naTemat extra

"Zdani na siebie". Zawodnicy z zespołem Downa zbierają na wyjazd na igrzyska

Fot. Maciej Stanik 

Sportowcy z zespołem Downa na treningi biegają kilka razy w tygodniu, rezygnują z cukru. Cel jest jeden: poprawić wynik i zdobyć medal na Światowych Igrzyskach dla Osób z Zespołem Downa w Turcji. Ale na razie zbierają na wyjazd. 
"Adam, jedziesz" – krzyczą zebrani na trybunach kibice. "Wchodzisz w nogi, mocno, złap, rzucaj, trzymaj, dobrze" – instruuje trener.
Ale wcale nie musi, bo Adam doskonale wie, co robi. Po 20 sekundach większy o głowę zawodnik leży, a Adam wspina się na jego plecy. 23-latek z zespołem Downa wygrywa walkę jiu jitsu. Podskakuje ze szczęścia, kiedy sędzia na znak zwycięstwa unosi jego ręce w górę.

Światowe Igrzyska dla osób z zespołem Downa (Trisome Games) odbędą się 31 marca - 07 kwietnia 2020 w Turcji, w Antalyi. Fot. Maciej Stanik

– Nazywam się Adam Wiśniewski. Zająłem drugie miejsce na Mistrzostwach Świata w Portugalii. Srebrny medal przywiozłem. Jadę do Turcji i będę walczył o złoto. Pływanie, judo... – wyrzuca z siebie 23-letni zawodnik.
Właśnie skończył się trening w hali szkoły specjalnej przy Elektoralnej w Warszawie. – Co daje ci sport? – przerywam mu monolog. – Radość – odpowiada bez zastanowienia.
To samo powtórzą jego koledzy i koleżanki z ParaSportowych, którym marzą się Światowe Igrzyska dla Osób z Zespołem Downa w Turcji, w Antalyi. Te odbędą się na przełomie marca i kwietnia. Z Polski pojedzie 24 zawodników, wszyscy pod egidą Fundacji SONI, w tym młodzież z ParaSportowych – sześciu zawodników.
– "Każdy zbiera na siebie" – usłyszałem od prezes pewnej fundacji. I jako ParaSportowi jesteśmy zdani na siebie: poszukujemy sponsorów, za resztę rodzice płacą sami – tłumaczy trener ParaSportowych Łukasz Głasek. 
– A pieniądze z Ministerstwa Sportu? – dopytuję. – Nie możemy liczyć na pomoc z ministerstwa. To z przyczyn formalnych – nigdzie się nie łapiemy. Nie jesteśmy objęci jako kadra, więc nie możemy być traktowani jak sportowcy wyczynowi – wyjaśnia Głasek. 
Za wszystko więc (opłatę za udział w zawodach, bilety lotnicze, ubezpieczenie stroje) rodzice dzieci z zespołem Downa przeważnie muszą zapłacić z własnej kieszeni. Koszt wysłania do Turcji jednego zawodnika to blisko 6 tys. zł. Czasami udaje się znaleźć sponsora albo dorzuci się szkoła.  

Adam Wiśniewski podczas treningu. Fot. Maciej Stanik

Adam: żeby mieć silny biceps

Adam po stoczonej walce na facebookowym profilu "Up and Down 21" zapisze w języku polskim i angielskim, że warto było ciężko trenować. Ćwiczy od lat. W sumie uzbierał już 82 medale. – Pływam na grzbiecie i kraulem, biegam – wylicza 23-letni sportowiec.
Mówi wolno i dokładnie. Wszystko zaczęło się od pływania. Adam miał 11 lat, kiedy trafił w ręce trenera Łukasza Głaska. Pływać wprawdzie potrafił, ale dopiero pod jego okiem zaczął to robić zawodowo. Szybko rozszerzył listę dyscyplin o brazylijskie jiu jitsu. Namówił go tata, który sam trenuje sporty walki.
– Przez 3,5 roku był jedynym zawodnikiem z zespołem Downa, który uprawiał brazylijskie jiu jitsu w Polsce – mówi Marta Wiśniewska, mama Adama.
Pół roku temu zainteresował się też judo. A już w listopadzie z Mistrzostw Świata, które odbyły się w portugalskim Guimares, przywiózł srebrny medal. Wszyscy mu gratulowali.
Trener Ireneusz Łukowski pękał z dumy. Tym bardziej, że nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. – Nie szło, nie szło, nie szło. Pojechał na zawody i udało się wszystko. Zrobił dokładnie to, co powinien był zrobić. Zazwyczaj jest odwrotnie – mówi Głasek.

Adam Wiśniewski. Fot. Maciej Stanik 

W sieci jest film, na którym uwieczniono, jak Adam w pełnym skupieniu wchodzi na salę, niczym utytułowany sportowiec. Ubrany jest w białe kimono, na plecach niebieską nitką wyszyto nazwisko "Wiśniewski" i napis "POL". Na uszach ma słuchawki. Leci w nich coś, co podnosi mu adrenalinę. Jego mama obstawia, że "Ready for war".
– Tuż przed wejściem na matę zdjął te słuchawki. I stoczył cztery walki, jedną przegrał. A był jedynym białym pasem na tych zawodach – zaznacza Marta.
Adam od czasu zawodów w Portugalii mówi o sobie "sportowiec". A z tym wiążą się i pewne zobowiązania. – Przed zawodami narzuca sobie dietę, trzyma w ryzach sylwetkę – zdradza jego mama.
– Nie jem słodyczy. Dużo śpię. Muszę pić dużo wody, żeby mieć silny biceps – pręży się Adam.
Przed zawodami Adam intensywniej trenuje. Trzy albo cztery razy w tygodniu judo, czasem bieganie i pływanie. Pomaga sobie też ćwiczeniami, które podnoszą koncentrację, medytuje. Odpręża się, gdy maluje. Niedawno jego obrazy były częścią wystawy na warszawskiej Starówce. 

Adam Wiśniewski podczas treningu. Fot. Maciej Stanik

Oprócz tego Adam chodzi do szkoły przysposabiającej do pracy. Lubi gotować, chociaż wymaga nadzoru. – Może w przyszłości znajdzie pracę jako pomocnik kucharza – mówi z nadzieją Marta.

Zuzka: dba o linię

Kiedy Zuzka miała trzy miesiące, jej mama podczas rehabilitacji usłyszała, że mała jest "gwiazdą wśród zespolaków". – Miała w miarę dobre, mocne napięcie mięśniowe. Ale nie sądziłam, że jej pasją będzie sport – przyznaje Agnieszka Szymańska.
21-letnia Zuzka żyje teraz wyjazdem na zawody do Turcji. Będzie tam rzucać oszczepem, dyskiem i pchać kulą. – Liczę na złoty i srebrny medal. Długo czekałam na te zawody – uśmiecha się Zuzka. 

Zuzanna Szymańska podczas treningu. Fot. Maciej Stanik 

Wszystko kręci się wokół wyjazdu na zawody.  Po szkole (druga klasa przysposobienia do pracy) od razu leci na trening. – Lubię ćwiczyć. Moje serce puka... Żeby biegać trzeba mieć silne nogi – Zuzka pokazuje na swoje. Są silne. Oprócz sportu uwielbia śpiewać, rysować i przepisywać piosenki z internetu.
Do treningów nie trzeba jej zmuszać. – To jest na razie jej sposób na życie – cieszy się Agnieszka.
Wszystko zaczęło się cztery lata temu. Trener, wtedy jeszcze nauczyciel wf-u, zasugerował, że dziewczynka nadawałaby się do rzutów. Spróbowali i stanęło na tym, że Zuza będzie rzucała oszczepem, dyskiem i pchała kulę.
Ona sama oprócz treningów trzy razy w tygodniu, zaczęła dbać o linię. Unika słodyczy, wybiera ciemne pieczywo. – Zdaje sobie sprawę z tego, co jest zdrowe. Wie, że ćwiczenia i praca wpływają na utrzymanie linii – opowiada jej mama.

Zuzanna Szymańska. Fot. Maciej Stanik 

Zuzka ma już pierwsze sukcesy sportowe. Na Mistrzostwach Europy w Tampere zdobyła: srebrny medal w rzucie dyskiem i brązowy w rzucie oszczepem.
– Jak są jakieś lekkoatletyczne zawody na Mazowszu to też jej się udaje zdobyć srebrny albo brązowy medal. Do tego złota zawsze troszeczkę brakuje, ale po to ćwiczy, żeby być jak najlepszą. Nie wiadomo, co będzie później. Dopóki chce trenować, robimy wszystko, by jej to umożliwić – mówi mama Zuzy. 

Trener: wyciągnąć z domu

To Łukasz Głasek ponad 10 lat temu zaczął trenować osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Miał ambicje, żeby te dzieci wyciągać ze szkół.
– Tak się złożyło, że nikt na Mazowszu nie chciał zajmować się pływaniem – opowiada. Głasek stworzył więc grupę, później kadrę narodową w pływaniu z niepełnosprawnością intelektualną.

