Znany aktor odkrył szczególną pasję
Matthew McConaughey należy do specyficznego grona aktorów: takich, dla których słowo “rola” musi być równoznaczne ze słowem “wyzwanie”. W ramach swojego najnowszego projektu podniósł poprzeczkę wyżej, niż możnaby przypuszczać.
Zdobywca Oscara zamierza zabrać was w podróż. Tym razem jednak to nie oko kamery przeniesie was w inną czasoprzestrzeń. A przynajmniej — nie tylko.
Jak się bowiem okazuje, poza filmową, która wywindowała go na szczyty celebryckich list, McConaughey ma jeszcze jedną pasję — bourbon. Jako dyrektor kreatywny legendarnej marki Wild Turkey, pomógł stworzyć unikalną partię destylatu sygnowaną swoim podpisem, o nazwie Longbranch.
Co celebryta może wiedzieć o bourbonie?
Aby zrozumieć, dlaczego współpraca światowej sławy aktora i jednego z najbardziej szanowanych w USA brandów nie jest czymś, co zdarza się na co dzień, trzeba zrozumieć, jaką estymą darzy się produkcję bourbona na drugiej półkuli.
Gdyby w Stanach przyznawane były certyfikaty Dziedzictwa Regionalnego, bourbon zdecydowanie miałby taki status. Jako że jednak tego rodzaju instytucja nie istnieje, sprawę uznawania poszczególnych produktów za rozpoznawalne na całym świecie symbole bierze na siebie Kongres.
Zgodnie z uchwałą Kongresu przyjętą 4 maja 1964 roku bourbon stał się trunkiem narodowym. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że za każdym razem, gdy kupujecie butelkę bursztynowego płynu, opisaną tym właśnie słowem, możecie być pewni, że jej zawartość przygotowano zgodnie z surowymi wytycznymi.
Z uwagi na to, że proces produkcji bourbona jest tak mocno regulowany, diabeł jakości tkwi w bardzo małych szczegółach. Osobami, które tworzą pełne owych szczegółów receptury są tak zwani “Master Distillerzy”.
Co oczywiste, nie jest to posada, na którą można zwyczajnie aplikować. Droga do osiągnięcia najwyższego poziomu wtajemniczenia jest wypełniona latami nauki, ciężkiej pracy i rozwijania pasji do tego niezwykłego trunku.
Podobnego doświadczenia, co oczywiste, nie potrzeba aby markę reprezentować - zwłaszcza, jeśli jest się celebrytą pokroju McConaugheya. Aktor od początku jednak deklarował, że nie chce być tylko “twarzą” na plakatach i, jak się okazało, słowa dotrzymał.
Aby przekonać się o tym, że współpraca McConaugheya z Wild Turkey jest czymś znacznie poważniejszym, niż tylko posunięciem wizerunkowym, musimy cofnąć się do roku 2016.
Dyrektor kreatywny albo “Master Storyteller”
"Naszej historii brakowało jedynie genialnego opowiadacza. Oto nowy dyrektor kreatywny marki Wild Turkey" — tak podpisano film, opublikowany w serwisie YouTube w 2016 roku. W ciągu czterech lat film, w którym McConaughey oprowadza nas po destylarni w Lawrenceburgu, obejrzano do dzisiaj ponad 1,3 mln razy.
— Ludzie z Wild Turkey zgłosili się do mnie kilka lat temu i zaproponowali, żebym został ambasadorem ich marki. Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej docierało do mnie, że nie chcę być tylko twarzą wypożyczoną do reklamy — wspomina McConaughey.
O tym, że “ludzie z Wild Turkey” podeszli do tego pomysłu ze zdrową dozą sceptycyzmu niech świadczy choćby fakt, że Longbranch trafił na światowe półki we wrześniu ubiegłego roku (na rynku polskim pojawił się miesiąc temu). Praca nad recepturą specjalnej edycji bourbona trwała więc kilka lat.
Tymi, którzy z pewnością mogli mieć opory przed wpuszczeniem znanego aktora w progi destylarni, byli Jimmy Russell i jego syn Eddie — Master Distillerzy, dbający o to, aby każda butelek Wild Turkey była zgodna z bourbonowym kanonem.
McConaughey musiał udowodnić więc, że współpracę z marką traktuje serio. Dość powiedzieć, że w światku miłośników klasowych trunków Jimmy Russell rzadko bywa tytułowany inaczej niż Budda Bourbonu.
