Są w każdym mieście. I mimo że bywają głośni i poruszają się z najdziwniejszymi wehikułami zmontowanymi z wózka dziecięcego, pralki i deski do prasowania, bardzo często niewidoczni. Wtapiają się w otoczenie i niewielu przechodniów zastanawia się, skąd idą, gdzie jest ich cel, jaki mają plan na dany dzień. Wielu z nas z góry zakłada, że są bezdomnymi. Postanowiłem, sprawdzić, jakimi ścieżkami chodzą warszawscy złomiarze i dokąd te ścieżki prowadzą.
– “Oczyszczacze miasta”, dobre na tytuł prawda? – zaproponował pracownik skupu złomu. – Panie, nie mam czasu! W pracy jestem – to częsta odpowiedź, którą słyszałem od osób dźwigających puszki i makulaturę. Okolice skupu na warszawskim Żoliborzu tętnią życiem nie tylko za sprawą pędzących obok samochodów. Co chwilę ktoś przychodzi i wychodzi. – Od 7:00 do 22:00 cały czas jest ruch – mówili mi pracownicy. W ciągu godziny minęło mnie 10 osób, nie licząc pojazdów, którymi również zwożony jest towar na wagę.
Szybka praca

Skąd pochodzą rzeczy? Odpowiedź jest oczywista. – Ze śmietników. Ludzie to po prostu wyrzucają. Najbardziej opłaca się zbierać miedź, mosiądz i aluminium czyli puszki, bo to jest w cenie – mówi jeden z “oczyszczaczy miasta”. Zaglądam do środka wózka i widzę nie tylko puszki, ale i... miniwieżę hi-fi.
– To zależy od dnia. Raz uzbieram za 10, a raz za 100 złotych. Jest spora konkurencja? – dopytuję mężczyznę czy dzieli się z innymi rewirami. – Nie, każdy zbiera na swoim osiedlu, ale u mnie jest kilkanaście osób – odpowiada. Traktuje to jak stałe źródło utrzymania. – Ja mam mieszkanie, tylko jestem na rencie. I da się z tego wyżyć? – Jako tako tak. Rano wychodzę i o 11 jestem w domu – zapewnia wyglądający na ok. 40 lat warszawiak.
We dwójkę raźniej

Po chwili nadchodzą kolejni klienci skupu. To 55-letni Grzegorz i o 2 lata młodszy Piotr. We dwójkę niosą torbę po brzegi wypchaną czasopismami. Na oko wyliczają, że będzie 15 kilo. Na skupie płacą 35 groszy od kilograma, czyli wyjdzie 5,25. Również niosą makulaturę z hasioków, czyli śmietników. Sugeruję, że wykonują pożyteczną pracę na rzecz miasta – No tak, sprzątamy na terenie.

Gdyby tu pod drzewem leżała puszka to bym ją podniósł – zapewnia Piotr. Obaj są bezdomnymi. – Mieszkamy pod chmurką – przyznaje Piotr. – Sąd mnie podpuścił. Załamałem się psychicznie. Straciłem dom, pracę. A że ze zdrowiem mam kiepsko, to i do pracy się nie nadaję. Teraz jakoś sobie radzę – mówi 53-latek. – A ja sobie zrobiłem urlop na całe lato i w poniedziałek idę do normalnej pracy – dodaje Grzegorz i żałuje, że nie szli z wózkiem, mówią na to “z dzieciakiem” – to by było fajniejsze do pokazania.
“Prywaciarze oszukują”

Na horyzoncie widzę kolejną osobę ciągnącą wózek na kółkach. Po brzegi wypełniony jest książkami. Aż się serce kraje, że można się pozbywać literatury w takich ilościach. – Eeee tam, wcale nie jest tego dużo, góra 20 kilo z tego będzie – ocenia 47-letni Piotr.

- Niektórzy sprzedadzą książki trochę drożej na bazarku, ale to się wystać trzeba – mówi mężczyzna. Pytam, czy robi to na co dzień – Dorywczo to na razie robię, bo co miałem siedzieć w domu? Od poniedziałku zaczynam nową pracę, a wcześniej... szkoda gadać, prywaciarze oszukują – machnął ręką Piotr. Większość spotkanych przeze mnie osób nie chce się dzielić swoją przeszłością, za to otwarcie mówią o tym, co robią.
Drugie życie książek

Książki są lepsze do zbierania niż gazety: zajmują stosunkowo mało miejsca, a swoje ważą. Niektórzy nie mają wyjścia i tylko takie rzeczy są w stanie targać ze sobą. – Za kilogram puszek, czyli tak 50 parę, są cztery złote. Ale to trzeba je pognieść, a ja mam chory kręgosłup – wyjaśnia starsza kobieta.

– Jednak w tygodniu tak z kilogram uzbieram – dodaje i faktycznie ma w torbie na kółkach kilka puszek. Podkreśla, że jest spora konkurencja. Każdy ma swój rewir i tam sobie zbiera. – Ja wiozę to ze swojego osiedla – 59-latka poprosiła, by zapisać ją jako Ania. – Jestem na zasiłku i mi go odbiorą, jak się dowiedzą, co robię.
Moda na recykling

Do skupu złomu nie przychodzą tylko osoby w trudnej sytuacji życiowej. Widziałem też podjeżdżające zwykłe osobówki i ciężarówki. – A bo wie pan, jest teraz moda na recykling. Ludzie czasem, zamiast wyrzucić, wolą tu przyjechać. Dlatego nie mamy tu tylko bezdomnych, ale i “normalnych” klientów.

Nie zawsze im się to jednak opłaca, bo paliwo nie jest tanie. No i czas trzeba poświęcić – tłumaczył mi pracownik Paweł. - Ruch jest przez cały rok, ale wiadomo, że jak jest cieplej, to jest i łatwiej zbierać – dodał. Wychodząc ze skupu spotkałem jeszcze raz pana Grzegorza. – 6 złotych nam dali! – powiedział z uśmiechem na twarzy i poszedł w swoją stronę.

Bartosz Godziński
Bartosz Godziński
Autorzy artykułu:
Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
Sprawdź, jak to działaKwota napiwku
