naTemat extra

W tym sporcie to dziewczyny są górą. Roller derby to fenomen

Roller derby upodobała sobie zwłaszcza płeć piękna. – Wrotki bardziej przemawiają do dziewczyn, niż do chłopaków. Oni występują częściej w roli sędziów. Jednak też powstają drużyny męskie – mówi Aneta “PunkAche” Kaczmarek, która jest w drużynie Worst Warsaw Derby Team od 3 lat. To jedna z najbardziej doświadczonych zawodniczek w naszym kraju. Sam sport dotarł do nas rok wcześniej, zza Oceanu, gdzie w USA narodził się w latach 30. XX wieku.
9 polskich drużyn roller derby tworzy więc historię tego sportu w naszym kraju.
Sport powoli się rozwija - dopiero co powstały reprezentacje żeńskie i męskie naszego kraju. By sprawdzić, o co w tym chodzi (a raczej jeździ), wybrałem się na trening drużyny Worst Warsaw Derby Team. Zawodniczki (i jeden zawodnik) spotykają się 2 razy w tygodniu we Wrotkarni RollerDisco.
Zasady roller derby są rozbudowane, ale w skrócie wygląda to tak, że 10 zawodniczek (po 1 jammerce i 4 blokerek z każdej drużyny) jeździ po owalnym, płaskim torze. Zadaniem jammerki jest zdobycie punktów za dublowanie przeciwniczek. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ zadaniem blokerek jest powstrzymanie przeciwnej jammerki.
Mecze są bardzo dynamicznie i emocjonujące. Zawodnicy pędzą po torze i wzajemnie sobie przeszkadzają w zdobywaniu punktów. Bezpośrednie starcia i zastawianie drogi przeciwnikowi przypomina te z meczów rugby, a za faulowanie schodzi się na ławkę jak w hokeju. Choć jazda na wrotkach kojarzy nam się z sielanką, to ta wydaniu roller derby jest naprawdę ostra dla sportowców i widowiskowa dla obserwatorów.

Magdalena „Bionic MaddiNess” Podgórska. Fot. naTemat

– O roller derby dowiedziałam się na przypadkiem, na warsztatach… rolkarskich. Chciałam, by ktoś nauczył mnie jeździć na wrotkach i tak trafiłam na ówczesnego trenera drużyny. Zostałam, bo nasz zespół jest taką małą rodziną. Spotykamy się dwa razy w tygodniu na treningi, ale też na oglądanie meczy, omawianie spraw czy piwo. Nie zawsze się zgadzamy, ale decyzje podejmujemy demokratycznie – zapewnia Magdalena „Bionic MaddiNess” Podgórska. W drużynie jest od 3 lat.
– Moja ostatnia poważna kontuzja to wybity staw ramienny podczas upadku. Dlatego teraz wolę być blokerką: też się obrywa, ale można się na to przygotować. Jammer częściej dostaje z zaskoczenia – dodaje.
“Uwielbiam tę przyjazną atmosferę, nawet jeśli komuś coś nie wychodzi, nikt nie krytykuje, tylko stara się pomóc.  To sport drużynowy, ale podchodzimy do niego na luzie.”
W roller derby nie trudno o kontuzję. Sam widziałem, że dziewczyny ostro blokują i często zaliczają upadki. – Mamy ochraniacze, nie ma „wolnej amerykanki” i np. wchodzenia komuś łokciem w plecy, ale raz na jakiś czas komuś się coś stanie  – wyjaśnia Bionic MaddiNess.
Worst Warsaw Derby League jest koedukacyjna, ale w tym momencie jest w niej tylko jeden zawodnik: Radosław “Dredd” Linkiewicz. – W drużynie jestem od niemal samego momentu powstania, czyli od marca 2014 roku. – Moja ówczesna drużyna zaprosiła mnie, bo potrzebny był sędzia, a przez to, że kiedyś byłem sędzią piłkarskim, wkręciłem się. Sędziowałem, ale brałem też udział w treningach. Po pewnym czasie stwierdziłem, że też chcę grać i tak już zostało – mówi „męski rodzynek” w WWDL.
W roller derby to, że ktoś jest większy lub silniejszy, nie jest gwarancją sukcesu, bo liczy się też zwinność i szybkość. To gra dla wszystkich.
Czy jest delikatniejszy, gdy gra przeciwko koleżankom z drużyny? – Niektóre oczekują, żebym dawał z siebie 100 proc., ale są też mniej doświadczone osoby, z którymi nie mogę sobie na wszystko pozwolić – tłumaczy Radosław.
– Najbardziej w roller derby podoba mi się bliskość z innymi. Kiedy upadnę, przeciwnik podjeżdża, podnosi mnie i pyta, czy wszystko w porządku. Po meczu wszyscy przybijamy sobie piątki i idziemy na after party. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego w innych sportach – mówi Linkiewicz.
Jedyny mężczyzna Worst Warsaw Derby Team jest też reprezentantem Polski. Męska drużyna narodowa została założona w zeszłym roku i już za półtora miesiąca (w kwietniu) zagra na mistrzostwach świata roller derby mężczyzn w Barcelonie. – Chcemy być w pierwszej dziesiątce na 16 drużyn. Nie mamy więc wygórowanych ambicji – śmieje się dredd.

