naTemat extra

Terroryzm straszy Europę od lat

Fot. Przemysław Wierzchowski / Agencja Gazeta

Liczy się wywołanie strachu i paniki. Tę metodę „walki” znano już od stuleci, i choć na przestrzeni lat przybierała różne formy, jej spoiwem zawsze była motywacja, przekonanie, że cel uświęca środki. Tak, od dziesięcioleci, zamachowcy terroryzują Europę.
Statystyki nie kłamią. Jak pokazuje zamieszczona niżej, a szeroko komentowana w internecie grafika, wzrastające zagrożenie jest faktem. Tak źle, jeśli chodzi o liczbę ofiar, nie było co najmniej od 10 lat. Zamachowcy triumfują - wychodząc z domów, boimy się o siebie i bliskich.

Terroryści bez granic

Apogeum zimnej wojny – dwa potężne mocarstwa, USA i Związek Sowiecki, szachują się wzajemnie, rywalizując o dominację nad światem. Europę, „od Szczecina po Triest”, przecina żelazna kurtyna. Terroryści jednak nie znają granic – mają swoje komórki w różnych państwach (także nad Wisłą, gdzie “kryły” ich władze PRL-u).

Fot. Datagraver.com

Bliski Wschód nie daje o sobie zapomnieć – obok regularnych walk w ramach kolejnych wojen izraelsko-arabskich, toczy się rywalizacja na motywowane dążeniem do niepodległości zamachy. Bałkany ciągle uchodzą za jedną wielką beczkę prochu. IRA i ETA próbują skutecznie zwracać na siebie uwagę rządzących.

1970-1980

Nieszczęsny rok 1972. Najpierw, w lipcu, w tzw. krwawy piątek, członkowie Irlandzkiej Republikańskiej Armii dokonują eksplozji ładunków wybuchowych w stolicy Irlandii Północnej – Belfaście. Ginie 9 osób, 130 odnosi rany. Nie mijają dwa miesiące, a oczy całej Europy kierują się na RFN.
Odbywają się tam właśnie letnie igrzyska, wielkie święto sportu. Przyćmione jednak przez atak na olimpijczyków – członków reprezentacji Izraela. Palestyńczycy z organizacji Czarny Wrzesień zupełnie zaskakują sportowców w hotelu. Bilans ofiar wynosi 11 zabitych. Izraelski Mossad będzie później ścigał i eliminował sprawców tego zamachu.

Fot. Wikipedia / na lic. Creative Commons

W latach 70. z rąk terrorystów giną też ważni europejscy politycy. W grudniu 1973 roku w zamachu dokonanym przez ETA traci życie hiszpański premier Luis Carrero Blanco. Pięć lat później Czerwone Brygady zabijają uprzednio porwanego premiera Włoch Aldo Moro.

1980-1990

Dwa lata po znalezieniu ciała zamordowanego przez terrorystów Moro, Włochy okryły się żałobą. W sierpniu 1980 roku dochodzi do potężnej eksplozji na dworcu kolejowym w Bolonii. Za zamachem stoją członkowie neofaszystowskiego ugrupowania Zbrojne Komórki Rewolucyjne. Bilans jest tragiczny – 85 osób ginie na miejscu, przeszło 200 odnosi rany. To jeden z najczarniejszych dni w powojennej historii Włoch.
To, co w różnych włoskich miastach działo się w latach 80., nie bez powodu jest nazywane „pełzającą guerillą”. Ginęły setki osób, a zamachy i inne akty terroru liczono w tysiącach. Między innymi w Turynie, Rzymie, Mediolanie...

Fot. Wikipedia / na lic. Creative Commons

Podczas gdy Włosi opłakują ofiary Czerwonych Brygad, w Niemczech Zachodnich poważnie daje o sobie znać Frakcja Czerwonej Armii (RAF). Nie tylko napada na banki, rabuje tysiące niemieckich marek, ale i urządza zamachy. Na kwaterę główną armii amerykańskiej ma obszar Europy (w Heidelbergu) czy gmach Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego. Także inna akcja – na ambasadę RFN w Sztokholmie, odbija się szerokim echem. Ginie dwóch dyplomatów.
Ofiarami terrorystów padają też znane osobistości, m.in. prokurator generalny, a także szefowie międzynarodowych koncernów.
Wcześniej, bo we wrześniu 1980 roku, terroryści należący do nenazistowskiej Grupy Sportów Obronnych Hoffmana, atakują uczestników monachijskiego Oktoberfest. Święto piwa przerodziło się w dramat. Bilans? 13 zabitych, ponad 200 rannych.
Wszystkie te tragedie przyćmiewa jednak atak terrorystyczny na pokładzie Boeinga 747 linii Pan American World Airways. Samolot rozbija się nad szkocką miejscowością Lockerbie – dziś jest ona symbolem okrucieństwa terrorystów. To jeden z największych zamachów w historii. 270 ofiar śmiertelnych (259 pasażerów samolotu i 11 mieszkańców miasteczka) wywołuje międzynarodowy szok.

