który w Wielkiej Brytanii doczekał się już czterech odcinków? Powiem krótko: znakomicie.


Wojna nie tylko nad Wisłą
Pierwszy sezon "World on Fire" to pierwszy rok wojny. Oglądamy obronę Poczty Polskiej w Gdańsku, panikę warszawiaków podczas pierwszych bombardowań, reakcję mieszkańców na działania hitlerowców we Francji i Niemczech, zaangażowanie Brytyjczyków w działania wojenne i początek ruchu oporu w Polsce. Wszystko oczami zwykłych ludzi, nie wielkich polityków.

Szok, niedowierzanie, nadzieja, że wszystko skończy się dobrze. To początkowo uczucia towarzyszące bohaterom, których poznaliśmy jeszcze przed wojną. Potem te uczucia znikną i ustąpią miejsca przerażeniu, nienawiści, rozpaczy albo obojętności. Będziemy obserwować, jak postaci dojrzewają, cierpią, kombinują, aby przetrwać, patrzą na śmierć bliskich. A nawet giną sami.

Tych postaci jest sporo. "Świat w ogniu: początki" to bowiem epicka historia wojenna z prawdziwego zdarzenia: wielowątkowa, rozłożona na lata, obfitująca w sceny walk. Mamy więc Harry'ego (Jonah Hauer-King), Brytyjczyka z dobrego domu, który kilka miesięcy przed wojną jedzie do Warszawy, aby objąć tam posadę tłumacza w brytyjskiej obsadzie.

W Manchesterze Harry zostawi zimną i wymagającą matkę (Lesley Manville) oraz byłą ukochaną Lois (Julia Brown), która pracuje w fabryce, śpiewa w klubie i opiekuje się ojcem pacyfistą, który zmaga się z powojennym szokiem (Sean Bean). Jest jeszcze jej niesforny brat Tom (Ewan Mitchell), który ku rozpaczy ojca dołącza do armii. Z kolei Lois będzie próbowała wykorzystać wojnę do poprawy swojego robotniczego losu.
W Warszawie Harry zaczyna nowe życie. Zakochuje się w Kasi (Zofia Wichłacz), kelnerce, córce żołnierza Stefana Tomaszeskiego (Tomasz Kot). Pod koniec sierpnia 1939 roku Stefan oraz brat Kasi Grzegorz (Mateusz Więcławek) jadą do Gdańska, by pomóc w obronie miasta. To Kasia musi zaopiekować się matką (Agata Kulesza) i małym bratem Janem. Pomóc jej próbuje wszelkimi sposobami Harry, który jednak po wybuchu wojny będzie musiał wrócić do ojczyzny i postanowi pojechać na front.

Oprócz Warszawy i Wielkiej Brytanii akcja dzieje się również w Berlinie i Paryżu. W stolicy Niemiec grana przez Hunt dziennikarka Nancy Campbell walczy z nazistowską propagandą, która nie pozwala jej głosić prawdy o działaniach wojennych. Pomaga ona też niemieckiej rodzinie Rosslerów, którzy martwią się o swojego syna na froncie oraz chorą córeczkę, którą chcą ochronić przed reżimem nazistów.

W Paryżu mamy z kolei siostrzeńca Campbell, młodego lekarza Webstera O'Connora (Brian J. Smith), który zakochuje się w czarnoskórym muzyku Albercie (Patrick Sawyers). Kiedy naziści wkroczą do Paryża, będzie on próbował uratować kochanka, który będzie przecież zagrożony podwójnie: z powodu swojego koloru skóry i orientacji seksualnej.

Wszyscy oni – zupełnie różni – zostaną połączeni przez koszmar wojny, który tak naprawdę dla każdego – obojętnie, jaka narodowość, płeć czy orientacja – był taki sam. I o tym właśnie jest "Świat w ogniu: początki".

Łączy nas wojna
Pokazanie wojny w kilku miejscach świata jest nowatorskim zabiegiem, dość genialnym w swojej prostocie. Produkcja BBC przekuwa bańkę pod tytułem "my mieliśmy gorzej". Bo wszyscy mieli źle.

Serial otwiera więc oczy – Polacy widzą brytyjską perspektywę (a "Świat w ogniu: początki" nie unika palącego i wciąż kontrowersyjnego pytania: dlaczego Brytyjczycy nie pomogli?), Brytyjczycy polską. Co więcej te perspektywy co i rusz się łączą, chociażby w postaci małego Jana, brata Kasi, który trafia do Wielkiej Brytanii. Jak bowiem sądzi jego siostra, tutaj będzie bezpieczniejszy niż nad Wisłą.
Serial nie unika patosu i wielkich słów. Jednak, o dziwo, oba te elementy są podane w strawnej ilości. Nie jest to amerykańska superprodukcja, w której w każdym ujęciu łopocze flaga, a żołnierze idą walczyć z Bogiem i ojczyzną na ustach. Owszem, jest walka za ojczyznę, ale serial nie pozostawia wątpliwości: wojna jest zła, a walka w obronie wielkich wielkich ideałów wcale tego zła nie łagodzi. Najważniejsze jest przetrwanie i obrona bliskich. Czasem zemsta.

To zło widzimy już w pierwszym odcinku w emocjonującej sekwencji obrony Poczty Polskiej w Gdańsku. Grany przez Tomasza Stefan Tomaszewski jedzie nad morze z synem. Wierzy, że walka to jego obowiązek. Jednak kiedy Niemcy nacierają coraz bardziej, a ludzie – głównie pracownicy poczty i tylko kilku zawodowych żołnierzy – giną coraz częściej, zaczyna zastanawiać się nad kapitulacją.

I nie czyni to wcale z niego tchórza. Wręcz przeciwnie. Jednak jego kamraci nie chcą ustąpić. Chcą walczyć. "Bo jesteśmy Polakami!" – krzyczą. Poza tym niektórzy z nich wierzą, że Brytyjczycy przecież im pomogą. Inni raczej w to wątpią.

Serial "Świat w ogniu" ogląda się więc z bijącym sercem i całą rangą emocji: od wzruszenia po przerażenie. A nawet nie o wojnę – tę wielką, na froncie – tu chodzi, ale tę małą, prywatną, w czterech ścianach. O ludzkie losy, o świat, który – zgodnie z tytułem – znalazł się w ogniu. Czy będzie można ten ogień ugasić? Oglądając serial BBC, mamy co do tego wątpliwości, jednak nie tracimy nadziei. W końcu ta umiera ostatnia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
PILNE
0 0Orędzie Dudy jak z kampanii wyborczej. Cytował Morawieckiego i.... naprawił gafę Macierewicza
0 0Marszałek Macierewicz wyrzucił z siebie wszystko. Mówił o gender i "neosocjalistycznym imperium"
INN:Poland 0 0Od spalonej wątróbki do wynalezienia internetu. Fascynujący życiorys Paula Barana
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction
POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna