Na żużlowej drodze wśród kukurydzy w Osinach (45 km od Warszawy) poruszenie. Pojawia się kolejna ekipa dziennikarzy. Kamerzysta poprawia sprzęt. Relacja na żywo. Rozmawiają z wójtem gminy Baranów, Andrzejem Kolkiem. Wieść o rządowych planach Centralnego Portu Lotniczego spadła na gminę niespodziewanie. – Wiedzieliśmy tyle, co z doniesień. Nie mieliśmy żadnych oficjalnych informacji. Do dziś. Rano przyjechał minister Henryk Kowalczyk i potwierdził doniesienia – tłumaczy Kolek.

Koniec rozmowy na żywo. Można rozpiąć marynarki. Na chwilę rozmowa schodzi z oficjalnego tonu. Wójt wskazuje na pobliski dom. Z daleka widać ekipę, która się tam uwija. – Daliśmy pozwolenie na budowę, a pewnie ten dom będzie wyburzony – mówi.

– Dziadek, podaj młotek – Marek Delegacz woła z niskiego rusztowania do swojego pomocnika. “Dziadek” okazuje się jego wujkiem, ale na budowie ochrzczony został tym pseudonimem. Montują piorunochron na niedokończonym jeszcze domu. – Tutaj taka... naturalna wieś, że chciałem zabezpieczyć się na wypadek burzy – tłumaczy Marek.
Sala-on przylotów
Sprowadził się do Osin, bo urzekła go cicha okolica i łatwy dojazd do Warszawy. Autostradą kilkanaście minut. – Dla żony jest tu za cicho – śmieje się i po chwili dodaje: – Teraz tu będzie głośno.

Zerka w kierunku drogi, trzydzieści metrów od domu na skraju pola z kukurydząekipa telewizyjna składa sprzęt. W tym miejscu według starych planów miał zaczynać się pas startowy. – Wychodzi na to, że buduję się na środku lotniska – mówi Delegacz. Do końca budowy domu jeszcze daleko. Czy zdoła w nim zamieszkać? – Nie wiem, co będzie – wzrusza ramionami.

Wieść o lotnisku nie powinien być dla mieszkańców gminy Baranów zaskoczeniem. Już w latach 80-tych mówiono o budowie. Wykonano nawet badania. Miejsce dobre na lokalizację takiej inwestycji, bo w pobliżu przebiega autostrada A-2, a także linia kolejowa.
W sumie niewiele zabudowań do wyburzenia. Mieszkańcy nie powinni być zaskoczeni, ale... nigdy z ust rządzących nie padło zapewnienie o realizacji kolosa. A teraz wicepremier Mateusz Morawiecki podał, że inwestycja wyniesie 30 mld złotych.
Początkowo port będzie obsługiwał 50 mln ludzi rocznie, a docelowo dwa razy tyle. Według tych założeń dorówna największym portom lotniczym na świecie. Wraz z jego powstaniem nie ma sensu dalsze funkcjonowanie Okęcia.
Wymyślili już nazwę
Ministerialni urzędnicy już ujawnili, jaką nazwę będzie miał przyszły port. CPL ma nosić imię “Solidarność”. Pomysły budowy kotłowały się w głowach ministrów już za wcześniejszych rządów PiS.
Zwolennikiem budowy CPL był też Cezary Grabarczyk, szef ministerstwa infrastruktury za rządów PO. Jego plany upadły, na stanowisku zastąpił go Sławomir Nowak. Nowy minister stwierdził, że na inwestycję nie ma pieniędzy. Co więcej, w jego ocenie megalotnisko nie będzie potrzebne przez najbliższe 20 lat.

Gmina Baranów w przeciwieństwie do np. Mszczonowa czy Bielic nie zabiegała o rządowy projekt. – Minister Kowalczyk przedstawił mi krótki harmonogram. Do 2019 mają trwać prace studialne i planistyczne. Usłyszałem, że te formalności postarają się zrobić bezkosztowo. Samą budowę przygotowują na kolejne dziesięć lat po 2019 roku – ujawnia wójt Andrzej Kolek.

Megalotnisko zajmie 800 hektarów w rejonie trzech wsi: Osiny, Stanisławów i Nowa Pułapina. Nie wszystkich cieszą plany rządu. – Niech pan zapisze, że ja nie dam się wysiedlić – Robert Sadkowski zerka w notatnik, aby sprawdzić, czy notuję jego wypowiedź. Jest jednym z największych rolników w okolicy. Niektórzy we wsi mówią, że to rolnik z powołania. Klęczy na betonowej posadzce przed garażem i dłubie śrubokrętem w plątaninie kabelków.

