naTemat extra

Smartfon, który naprawdę zasłużył na swoją nazwę

Trzymając w rękach smartfon z napisem “Pro” zawsze lekko się uśmiecham i zastanawiam, po czym poznać jego pro-użytkownika. Czy kryterium profesjonalizmu jest tu pojemność wbudowanej pamięci? A może prędkość, z jaką przebiera się palcami po wirtualnej klawiaturze? Wyjmując z pudełka nowy model Huaweia, również zamierzałam chwilę sobie pożartować. Niestety, okazało się, że P20 Pro naprawdę zrobił ze mnie profesjonalistę. Profesjonalistę-fotografika.
Żarty żartami, ale trzeba przyznać, że flagowce Huaweia od kilku sezonów poprzeczkę konkurencji zawieszają dość wysoko. Zeszłoroczny Mate 10 Pro to multimedialny kombajn, który zachwycał wielkim wyświetlaczem z zagiętymi krawędziami oraz świetnym aparatem stworzonym we współpracy z legendarną Leicą. Wydawało się, że jakość zdjęć wykonanych przy pomocy jego podwójnego obiektywu trudno będzie przebić. Okazało się, że była to dopiero przygrywka: w P20 Pro główny obiektyw jest potrójny. 

Zrozumiałe, że na widok trzech lekko wystających ponad krawędź obudowy “oczek”, po głowie zaczynają chodzić określenia typu: przerost formy nad treścią czy sztuka dla sztuki. Skoro zdjęcia ostre, jak żyleta robi już aparat z dwoma obiektywami, jak bardzo może pomóc obecność trzeciego? Okazuje się, że bardzo. Zdecydowanie nie jest to zagranie w stylu producenta maszynek do golenia, który dodaje kolejne ostrze tylko dlatego, że może. Dowody? Proszę bardzo.

Sztuczna inteligencja w służbie szczegółów

Obiektywy P20 Pro pod względem technicznym przedstawiają się następująco: główny ma 40 megapikseli i robi zdjęcia w kolorze. Drugi z matrycą 20 mpix jest monochromatyczny, a trzeci to 8 megapikselowy teleobiektyw. Czułość przedniego aparatu również nie została tu potraktowana po macoszemu – 24 mpix wystarczy, aby widoczne były wszystkie detale twarzy.

Na papierze parametry prezentują się świetnie, a to jaki efekt dają w rzeczywistości zdecydowanie dorównuje oczekiwaniom. Nie ma co silić się na poetyckie opisy: Huawei P20 Pro robi po prostu niesamowicie ostre zdjęcia i oddaje kolory tak bliskie rzeczywistych, jak to (prawdopodobnie) na dzień dzisiejszy możliwe.
Tajemnica tkwi w dwóch aspektach – po pierwsze w technice HDR, czyli wykonywaniu przez aparat kilku zdjęć na raz: niedoświetlonego, prześwietlonego oraz doświetlonego optymalnie. Następnie z każdego wybiera najlepiej zarejestrowane obszary i łączy je w całość.
Tryb HDR nie jest już w smartfonach nowością. Huawei postanowił go jeszcze dodatkowo usprawnić wykorzystując sztuczną inteligencję. P20 Pro rozpoznaje 19 najpowszechniejszych scen i obiektów (tak, są wśród nich koty). Dzięki temu, że odróżnia śnieg od rachunku za prąd czy kanapkę z dżemem od rozgwieżdżonego nieba, potrafi automatycznie dobrać parametry oświetlenia właściwe dla danej scenerii.
W przypadku P20 Pro nie można pominąć również funkcji, która w wielu smartfonach bywa średnio użyteczna, a mianowicie pięciokrotny zoom. Nie pamiętam, żeby w jakimkolwiek poprzednim smartfonie tak duże przybliżenie nadawało się do czegoś innego poza fotografowaniem slajdów prezentacji oglądanej z piętnastego rzędu. W P20 Pro jakość kadrów przybliżonych nawet pięciokrotnie naprawdę może zachwycić.  