Łukasz Głasek podczas treningu. Fot. Maciej Stanik

– Na międzynarodowych zawodach okazało się, że jest taki trend angażowania zawodników z zespołem Downa, którzy też zajmują się profesjonalnym sportem. Cel jest jasno określony: jesteś dobry, masz jakiś czas, to możesz wygrać – opowiada. Zaczęli się do niego zgłaszać rodzice. Sam też jeździł po szkołach integracyjnych, poradniach, organizował spotkania.
– Chciałem te dzieci wyciągnąć. Bo oni kończą szkoły podstawową i przysposabiającą do zawodu i zostają sami. Nie ma dla nich innej alternatywy. Mają warsztaty zajęciowe, na które przychodzą i się nudzą. A sport może być ważną częścią ich życia – dodaje.
Co im sport daje? – Oni czują się ważniejsi jak dostają medal. Próbujemy walczyć o jakieś stypendia dla nich. Ale nie ma organizacji, która chciałby nas wspierać – przyznaje Głasek.

Trener Łukasz Głasek. Fot. Maciej Stanik

Głasek powtarza, że trzeba mieć dużo cierpliwości, by trenować z dziećmi z zespołem Downa. Ale i należy być konsekwentnym, wymagającym.
– Dyscyplina. Nie można im odpuszczać. Jeśli ktoś źle się zachowuje, rozbija grupę, to trzeba go wyrzucić. Każdy może uprawiać aktywność fizyczną, ale nie każdy nadaje się do treningu – powtarza trener ParaSportowych.

Agnieszka: trenuję też przed telewizorem

– Skaczę w dal, biegam na 100 metrów. Jestem narciarką alpejską i jadę na Mistrzostwa Świata osób z zespołem Downa do Turcji – mówi z dumą Agnieszka. W Turcji będzie skakała w dal i biegała na 100 metrów. Marzy jej się złoto.
Siedzimy w niewielkiej szatni, Agnieszka jest po treningu. – Cieszę się, jak dostaję medale. Już mam kilka: złoto, srebro i brąz w kolarstwie, narciarstwie i lekkiej atletyce, w olimpiadach specjalnych i parasportowych  – opowiada.
Alicja Bauer, mama Agnieszki, studzi jej entuzjazm. – Ona zawsze jedzie z nadzieją, że zdobędzie medal. Ale są lepsi i myślę, że powoli się tego uczy, że nie zawsze można być najlepszym. Agnieszka trenuje kilka razy w tygodniu: lekkoatletykę i narciarstwo.
Ćwiczy nie tylko na stoku, ale i przed telewizorem. Przygląda się narciarzom zjazdowym. Ma poczucie obowiązku. – Mówi np.: "Nie mogę nie pójść na trening". Nawet jak jest chora i sugerujemy, żeby może nie szła na trening, to się upiera. Robi to chętnie – mówi Alicja.

Agnieszka Bauer. Fot. Maciej Stanik

Do trenera Łukasza Głaska trafiły przez przypadek. Były akurat na zawodach rowerowych dla osób z niepełnosprawnościami, a Agnieszkę interesowało głównie narciarstwo.
– Pan Łukasz powiedział, że szuka chętnych na narty. Za jakiś czas zadzwoniłam i zapytałam, czy aktualne. Przy okazji dowiedziałam się, że rozpoczyna zajęcia sekcja lekkoatletyki. A że górka "była w remoncie" przez większą część roku, to trener zaproponował lekkoatletykę. Po to, żeby cały czas się coś działo, żeby się ruszać. I tak się dzieje – śmieje się Alicja. 
Agnieszka chodzi do szkoły specjalnej (trzecia klasa hotelarska, uczy się na pomocnika pracownika obsługi).  – Później będzie jeszcze rok powtórzenia etapu edukacyjnego i projekt zawodowy związany z pracą. Może się uda – mówi z nadzieją Alicja.
Agnieszka przez cały czas mówi, że chciałaby pracować. – Mam nadzieję, że będzie kiedyś samodzielna. Sporo rzeczy potrafi: przemieszcza się komunikacją, przygotowuje sobie posiłki. Częste wyjazdy na różne zawody sprawiły, że potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Im więcej takich samodzielnych wyjazdów, tym lepiej – ocenia Alicja. 

Bartek: może zostanie pomocnikiem trenera

Kiedy urodził się Bartek, jego rodzice postanowili, że nic się w ich życiu nie zmieni, choć na moment ich świat się zawalił. – Nie zrezygnowaliśmy z niczego i mam wrażenie, że żyjemy pełniej, niż gdyby go nie było – wzrusza się Beata Matusiewicz, mama Bartka.
I tak: jeżdżą na nartach, biegają, Bartek gra na gitarze. Ostatnio wystąpił z ojcem podczas wigilii ParaSportowych. 22-latek brał też udział np. w zawodach narciarskich. Zdobył mistrzostwo Polski w slalomie i wicemistrzostwo w slalomie gigant.
Bartek jest nieśmiały i bardzo skupiony na ćwiczeniach, czy to na basenie czy w hali. W Turcji będzie pływał.