Fot. Wikipedia / na lic. Open Government License v2.0

1990-2000

Właśnie rozpada się sowieckie imperium, Europejczycy czują powiew przemian. Terroryści robią jednak “swoje”. W lipcu 1995 roku atakują Paryż. Algierscy zamachowcy wiedzą, gdzie uderzyć - wysadzają ładunki w metrze – jednej z najtłoczniejszych i największych podziemnych kolejek na Starym Kontynencie. Około 100 osób odnosi rany, jest 8 ofiar śmiertelnych.
Niedługo także Brytyjczycy wstrzymają oddechy. W lutym 1996 roku wybuch w londyńskich dokach zabija dwie osoby, 100 rannych zapamięta go do końca życia. Przypomina o sobie także IRA. Eksplozja samochodu-pułapki w sierpniu 1998 roku w Omagh (Irlandia Północna) przynosi śmierć 29 osób.
Pod koniec tysiąclecia areną działań terrorystów, za sprawą wznowienia konfliktu w Czeczenii, staje się Rosja. Władze obwiniają o zamachy czeczeńskich separatystów – do tragedii dochodzi m.in. w Moskwie i Władykaukazie. Ofiary liczy się w setkach.

2000-2010

Wydarzenia tej dekady to wstrząs dla świata. Po 11 września 2001 roku, w związku z atakiem na World Trade Center zorganizowanym przez Al Kaidę, wojnę terrorystom wypowiada największe mocarstwo globu – USA.

Fot. Wikipedia / na lic. Creative Commons

W zbiorowe bezpieczeństwo Europy szczególnie godzą wydarzenia z lat 2004-2005. Najpierw, w marcu 2004 roku, islamscy terroryści atakują Madryt. Eksplozja 10 bomb w pociągach kolejki podmiejskiej zbiera krwawe żniwo, powodując śmierć 191 osób. Prawie 1900 kolejnych odnosi rany.
Mija nieco ponad rok od zamachów w Madrycie, a kolejna europejska stolica – tym razem Londyn – staje się celem ataku terrorystycznego. W lipcu 2005 roku zamachowcy uderzają w najbardziej newralgiczne miejsca angielskiej metropolii, kompletnie paraliżując ruch komunikacyjny.
Seria wybuchów ma miejsce m.in. w metrze. Nie żyją 52 osoby, ok. 700 jest rannych. Dwa tygodnie później w Londynie znów wybuchają bomby. Tym razem, szczęśliwie, obyło się bez ofiar śmiertelnych.

Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta

Z atakami wciąż zmaga się Rosja. W październiku 2002 roku zakładnikami czeczeńskich separatystów stają się widzowie oraz aktorzy moskiewskiego Teatru na Dubrowce. Napastnicy uderzają w najmniej spodziewanym momencie - w czasie spektaklu. Antyterroryści przypuszczają szturm, ale jest wiele ofiar. Ginie co najmniej 130 zakładników.
Niemal dwa lata później, we wrześniu 2004 roku w Biesłanie na terytorium Osetii Północnej, terroryści strzelają do... dzieci. Gdy czeczeńscy zamachowcy opanowali gmach szkoły, świat wstrzymuje oddech. A później płacze: śmierć ponoszą 334 osoby, głównie nieletnie.
Celem ataków jest też moskiewskie metro. W głośnym zamachu z lutego 2004 roku, przeprowadzonym prawdopodobnie przez Czeczeńców, śmierć ponosi 41 osób. Kolejne 39 ofiar to bilans działalności dwóch kobiet-samobójczyń na jednej ze stacji metra w marcu 2010 roku.

2010 -

Rosja wkracza w nową dekadę z etykietą szczególnie zagrożonego terroryzmem państwa. Niebezpiecznie jest też u sąsiadów. Poza samą Moskwą, gdzie dochodzi do kolejnych wybuchów, świat śledzi m.in. wypadki z Mińska z kwietnia 2011 roku. Terroryści atakują tamtejsze metro. Dwa lata później wysadzają dworzec kolejowy w Wołgogradzie.
2015 rok przechodzi właśnie pod znakiem nowych tragedii. Najpierw, w styczniu, islamscy ekstremiści atakują paryską redakcję pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”, znaną m.in. z wcześniejszych prześmiewczych karykatur proroka Mahometa. Zamachowcy wiedzą, kogo szukają. Zabijają z zimną krwią 12 osób. Atakują także sklep koszerny w żydowskiej dzielnicy miasta.
Wydawałoby się, że zamachy ze stycznia sprawią, że francuskie służby zapobiegną kolejnym zagrożeniom. Ale mało kto mógł się spodziewać, że terroryści spod znaku Państwa Islamskiego będą zabijać w centrum Paryża, na ulicy. W zamachach z 13 listopada ginie łącznie 132 osób, dziesiątki w tragicznym stanie trafiły do szpitali.

Fot. Przemysław Wierzchowski / Agencja Gazeta

Terroryści z ISIS zapowiadają, że zbiorą kolejne krwawe żniwo. W Europie alarm. W Belgii i w Niemczech - stan podwyższonego ryzyka. Tymczasem rosyjscy śledczy ogłaszają, że to Państwo Islamskie stoi za katastrofą samolotu, który leciał z Egiptu do Rosji i „rozpadł się” wskutek eksplozji (bomba znajdowała się na pokładzie). Giną 224 osoby.

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W ostatnich latach do krwawych zamachów dochodzi też w Turcji. Całkiem niedawno – w lipcu tego roku – w miejscowości Suruc eksploduje zamachowiec-samobójca. Tureckie służby podają, że na feralnego 13 listopada w Stambule planowany był kolejny wielki zamach. Ten tragiczny dzień mógłby być jeszcze bardziej krwawy.
Europa po raz kolejny zadaje sobie pytanie: czy to już otwarta wojna?
Autor: Waldemar Kowalski




Autorzy artykułu:

Waldemar Kowalski