Noc nie taka ciemna

Największym zaskoczeniem podczas testów było odkrycie, że tryb nocny naprawdę działa. Mimo, że ikonka z księżycem i gwiazdkami to w menu standard, jej zaznaczenie wcale nie gwarantuje, że zdjęcie się uda, chyba że ktoś na wieczorne spacery zawsze nosi ze sobą statyw. 
Utrzymanie aparatu nieruchomo przez kilka sekund czasu naświetlania jest bowiem prawdziwą sztuka. Kto jej nie opanował, może pogodzić się z wątpliwym urokiem poruszonych zdjęć, albo kupić Huaweia P20 Pro.
System stabilizacji obrazu, jak twierdzi producent, jest również wspierany sztuczną inteligencją. Dzięki temu, nawet podczas naświetlania trwającego osiem sekund nie uświadczymy charakterystycznych drgań czy rozmazanych kolorów. 
Stabilizacja równie sprawnie działa w przypadku fotografowania obiektów w ruchu.

Nie samymi zdjęciami pro-użytkownik żyje

Jest szansa, że skupieni na robieniu kolejnych zdjęć doznacie lekkiego szoku, kiedy aparat… zadzwoni. Pomijanie typowo smartfonowych funkcji P20 Pro byłoby jednak nieco niesprawiedliwe.
Zacznijmy więc od wyświetlacza. Wyposażony w tryb Full HD o przekątnej 5,8’’ pozwala na swobodną obsługę każdej aplikacji, czy poruszanie się po stronach internetowych. Panoramiczny ekran sprawdza się też w podróży – filmy czy seriale ogląda się na nim całkiem komfortowo.  
Jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów designu jest tzw. “notch”. Rozwiązanie, dzięki któremu zwiększono obszar roboczy ekranu ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników. Projektanci Huawei potrafią ich jednak pogodzić: wcięcie, a właściwie aktywne rogi ekranu można wyłączyć – wtedy u góry mamy stary dobry czarny pasek.

Mówiąc o designie nie można nie wspomnieć o obudowie z hartowanego szkła. Złożony z kilku jego warstw panel wydaje się trójwymiarowy. Niestandardowy efekt głębi jest tym, co już na pierwszy rzut oka wyróżnia ten model i aż żal przykrywać go ochronną obudową, dołączoną do zestawu.
Jeśli chodzi o “silnik” P20 Pro, za obsługę wszystkich procesów odpowiada procesor Kirin 970. Smartfon wyposażono w 6 GB pamięci RAM i 128 GB ROM oraz system operacyjny Android 8.1. Bateria ma pojemność 4 000 mAh, co z powodzeniem wystarcza na cały dzień bardzo intensywnego użytkowania. Dzięki technologii super charge, którą znamy już z poprzednich modeli Huawei, ładowanie “do pełna” zajmuje nieco ponad godzinę.

Wysoka wydajność nie jest jednak specjalnie zaskakująca, bo Huawei już wcześniej udowodnił, że umie niemal magicznie rozciągać żywotność swoich baterii. Jeśli chodzi o inne “magiczne” sztuczki, na przykład sterowanie jedynie za pomocą czytnika linii papilarnych, bywa różnie, jednak w P20 PRO ta funkcja sprawdza się naprawdę dobrze. Rezygnacja z panelu nawigacyjnego u dołu ekranu i poruszanie się po systemie regulując stopień nacisku na czytnik bardzo szybko staje się łatwe i intuicyjne.
W P20 Pro mamy również funkcję odblokowywania ekranu za pomocą czytnika rysów twarzy, która działa bardzo sprawnie. Tego jednak możnaby się spodziewać po smartfonie, którego kluczową funkcją jest właśnie produkcja pięknych obrazów.

Artykuł powstał we współpracy z Huawei.




Autorzy artykułu:

Karolina Pałys

dziennikarka