Razem z synem naprawiają kierunkowskaz przyczepy. Jego syn związał przyszłość z rolnictwem, zaczął studia w tym kierunku. Tacy jak oni stracą najwięcej ziemi.
Liczą zyski, a on...
– Są już tacy, co przeliczają, ile dostaną pieniędzy. Szacują już, ile dzięki bliskości lotnisku wzrośnie wartość ziemi, ale co mi po tym? – pyta. Na podwórzu stoi kombajn, w głębi widać nowoczesne silosy, które magazynują zboże. – Co po pieniądzach, kiedy ziemię będę mógł kupić gdzieś 100 kilometrów stąd. Najgorzej będzie, gdy zabiorą budynki. Tego nie da się z dnia na dzień odtworzyć – wyjaśnia Sadkowski.

Radzi, aby o zdanie zapytać jego sąsiada. U niego przed domem stoją dwa kombajny. Z pewnością to gospodarstwo wyróżnia się w Pułapinie. – Żona chciała rozpocząć remont, ale powiedziałem, żeby na razie dała sobie spokój. Nie wiadomo, czy my tu długo będziemy mieszkać – Roman Bodych usiłuje żartować.

Chodzi wśród naczep ciężarówek. Tłumaczy, że gospodarstwo przepisał już na syna. Ten należy do młodego pokolenia i zamiast w ziemię rolną zainwestował w kilka tirów.– Szkoda byłoby takiej bazy – przyznaje. W tle warczą pompy dystrybutora paliwa, to również inwestycja jego syna. Co myśli o planach? – Z pewnością jedni zyskają, a inni stracą, ale bez ryzyka nie ma nic. A hałas? W Warszawie przy Okęciu mieszkają i jakoś żyją – uważa.

– A może z tych planów nic nie wyjdzie? – zastanawia się Marianna Chojnacka. Razem z mężem przyjechała do Osin. Wpadła w odwiedziny do szwagierki. Temat rozmowy jest jeden. W pokoju siedzi niemal cała rodzina. Kilka pokoleń, bo i wnuk. Natychmiast częstują mocną kawą. – U nas już nie jedno miało powstać. Nie tylko lotnisko, ale i kolej – dodaje jej szwagierka, Elżbieta Szałajska.

Z progu jej domu widać nawet metalowy słup, który wystaje z kukurydzy. To pozostałości niedokończonej magistrali kolejowej z początku lat 80-tych. Tą drogą do portów miał trafić czeski węgiel.
Parking dla Boeingów
– Oby tylko nie stało się tak, że my zostaniemy, a za płotem będą lądowały samoloty. Hałas będzie straszny. Ponad 50 lat czekałam, aby wybudował się sąsiad. Teraz jest i nie mogę się przyzwyczaić, gdy wychodzę przed dom – opowiada.

Przez okno widać sad. Obok drzew owocowych synowa Elżbiety założyła ogródek. Nad kwiatami wiruje rój motyli. Kołysze się huśtawka Szymonka. – Nam starszym będzie trudno przyzwyczaić do zmian, ale dla tych młodych może to być szansa. Chociaż moi już mają pracę – dodaje. Brat Szałajskiej, Adam Chojnacki dotychczas zapatrzony w okno, wtrąca niespodziewanie: – Trochę będzie żal tego miejsca. Od pokoleń należało do naszej rodziny.

Od pokoleń w Osinach mieszkają też Śniegowie. Tomasz jest nawet sołtysem. On prowadzi warsztat samochodowy, a jego brat gospodarstwo rolne. Mieszka na końcu wsi, za płotem miała biec magistrala kolejowa. Sołtys pokazuje na nowy dom, który sam wybudował. W wolnych chwilach wciąż kończy detale. Miał obłożyć schody kamieniem, ale na razie zrezygnował.

– Jeszcze w sobotę włączyłem betoniarkę. Gdybym wiedział, że w poniedziałek usłyszę o lotnisku, to dałbym sobie spokój – dodaje z rezygnacją w głosie.
Ostatni sołtys Osin?
Nie chce, aby w miejscu jego wsi powstało lotnisko. Dodaje jednak, że nie ma na to wpływu. Gdyby miało powstać, to niech już wykupią i jego dom. Nie wyobraża sobie mieszkać przy pasie startowym. – Trudno byłoby budować się na nowo. Pewnie też nie otworzę już warsztatu. Jeszcze nie zdołałem nawet dokończyć tego. Mam uprawnienia diagnostyczne. Zatrudnię się na stacji diagnostycznej – snuje wizje.

Śnieg z dumą opowiada o rodzinnych korzeniach, o nowym placu zabaw przed remizą i że chcieli zorganizować wycieczki do mieszkańców. – Teraz żartujemy, że zrobimy imprezę pożegnalną dla Osin – mówi.
Widać, że męczą go jakieś wątpliwości. Po chwili pyta: – Jak pan sądzi, to lotnisko powstanie? To pewne?
Włodzimierz Szczepański
Włodzimierz Szczepański