Aneta „PunkAche” Kaczmarek. Fot. naTemat

– W roller derby mamy poczucie solidarności, siostrzeństwa, akceptacji niedoskonałości. Do zespołu przyjmujemy osoby bez względu na płeć, orientację czy doświadczenie. Jedyny wymóg to wiek: jeśli nie masz ukończonych 18 lat, to możesz z nami trenować od 16. roku życia za zgodą rodzica. Mamy nadzieję, że kiedyś powstanie liga juniorska w Polsce – mówi PunkAche.
“Moją ksywę wymawia się jak naleśnik (ang. pancake), ale tak naprawdę to połączenie punka i bólu (ang. ache). Ten sport to kwintesencja życia. Zdarzają się upadki i wzloty”
Od niedawna jest reprezentantką Polski w roller derby. – Dostałam się do świeżo utworzonego Team Poland i przez ostatnie pół roku jeździłam na treningi kadry. Niecały miesiąc temu byłam na mistrzostwach świata w Manchesterze w Wielkiej Brytanii. Polska zajęła 29. miejsce na 38 drużyn biorących udział. To były trzecie mistrzostwa w historii, ale pierwsze w Europie. Zwyciężyły ponownie Stany Zjednoczone – mówi PunkAche.
Wymogiem są derbowe wrotki - Takie bez obcasa. Do tego kask, ochraniacze na nadgarstki, łokcie, kolana i zęby. Treningi rozpoczynamy od rozgrzewki, a potem symulujemy mecze i ćwiczymy różne zagrywki. Dowiadujemy się też o swoich słabościach i mocnych stronach, tak, by właściwa osoba znalazła się na właściwym miejscu na torze – dodaje Aneta.
Roller derby pojawiło się w Polsce ok. 4 lata temu i nadal jest sportem rozwijającym się, wszystkie drużyny są na razie amatorskie. – Istnieje światowy związek roller derby WFTDA (Women’s Flat Track Derby Assosiation), ale nie ma w nim póki co żadnej polskiej drużyny, bo trzeba przejść program rekrutacyjny.

Adrianna „ScreamShake” Rajewska. Fot. naTemat

– Znudziłam się rolkami i zafascynowały mnie wrotki. Na derby wpadłam surfując w internecie, przyszłam na trening i zupełnie mnie to pochłonęło. Emocje i adrenalina na meczach są nie do opisania. Drużyna też stanowi bardzo ważną część mojego życia. To ludzie, za którymi mogłabym skoczyć w ogień  zapewnia ScreamShake. W teamie od od stycznia zeszłego roku.
“Od dziecka byłam trzymana pod kloszem, nawet koszykówka była straszna, ale tutaj się przełamałam”
– W Worst Warsaw Derby Team jestem blokerką, ale czasem też bracerem - jeżdżę tyłem na torze blokując przeciwników. Jednak wybijanie ludzi biodrem to to, co najbardziej lubię – śmieje się Ada.
Dziewczyny i chłopaków w akcji będzie można zobaczyć na sparingowych meczach na treningach, a tymczasem Worst Warsaw Derby Team cały czas rekrutuje zawodniczki i zawodników. Wystarczy napisać do nich na facebookowej stronie.

Bartosz Godziński
Maciej Stanik





Autorzy artykułu:

Bartosz Godziński

dziennikarz

Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek

Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.

Sprawdź, jak to działa

Kwota napiwku

Wiadomość do autora (opcjonalnie)

Twój adres e-mail

Kod BLIK znajdziesz w aplikacji swojego banku