Są takie rzeczy, które...

 ...lepiej smakują na wakacjach!

Paprykarz szczeciński

„Danie” jedyne w swoim rodzaju. Mielonka rybna z ryżem, cebulą i koncentratem pomidorowym. Nazwa wskazuje na to, że wśród przypraw jest słodka papryka. Od sześciu lat jest oficjalnym produktem tradycyjnym. I tradycja każe nam zabierać te czerwone puszki na wakacje. Paprykarz je się na kempingu – na śniadanie i kolację. Nic nie smakuje tak dobrze po spływie kajakowym albo po całym dniu na żaglach. Ale w domu wolimy zjeść coś świeżego, najlepiej sushi.

Konserwa turystyczna

Nie będzie przesadą, jeśli nazwiemy tę wieprzową mielonkę daniem kultowym. Smak - słony. Właściwości - produkt pożywny i sycący. Puszka konserwy jest wygodna, wydajna i kojarzy się z wakacjami. To nic, że być może jest niezdrowa, to nic, że tłusta, ale naje się nią cała rodzina. Smakuje najlepiej po całodniowej wędrówce w górach. W warunkach domowych spożywana bardzo rzadko - zwykle próba konsumpcji kończy się podsumowaniem: „W wakacje smakowała mi bardziej”.

Piwo EB

Piwo nad polskim morzem? Są dwie grupy ludzi – jedni wybiorą EB, drudzy wybiorą Specjala. Ojczyzną obu jest Elbląg, ale to na bałtyckiej plaży smakuje najlepiej. Zimne, orzeźwiające, słodko-chmielowe. Niebo w gębie. Po powrocie z urlopu rozochoceni, chcąc przedłużyć wakacje, chociaż o jeden dzień, kupujemy sobie ulubione napój i… to już nie to samo. Piwo jak piwo.

Kabanosy

Żeby zjeść kabanosa, nie trzeba się zatrzymywać, nie trzeba rozkładać koca. Wystarczy wyjąć jednego z plecaka i cieszyć się przyrodą. Kabanos to taki polski baton energetyczny. Szybko zapycha, a na świeżym powietrzu smakuje lepiej niż najwyższej klasy hiszpańskie chorizo. W warunkach szaro-codziennych mało kto kabanosa traktuje poważnie.

Pasztet klasyczny z chlebem baltonowskim

Kromka chleba posmarowana grubą warstwą pasztetu zajadana w szuwarach, na rowerku wodnym to coś, o czym umęczeni pracownicy korporacji skrycie marzą przez cały rok. Ten aromat plus zapach zakwitłej wody przypominają nam dzieciństwo, pasztet smakuje niczym babciny obiad. Na co dzień prędzej zjemy samrowidło z soczewicy z pobliskiego bazarku, a aluminiowe opakowania omijamy szerokim łukiem. Ale w wakacje? Nad jeziorem albo na plaży? Można sobie zrobić dyspensę.

Drożdżówka z budyniem

To puste kalorie. Drożdżówki choć pożywne pełne są cukru i aromatów. W pracy aż wstyd po taką sięgać, kiedy wszyscy dookoła zajadają się sałatkami i kateringiem dietetycznym. Ale na kajaku, po wspinaczce w Bieszczadach, po jeździe rowerowej brzegiem Bałtyku? Smakuje, jak babcine ciasto. Idealnie mokra, idealnie słodka, idealnie dużo budyniu. Taką drożdżówkę najlepiej kupić w lokalnym sklepiku, w którym ekspedient odpędza pszczoły gazetą i wyławia tę jedyną, idealną słodką bułkę.

Nutella

Prosto ze szklanki, albo jak ktoś ma apetyt – prosto ze słoika. Bez bawienia się w chleb czy bułki. Jedzenie tego kremu na wakacjach wygląda tak: po całodniowej wędrówce, pływaniu w jeziorze, czy po prostu po całym dniu wypoczynku bierzemy łyżeczkę i moczymy ją w Nutelli. Potem wkładamy ją do ust i delektujemy się. Wersja dla cierpliwych - Nutella ze słonymi paluszkami.
Takie „danie” smakuje najlepiej na świecie. Wystarczy obiecać sobie, że następnego dnia nie zalegniemy na kilka godzin plackiem na kocu, tylko znów, mimo zakwasów, ruszymy na szlak. I tak dzień w dzień, przez tydzień. W końcu potem będzie roczna przerwa od takich przyjemności. 

Barbara Kaczmarczyk
naTemat.pl





Autorzy artykułu:

Barbara Kaczmarczyk