Od audiencji u “Buddy” do zostania “kapłanem” droga jest jednak długa. — Chcę tworzyć tę historię, a nie być tylko jedną z postaci, występujących w opowieści. Oto więc moja nowa fucha: zostałem dyrektorem kreatywnym — mówił aktor w 2016 w filmie reklamowym, który sam wyreżyserował.
— Mój ojciec przychodził tu 6 razy w tygodniu przez 62 dwa lata — tłumaczył Eddie Russell, oprowadzając aktora po destylarni. Czy można potraktować te słowa jako swego rodzaju ostrzeżenie? Może tak, może nie. Faktem jest, że z jakiegoś powodu McConaughey zaangażował się w nowy projekt na 100 procent. Dowód?
Longbranch, czyli powitanie przyjaciela
McConaughey dostał ściśle określony zakres obowiązków. Z oczywistych względów nie został dopuszczony do każdego z etapów produkcji. Szczere chęci i zaangażowanie są na wagę złota, ale nie ukrywajmy, że 2 lata terminowania w destylarni z nikogo nie uczyni mistrza.
McConaughey miał za zadanie oceniać przygotowane dla niego próbki i wybrać tę, która przemówi do niego najbardziej. Początki nie były jednak łatwe. Pewnego wieczoru aktor wpadł na genialny pomysł, aby smak Wild Turkey nieco… uszlachetnić. Wahał się pomiędzy domieszką trzciny cukrowej albo cynamonu.
Słysząc ten pomysł, Master Distillerzy musieli zwijać się ze śmiechu: — Jeśli dorzucisz “coś” do destylatu, to już nie jest bourbon — potwierdza Eddie. McConaughey musiał więc nadrobić sporo zaległości. Kiedy jednak już “złapał” o co w produkcji bourbona chodzi, potrafił wpaść na genialny trop.
Do filtracji 8-letniego destylatu, starzonego w dębowych beczkach o najwyższym stopniu wypalenia wykorzystano bowiem drewno z drzewa o nazwie “mesquite”, lub jak chce polska wersja Wikipedii: jadłoszyn baziowaty.
Mesquite nie spotkamy jednak w Kentucky, ojczyźnie Wild Turkey. Roślina ta jest właściwa dla Teksasu, z którego pochodzi McConaughey. — Używamy go do przygotowania barbecue. To nie tylko drzewo, to zapach, który zapamiętasz — przekonuje aktor.
Czy charakterystyczny aromat znacząco wyróżnia Longbranch na tle innych destylatów Wild Turkey? I tak, i nie. Russellowie zadbali o to, aby nie mogło być mowy o pomyłce: Longbranch powstał w Lawrenceburgu, to jest jasne już po pierwszym łyku. Nie oznacza to, że limitowana edycja nie ma w sobie tego “czegoś”. McConaughey dokładnie pamięta moment, w którym udało się mu to “coś” uchwycić.
— Zadzwoniłem do niego o 2 w nocy — wspomina aktor, a Eddie Russell postuje: - Chyba raczej o 4 nad ranem — śmieje się i opisuje falę entuzjazmu, która wylała się z drugiego końca linii: — Powiedział, że [partia, którą skosztował] nie potrzebuje ani lodu, ani żadnych innych dodatków. To był Longbranch.
Pozostało tylko znaleźć odpowiednią oprawę dla tak wyjątkowego produktu. Aktor postanowił aktywnie zaangażować się w proces projektowania butelki: prostej w formie, ale równocześnie eleganckiej. Takiej, która nie przyćmi ani samego produktu, ani jego wyjątkowej nazwy.
Nazwy, pod którą, nota bene, również należy podpisać McConaugheya. “Long branch”, czyli “długa gałąź” to bezpośrednie nawiązanie do wspomnianego wcześniej mesquite — drzewa, które połączyło rodzinny Teksas McConaugheya i Kentucky, czyli ojczyznę Wild Turkey.
W jednym z nagrań McConaughey wspomina, że gdyby nie Kentucky, nie byłoby go na świecie: jego rodzice poznali się właśnie tamtejszym uniwersytecie.
Dzisiaj jego związek z tym stanem zacieśnił się jeszcze bardziej, czego symbolem jest grafika widniejąca na minimalistycznej etykiecie — nawiązanie do nowego, drzewa genealogicznego, którego aktor stał się częścią. Jak często podkreśla, Russellowie traktują go jak członka rodziny.
A co na to Master Distillerzy? Cóż, pozwolili mu podpisać się na etykiecie. Na przestrzeni 80 lat istnienia marki nikt inny nie dostąpił tego zaszczytu.