Bartek Matusiewicz podczas treningu na basenie. Fot. Maciej Stanik 

– Bardzo się cieszę z tych zawodów. Jadę konkretnie po złoto. Mam sportową dietę. Nie jem cukru i słodyczy. Byłem już na zawodach – opowiada Bartek.
– Pierwsze zawody były dawno temu. To było pływanie – wtrąca Beata. I poprawia synowi fryzurę. Bartek jest modnie ostrzyżony. Zapuścił brodę.– Pa, zobaczy to. Kalendarz, tu jestem ja  – pokazuje jeden z zawodników. – A mnie tu nie widać – dorzuca Zuzia.
Bartek tylko nam się przygląda. Jest onieśmielony. Trenować zaczął w 2008 roku, kiedy okazało się, że ma poważną wadę kręgosłupa. – Najpierw były zajęcia rehabilitacyjne na basenie – wspomina Beata. Mieszkali wtedy w Olsztynie, znaleźli nauczyciela wf-u, który trenował też pływaków.
Po przeprowadzce do Warszawy szukali szkoły, w której będą zajęcia z pływania. Tak trafili na Elektoralną. – Wtedy chodził tyle co z klasą i czasami dodatkowo prywatnie – wtrąca Beata.
Na poważnie Bartek zaczął trenować pływanie we wrześniu 2018 roku. Pojechał nawet na Mistrzostwa Europy w Sardynii. Ale wrócił bez medalu.
Pływanie jest trudną dyscypliną, a zawodnicy z innych krajów są lepiej przygotowani. – Mamy dwa lata zaległości. Jak pierwszy raz pojechaliśmy na te zawody, to reprezentanci innych krajów opowiadali nam, że dokładnie tak samo zaczynali. Zakładam, że nie będziemy w tym roku ostatni. Bo o medale w przypadku tej dyscypliny jest bardzo ciężko – mówi Łukasz Głasek.

Bartek podczas treningu na basenie. Fot. Maciej Stanik 

Beata zauważa: – To są kluby przygotowane przez państwo, od lat trenują. U nas wszystko organizowane jest przez rodziców. Nawet jeśli dzieci klasyfikują się do jakichś mistrzostw Europy, to my organizujemy wyjazd, wszystko opłacamy, czasami znajdzie się sponsor.  Innych możliwości nie ma.
W tym roku dyrekcja szkoły pomogła dofinansować zawody. Ale to i tak nie wystarczy na pokrycie kosztów wyjazdu zawodników i kibicujących im rodziców. Mimo przeszkód finansowych ani Beata, ani inni rodzice nie pozwoliliby, żeby ich dzieci zrezygnowały z trenowania. Za dużo im to daje, przede wszystkim uczy ich samodzielności.
– Jak jadą na obóz sportowy, to mają bardzo różne treningi i muszą się ogarniać. Oni tylko dostają hasło: o tej godzinie wychodzimy i muszą się zorganizować, muszą być przygotowani, zbadać o siebie, spakować, rozpakować, wysuszyć stroje – opowiada Beata.

Bartek podczas treningu. Fot. Maciej Stanik

Bartek dostał nawet od trenera propozycję, żeby zostać jego asystentem. – Jeśli oczywiście się sprawdzi, to od września może mieć pracę – cieszy się matka Bartka.
Beata mówi o obawach, jakie mają rodzice dzieci z zespołem Downa: – Martwimy się, co będzie, kiedy skończy się szkoła. Co będzie, kiedy nas zabraknie. Póki jest szkoła, póki my jesteśmy, to w ich życiu dużo się dzieje. Później może pozostać pustka. I oni w zasadzie mogą być wykluczeni ze społeczeństwa. Sport daje im podstawę. Jakby w Polsce były kluby, to mogliby trenować, dopóki by się rozwijali. Ale byłyby też miejsca pracy dla nich.
Tutaj możecie wesprzeć zawodników parasportowych.

Daria Różańska
Maciej Stanik





Autorzy artykułu:

Daria Różańska-Danisz

wicenaczelna

Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek

Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.

Sprawdź, jak to działa

Kwota napiwku

Wiadomość do autora (opcjonalnie)

Twój adres e-mail

Kod BLIK znajdziesz w aplikacji swojego banku